piątek, 14 grudnia 2018

Azjatyckie "Must Have" - edycja 2018. Moje kosmetyczne top 10, które nigdy nie zawodzi!!

Przyznaję, że ten pomysł podebrałam od Eweliny z  bloga secretaddition. Ewela zrobiła sobie takie roczne podsumowanie i ma całkiem ciekawy -  i dość obszerny zestaw. Jak sama twierdzi - ma dobrego nosa do wyboru kosmetyków. 😸
Komentując u niej, byłam święcie przekonana, że poza piątkę nie wyjdę....a jednak jest tego nieco więcej. Są to kosmetyki, do których wracam więcej niż jeden raz i zwykle docierają do mnie po raz kolejny po mniej lub więcej udanych eksperymentach zakupowych.
Poniżej wymienione nigdy nie sprawiły mi zawodu. Do tego nie zdarzyło się, by po ich użyciu wyskakiwały mi na twarzy jakieś niespodzianki, alergie czy inne problemy skórne.
Przedstawiam moją złotą dziesiątkę azjatyckich kosmetyków, do których tęsknię, gdy mi się skończą.

 
1.ISEHAN Heroine Make Lip & Eye Remover. 
Płyn do demakijażu, pochodzący z Japonii. Mimo, że różowego koloru nie znoszę - tu się przemogłam i dzięki temu dostałam najlepszy płyn do demakijażu, jaki kiedykolwiek mi się trafił. Prawie bezzapachowy, niby dwufazówka, ale kompletnie nie odczuwałam jego tłustej warstwy, makijaż oczu schodził jak marzenie po jednym pociągnięciu płatka - a ja lekkich makijaży nie robię😸. Wodoodporny tusz? Żaden problem. Dzięki temu, że nie potrzeba było go dużo, by zmyć makijaż - służył mi naprawdę długo. Niestety, ku mojej boleści yesstyle.com już nie ma go w sprzedaży, pozostaje e-bay. 

2. DHC Medicated New mild touch cleansing oil. (recenzja)
Tu była wojna między Innisfree a DHC, i prawdę rzecz biorąc nie do końca wiem, czemu DHC wygrało...Chyba przez możliwość zakupu refilla - tego mi trochę w Innisfree brakuje. Acha, no i lawendowy zapach. Ale oprócz tego olejek świetnie emulguje, bardzo dobrze oczyszcza twarz z makijażu, nie szczypie w oczy i nie zawiera oleju mineralnego. Boski!

3. CosRx Low pH Good Morning Gel Cleanser. (recenzja)
Ponad trzy lata chyba zajmuję się koreańską pielęgnacją i mniej więcej od tego czasu towarzyszy mi Low pH. Najlepszy żel do oczyszczania twarzy, jaki miałam. Bez mocnych detergentów myjących, zawiera olejek z drzewa herbacianego, przez co dobrze oczyszcza, równoważy i działa antyseptycznie. Żadna pianka/żel jeszcze go nie pokonała na tyle, bym chciała go wymienić. 

4. CosRx BHA Blackhead Power Liquid
Dość gęstawy toner, po którym moja skóra wyglądała jak przysłowiowa pupa niemowlaka. Przy rozszerzonych porach, które dość szybko się zanieczyszczają i gromadzi się w nich nieestetyczne sebum, zamieniające się pod wpływem powietrza w czarne punkciki - to pozycja obowiązkowa! Nie tylko oczyszcza i eksfoliuje martwy naskórek, ale też widocznie rozjaśnia skórę.
5. WELCOS KWAILNARA Jeju Natural Mask
Jedyne maski w płachcie, za którymi tęsknię, gdy ich nie mam. Są cztery serie, ja mam akurat zwykle nawilżającą (Aqua) i oczyszczającą (Pore). W widoczny sposób robią różnicę na twarzy, działają dokładnie tak, jak mają to w nazwie.

6. SKINFOOD  Black Sugar mask Wash off (recenzja)
Co prawda peelingów mechanicznych do twarzy raczej nie używam, bo wolę gommage, ale od tego nie mogę się uwolnić. Tak samo jak Cosrx Low pH, ten peeling towarzyszy mi bardzo długo. Jego zaletą jest słodko-cytrusowy, odświeżający zapach, bardzo drobno zmielony cukier, który nie podrażnia mojej skóry tak jak cukier w zwykłych cukrowych peelingach, oraz to, że po rozpuszczeniu drobinek peeling zamienia się w maskę nawilżającą, którą warto zostawić na skórze parę minut. Efekt murowany.

7. INNISFREE Soybean skin energy/Tangerine Vita C/Green Tea Seed. (recenzja 1, 2)
Jak tu wybrać coś pojedynczego? No nie da się. Innisfree stworzyło cudowne kosmetyki, zwłaszcza dla kogoś, kto lubi świeże, roślinne zapachy. Czyli dla mnie. Zapach północnych lasów tajgi? Proszę bardzo jest seria sojowa. Mandarynka i letnie popołudnie na toskańskiej łące? Tangerine vita C służy pomocą. Świeży zapach liści zielonej herbaty i plantacje w Laosie?  Poleca się seria Green Tea Seed. Do tego każdy z tych tonerów działa cudownie nawilżająco, sojowy wyraźnie pomaga w walce z niedoskonałościami skóry dojrzałej, mandarynkowy odświeża i rozjaśnia, zielona herbata koi i leczy. Ja po prostu kocham Innisfree!!

8. INNISFREE Green tea seed serum 
Nawilżające serum z zielonej herbaty to coś, co w końcu trzeba kupić. Jest lekkie, szybko się wchłania, ładnie nawilża, no i zapach...Co prawda bardziej nadaje się dla młodej cery, przy dojrzałej już może być ciut za lekkie, ale jakoś nie mogę się od niego uwolnić. To pewnie magia Innisfree.


9. ZYMOGEN Ultra Facial Oil Free Aqua Cream (recenzja)
Jedyny krem, do którego ciągle wracam. Ma lekką, żelową konsystencję, jest pozbawiony składników olejowych, co dla skóry mieszanej i tłustej jest błogosławieństwem. Do tego bardzo dobrze nawilża i świeżo pachnie. To wszystko, czego mi potrzeba do szczęścia od kremu.

10. SHISEIDO Majolica Majorca Linehunter eyeliner  (o eyelinerach)
Kolorówkę azjatycką lubię, ale w naszych drogeriach też są dobre kosmetyki, więc nie mam raczej nic takiego, do czego wracam....z jednym wyjątkiem: eyelinery!
 Azjatyckie eyelinery, a właściwie japońskie, uważam za najlepsze w świecie. Są trwałe, mają ciekawe kolory, piękne opakowania i są tanie!!. No i nic nie przebije ich precyzji, którą osiąga się dzięki pędzelkom z włosia, które mają bardzo wyraźną, cieniutką końcówkę. Do tego większość eyelinerów jest w pisaku, co zwiększa ich wygodę stosowania. Wiem, że sporo osób do pisaków się zraża po europejskich eyelinerach, ale zapewniam Was - nawet nie ma co porównywać. Europejskie eyelinery vs japońskie to jak komputer z lat siedemdziesiątych, a dzisiejszy MacBook. Jeżeli wydaje Wam się, że nie umiecie robić kresek i macie problem z jaskółkami - zamiast męczyć się z topornymi pisakami europejskimi przerzućcie się na japońskie. Cena ta sama, a jakość nieporównywalnie lepsza. 


I poza konkursem jeszcze dodam SKINFOOD Peach Sake Silky Finish Powder. Nie dlatego, ze ma jakieś spektakularne działanie - bo nie ma. Matuje na dość krótki czas, do cery suchej średnio się sprawdzi ze względu na zawartość fermentu ryżowego, która raczej ma działanie wysuszające, do tego sam puder ma działanie bielące, chociaż bardzo ładnie wygładza skórę. Ale zapach...O Święci Pańscy!! Któż z nas nie lubi delikatnego zapachu brzoskwini połączonego z bawełną? Dla samego zapachu można zabić 😼 No i opakowanie z puszkiem. Jest naprawdę boskie!! Uwielbiam ten puder. 

Tak właśnie wygląda moje top 10. Ciekawa jestem, jak to wygląda u Was. Jakieś pielęgnacyjne hity?
 A może jakiś kosmetyk zaciekawił Was bardziej? Dajcie znać.😽

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Abstrahując od kosmetyki - bo nie samą pielęgnacją człowiek żyje.

   Blog sam w sobie jest kosmetyczny, ale już od jakiegoś czasu robię malutkie odstępstwa, ujawniając swoją kolejną pasję, która z dnia na...