czwartek, 3 stycznia 2019

Jedna z najsłynniejszych esencji k-beauty. SECRET KEY Starting Treatment Essence. Rose Edition.

   Na tą esencję napaliłam się już wiele miesięcy temu, kiedy Renee z kanału Gothamista opublikowała swój filmik o najlepszych kosmetykach do pielęgnacji cery poniżej 20 $. Zaintrygował mnie jej opis, że jest to jedna z najlepszych esencji nawilżających, jakie miała, a że kosmetyk nie wydawał się drogi, to w końcu sobie go zafundowałam. 
  SECRET KEY jest jedną z tych tańszych firm na rynku koreańskim  i jej składy są dalekie od ideału. Znacznie bliżej jej do Skinfoodu czy Holiki niż Innisfree albo Laneige. Ale jak zawsze wśród zwykłych kosmetyków danej firmy mogą zdarzyć się perełki. 
Starting Treatment Essence. Rose Edition jest poniekąd odmianą bazowej Starting Treatment Essence. Teoretycznie bazowa esencja została wzbogacona tylko o ekstrakt z róży w praktyce jej składy mocno się różnią, ale o tym za chwilę. 
 "Ta antystarzeniowa esencja pielęgnuje Twoją skórę dzięki  swoim kultowym składnikom takim jak rozjaśniający przeciwutleniacz w postaci filtratów z Galactomyces Ferment oraz woda różana, która zmiękcza i nawilża skórę. Twoja skóra oprócz nawilżenia odzyska elastyczność, a zmarszczki będą mniej widoczne. To idealny punkt wyjścia dla pozostałych kosmetyków pielęgnacyjnych. "
 
Kosmetyk jest bardzo ładnie zapakowany i stawia go to w szeregu kosmetyków, które można uznać za luksusowe. Design jest po prostu piękny. Butelka o pojemności 150 ml jest wykonana z matowego, dość grubego szkła, na którym czarną czcionką wypisane najważniejsze dane kosmetyku, czyli nazwy. Oprócz tego jest złoty kontur kwiatu róży. Nakrętka jest dość duża, dopasowana średnicą do butelki, plastikowa, srebrno-różowa. Ciężko mi opisać kolor, bo zależnie od światła może być srebrna albo w kolorze rose gold. Nietypowo, ale wpisując się w urok reszty buteleczki. To wszystko jest dodatkowo opakowane w dość gruby kartonik z białymi i różowymi ściankami, równie elegancki jak buteleczka. 
W odbiorze esencja jest bardzo wodnista, chyba nawet bardziej niż toner z Innisfree, przez co czasem zastanawiam się co pierwsze nałożyć po oczyszczaniu. Ma delikatny różany zapach, który jednak szybko zanika po aplikacji.

Skład: Galactomyces Ferment Filtrate, Dipropylene Glycol, Niacinamide, Glycerin, Citrus Grandis (Grapefruit) Seed Extract, Acorus Gramineus Root/Stem Extract, Perilla Ocymoides Leaf Extract, Rosa Centifolia Flower Water, Adenosine.
 
Jest to jeden z najkrótszych, o ile nie najkrótszy skład jaki widziałam w koreańskich esencjach i jeżeli miałabym oceniać kosmetyk pod kątem naturalności, powiedziałabym, że ten całkowicie wpisuje się w kółko naszych Vianków, Sylveco czy Nacomi. 
I teraz ciekawostka odnośnie koreańskich składów - nie raz pisałam, że w przypadku koreańskich kosmetyków nie ma co się sugerować kolejnością składników (bo w Unii jest to standard, że kolejność wyznacza ilość). Tu macie niezbity dowód, że Koreańczycy robią składy na zasadzie najbardziej aktywnego składnika w działaniu. Bo nikt mi nie wmówi, że więcej jest gliceryny niż wody różanej, na której esencja praktycznie się opiera i teoretycznie powinna być ona na samym początku 😼. Ale to taka dygresyjka.
I teraz jeszcze chciałam porównać składowo tę esencję do wersji podstawowej: wersja podstawowa jest przede wszystkim na zwykłej wodzie, zawiera nieco więcej ekstraktów roślinnych, ale ma też arbutynę, Disodium EDTA, Dimethicone, Aloes, oligopeptydy czy Phoenoxyethanol. Nie znaczy to, że jest zła, po prostu jest tam nieco więcej wszystkiego, a dimetikon nie każdemu może przypasować ze względu na to, że jest silikonem.

No i teraz chyba najważniejsze - działanie 😻
Jest to jedna z najlepszych esencji, jakie miałam! Lekka, szybko się wchłania, nie pozostawia filmu na twarzy, rzeczywiście dobrze przygotowuje skórę na kolejne kosmetyki. Ma działanie rozjaśniające i lekko nawilżające. Na pewno sama sobie nie poradzi z nawilżaniem, ale też nie jest przeznaczona do samodzielnego używania, więc tego od niej nie oczekuję. Nie powoduje powstawania zaskórników, mam nawet wrażenie, że uspokaja skórę. Jej używanie to czysta przyjemność i jeżeli macie rebus nad kupnem esencji, tą polecam Wam z czystym sumieniem. 

Mieliście już tą esencję? A może jakiś inny kosmetyk z Secret Key?





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Abstrahując od kosmetyki - bo nie samą pielęgnacją człowiek żyje.

   Blog sam w sobie jest kosmetyczny, ale już od jakiegoś czasu robię malutkie odstępstwa, ujawniając swoją kolejną pasję, która z dnia na...