niedziela, 7 kwietnia 2019

Inwazja hinduskiej natury. HESH - naturalne kosmetyki rodem z Indii.

   Wiosna, wiosna, wiosna, ach to Ty!.....

Stwierdzam, że wiosna jest moją ulubioną porą roku. Resztę też lubię, ale jednak czas, kiedy wszystko się odradza, świeżą zielenią zakrywa szarość i brud, śpiewa wokół ptasimi trelami...To jest to!. Aż chce się napisać kolejną recenzję. 
W związku z tymi wiosennymi trelami i zapachami przenoszę Was do Indii, kraju kolorów, kraju intensywnych, orientalnych zapachów i kraju, gdzie kobiety mają obłędnie grube i błyszczące włosy. 
 Przedstawię Wam dziś parę kosmetyków hinduskiej firmy HESH. Powstała pod koniec lat siedemdziesiątym ubiegłego wieku firma, to ceniony producent ziołowych kosmetyków do skóry i włosów, opartych na ajurvedyjskich recepturach. Przypomnę, że ajurveda to system starożytnej medycyny hinduskiej. 

Kosmetyki powstają na bazie wyłącznie naturalnych, roślinnych składników, a sama firma jest członkiem szeregu organizacji, promujących zdrowie, a także zajmuje się ochroną środowiska. 


Ja już od wielu lat korzystam z kosmetyków tej firmy, choć do tej pory były to głównie dwa, powtarzające się w mojej łazience; henna i maska z płatków róż. Ale może o wszystkim po kolei. 😼
Jak już wspomniałam, od wielu lat korzystam z henny tej firmy. 
Mam rude włosy, jednak z wiekiem czerwonawo - kasztanowy odcień, który miałam w latach szczenięcych zaczął nieco szarzeć i włosy zrobiły się takie....wyblakłe. Zaczął przeważać sarni, płowy brąz. Włosy nadal były ładne i błyszczące, ale brakowało im tej głębi, do której byłam przyzwyczajona. Ale nie chciałam absolutnie ich farbować farbami chemicznymi - raz, że nie przepadam za tak radykalnymi działaniami na włosach, dwa, że wcale nie chciałam zmieniać koloru. I w sklepie helfy.pl trafiłam na hennę firmy Hesh, która jest wybitnie tania i wystarcza mi na parę aplikacji. 
Jest to Mehandi, która w zasadzie służy do zdobienia ciała, ale mi nie zależy na tatuażach z henny.
 Jej skład jest porażająco prosty - ma  w sobie tylko sproszkowany ekstrakt z Lawsonii Bezbronnej (hennowego krzewu) łac. Lavsonia Intermis.
 Puder ma zgniłozielony kolor i zapach siana - inaczej nie da się tego określić. Rozrabia się z wodą bardzo łatwo na papkę, nic się nie grudkuje. Po zastosowaniu barwi włosy na miedziano-czerwony kolor, oczywiście u mnie. Natomiast inne włosy mogą mieć różnie odcienie, zależy to przecież od koloru wyjściowego. Jednak nie sam kolor jest ważny, tylko to, jak bardzo miękkie i błyszczące są włosy po jej zastosowaniu. Stosowałam już hennę egipską (która potwornie wysuszała mi włosy), khadi (chyba najpopularniejszą), zdarzyło mi się mieć na włosach hennę z Venity (która to z henną ma niewiele wspólnego). Ale Mehandi jest bezkonkurencyjna. Opakowanie 100 g, wystarczające mi na około 6 aplikacji kosztuje koło 10 zł - zależnie od sklepu. I uważam, że nie ma co przepłacać, bo nie zauważyłam różnicy między tą a Khadi. Jeśli zastanawiacie się nad henną, polecam Mehandi z całą mocą. 

  Następonym kosmetykiem wartym uwagi jest szampon do włosów w PUDRZE. Tak, dobrze czytacie, w pudrze. Mówię o szamponie Heenara. Szampon świetnie oczyszcza skórę głowy, stosowany regularnie odżywia włosy, sprawia, że są grubsze i gętsze, bo ze względu na właściwości pobudza skórę głowy do wytwarzania nowych włosów (lub po prostu odczopowuje mieszki włosowe, ale w to już się nie wgłębiam). 
Skład równie naturalny co u poprzednika, choć tu występuje już mieszanka ziół: Sapindus Trifoliatus (orzech piorący)76%, Acacia Concinna - Shikakai 10%, Amla (agrest indyjski) 5%, Kapur Kahli (Hedychium Spicatum) 1%, Lavsonia Intermis (drzewo hennowe) 1%, Eclipta Alba (bhringraj) 1%, Santalum Album (Sandałowiec biały) 1%, Gulab flower (płatki róży) 1%, Andropogon Muricatus (Wetiweria pachnąca)1 %. 
Ze względu na skład roślin z intensywnym zapachem, nie wszystkim może przypaść do gustu. Przyznaję, że ja mam z tym spory problem, bo szampon ma ostry zapach, kojarzący się z kozieradką lub przyprawą magi, a zapach ten pozostaje dość długo na włosach. Do tego, jeśli chce się go użyć, to raczej nie w kąpieli, a pod prysznicem lub tylko jeśli myjemy głowę nad wanną, bo proszek dość epicko brudzi wannę. No i radzę myć tylko skórę głowy. Jeżeli próbowaliście kiedyś nad morzem myć głowę i włosy piaskiem - to właśnie takie uczucie 😹 Ale nie można mu odmówić działania. po zastosowaniu włosy rzeczywiście są czyste, skóra głowy odświeżona i następuje zauważalne wzmocnienie włosów.

Kapoor Kachli powder to kolejny kosmetyk z porażająco prostym składem, w którym znajdziemy tylko sproszkowane owoce lilii imbirowej (Hedychium Spicatum). 
Jest to odżywka do włosów, która - stosowana regularnie pozwala otrzymać miękkie, błyszczące i pogrubione włosy, a także pobudza je do wzrostu. Jest to mój ulubiony kosmetyk ze względu na cudny, cytrusowo - imbirowy zapach. Choć ja jeszcze wyczuwam nutę mięty. Papka, po wymieszaniu w wodą jest kremowa i bardzo łatwo można ją zarówno nałożyć, jak i spłukać ze skóry głowy. 

Ostatnią o której napiszę (niestety nie mam już odzywki z płatków róży) jest Neem. Piszę o niej na końcu ponieważ głównie jest to odżywka do pielęgnacji skóry twarzy, choć zdarza mi się ją też użyć do włosów. Maska działa antybakteryjnie, oczyszcza i odblokowuje pory, zalecana jest więc w pielęgnacji skóry mieszanej, tłustej i trądzikowej.
 Jej skład? No nie uwierzycie: 100% sproszkowanego ekstraktu z liści drzewa Neem (miotli indyjskiej) - Azadirachta Indica.
 Oprócz skóry twarzy świetnie sprawdza się też w walce z łupieżem, oczyści też skórę głowy. Po rozmieszaniu z wodą ma śliczny, zielony kolor (jako maska na twarzy wygląda genialnie), a zapach, to po prostu zapach liści. Jedynym jej mankamentem jest smak. Należy uważać przy wsypywaniu pudru do przygotowywania, ponieważ trochę się pyli, a to pioruństwo ma bardzo gorzki smak. Jednak działa bezbłędnie.


Wszystkie przedstawione przeze mnie kosmetyki są w pełni naturalne i wegańskie, wszystkie też są porażająco tanie, bo ceny rzadko przekraczają 15 zł, a ich pojemność to zwykle 100 g (kapoor kachli ma 50), co oznacza, że wystarczą na wiele użyć. 
Warto zapoznać się też z innymi kosmetykami firmy, to świetna alternatywa dla osób chcących pielęgnować włosy i skórę naturalnymi składnikami. 

Produkty firmy można dostać na stronie polskiego dystrybutora firmy Hesh -hesh.pl lub sklepów w hinduskimi kosmetykami takimi jak helfy.pl, czy magiczne indie.

Mieliście już może coś z tej firmy? Używacie hinduskich kosmetyków w pielęgnacji?
  

4 komentarze:

  1. Nie korzystałam z tych produktów. W ogóle nazwa marki nie obiła mi się jeszcze o uszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam goraco, polubiłam ich produkty. Zwłaszcza, że to tylko sproszkowane rośliny 🤗

      Usuń
  2. O u Ciebie jak zawsze coś ciekawego i totalnie nowego dla mnie. Po pierwsze zwróciłam uwagę na opakowania, dla mnie są takie typowo hinduskie, kolorowe i po prostu piękne. Miałam chrapkę na szampon, ale jestem leniem w sprzątaniu i nie chciałoby mi się myć wanny :D. Ceny? Genialne! Składy? To samo. Nic tylko testować, idę buszować po sklepach które oznaczyłaś ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam ochotę na więcej kosmetyków z tej firmy, bo przypominając sobie opisy zauwazyłam jeszcze parę ciekawostek...Obie będziemy buszować :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, to mocno motywuje.
Będzie mi również bardzo miło jeśli zaobserwujesz mojego bloga. :)