środa, 20 lutego 2019

Kwas hialuronowy w wersji PURITO

PURITO i jej produkty towarzyszą mi już od jakiegoś czasu i jestem naprawdę zadowolona z jej kosmetyków. Bohaterami wcześniejszych wpisów były dwa kosmetyki z Wąkrotką Azjatycką: krem pod oczy i serum.
    Tym razem na mojej toaletce gości Pure Hyaluronic Acid 90 serum.

niedziela, 17 lutego 2019

Co dalej, rudy lisie?....

  Przez jakiś czas było tu cicho, ale pomyślałam sobie, że może wreszcie nadszedł dzień, że w końcu się wytłumaczę. Nie każdy mój czytelnik  przecież zagląda na FB lub IG...
  Przez ostatnie parę miesięcy starałam się cały czas żyć na blogu i blogiem. Pochłonęłam mnóstwo filmów na YT, przeczytałam wiele recenzji, przekopywałam się przez wiele informacji po to, by ciągle być na bieżąco.

środa, 6 lutego 2019

Na dobry poranek - INNISFREE! Green Tea Morning Cleanser - recenzja

Nie lubię Google+. Przez tą cholerę potraciłam wszystkie dotychczasowe komentarze na blogu, po tym jak Google stwierdziło, że jednak ten serwis społecznościowy im się nie opłaca. Głupie to.
Wobec tego jeżeli nie widzicie swoich wcześniejszych komentarzy, ani żadnych innych - to nie ja wykasowałam, tylko po prostu musiałam przełączyć tryb bloga - i tak o, wyszło. 

Jak już się uzewnętrzniłam, to czas przejść do prawdziwego powodu tego posta, a jest nim oczyszczający żel do twarzy Green Tea Morning Cleanser od mojej ulubionej firmy INNISFREE
Do tej pory tylko jeden żel oczyszczający piastował niepodzielne stanowisko króla, a jest nim COSRX Low Ph Good Morning Gel Cleanser. Jak będzie z Innisfree?...

niedziela, 3 lutego 2019

Moja wieczorna pielęgnacja + aktualizacja porannej pielęgnacji

Jakiś czas temu opisałam moją poranną pielęgnację (tutaj cały tekst), która od tego czasu w zasadzie się nie zmieniła, jeśli chodzi o ilość kroków, ale zmieniły się nieco kosmetyki.
Cosrx się zużył, więc tym razem na poranne mycie idzie INNISFREE Green Tea Good Morning Cleanser. Nie będę się o nim rozpisywać, bo niedługo będzie o nim recenzja, ale skoro to Innisfree, to już wiecie, że to mój ulubieniec.  
Kolejną zmianą jest toner. Z Ecolabu  na toner SAKURA Rose Toner, który niedawno dostałam w pudełku (wcześniej był toner wieczorny z Innisfree -  o nim za chwilę). O tonerze Sakura będzie w osobnym  wpisie, bo na to zasługuje, wystarczyło tylko parę użyć, bym już zauważyła jego działanie.
No i krem z AndLab, którego nie byłam w stanie wykończyć -  z prawdziwą ulgą zamieniłam na mój ulubiony żel - krem z ZYMOGENu, którego recenzję znajdziecie tutaj.

 

piątek, 1 lutego 2019

Japońska zguba odnaleziona!! - grudniowy box #no_make_no_life

Po styczniowym pudełku (o którym pisałam już tutaj) straciłam nieco nadzieję, że dotrze do mnie zaginione pudełko, chociaż na forum ludzie z całego świata jeszcze w połowie stycznia pisali, że dopiero dostarczono im poprzedni egzemplarz. 
Dlatego mocno uradowała mnie wieść, że jednak jest, znalazło się na poczcie, mimo, że luty, ale mam i nie muszę dochodzić swoich praw finansowych. Do tego pewnie niedługo dotrze do mnie już pudełko z lutego....Liczę na to mocno.


wtorek, 29 stycznia 2019

Styczniowa zamiana pielęgnacji w kolorówkę

    Jakoś tak wyszło, że zabezpieczyłam się ilościowo w kosmetyki pielęgnacyjne i nagle okazało się, że moja makijażowa kosmetyczka świeci pustką.
   Obudziłam się z przysłowiową ręką w ... wiaderku 😼, kiedy nagle skończyły mi się wszystkie korektory, podkład też już dochodził do dna, a w ogóle to przydało by się wreszcie mieć lepsze palety....
Dlatego swoje zwykłe comiesięczne zakupy pielęgnacyjne tym razem zamieniłam na nieco większy wydatek na kolorówkę. 

czwartek, 24 stycznia 2019

Projekt: denko (styczeń 2019)

Ostatnie, dwumiesięczne denko było zdecydowanie za długie. tym razem nie będę się tak rozpisywać.
Jak zwykle lisy są wyznacznikiem mojej jakości:
😻 - bardzo dobry produkt, polecam i z chęcią do niego wrócę.
😿 - nie polubiliśmy się. Nie polecam.
😼 - nie jest zły, ale mogłoby być lepiej.

niedziela, 20 stycznia 2019

Wybielanie z nawilżaniem? [ISNTREE] C - Niacin Toning Ampoule

I znów wracam do recenzji, tym razem serum, które już od dłuższego czasu jest w moim użyciu. 
Dziś przedstawiam Wam C-Niacin Toning Ampoule z koreańskiej firmy ISNTREE
O samej firmie usłyszałam w filmie jednej z ważniejszych osobistości YT -  jeśli chodzi o teren k-beauty -  z tym, że Renee mówiła w nim o jednym z tonerów. Jednak tak bardzo go zachwalała, chwaliła również firmę za jedne z lepszych i bardziej naturalnych składów, że postanowiłam coś wypróbować, poza tym nazwa firmy bardzo kojarzy mi się z Innisfree, więc samo to już wywołało u mnie pozytywne emocje.


   Ale ja nie chciałam żadnego z tonerów, zwłaszcza, że akurat w tym okresie miałam ze trzy do zużycia. Trafiło więc na serum, które według słów producenckich "zawiera ekstrakt z rokitnika i różne inne ekstrakty wzmacniające jego działanie, po to, by rozjaśnić oraz rozświetlić skórę".

wtorek, 15 stycznia 2019

Recenzja lliteratury urodowej, cz. 7 - VICTORIA TSAI Rytuał Gejszy. Japoński sekret promiennej cery.

Czas na recenzję kolejnej książki, która została już zczytana przeze mnie od deski do deski.
Kolejne, co do której miałam spore oczekiwania. I jak wyszło?....

Przy okazji, poprzednie recenzje macie pod tymi linkami:
Chizu Saeki - Sekrety urody japońskich kobiet
lek. Izabela Lenartowicz - Skin doctor. Biblia zdrowej cery. 

Wracamy do dzisiejszej książki. 
Autorka jest założycielką i CEO firmy Tatcha - marki urodowej, opierającej swoje kosmetyki na najlepszych japońskich tradycjach pielęgnacyjnych. W Kioto poznała gejsze, które przekazały jej tajemnice ich pięknej cery i tradycyjne rytuały.
Z tego, co kojarzę Tatcha całkiem nieźle sobie radzi na amerykańskim rynku, jest zresztą dostępna tam w Sephorach. Kosmetyki marki mają przyjazne składy, bardzo ładnie są też opakowane, ale należą raczej do tych luksusowych. Cenowo stoją na równi z koreańskim The History of Whoo i japońskim SK II. Doliczając do tego jeszcze cło....🙀

niedziela, 13 stycznia 2019

Wąkrotka- ziołem doskonałym? [PURITO] Centella Green Level Buffet Serum

Co ma wspólnego tygrys i słoń z pielęgnacją cery?
Współcześnie może niewiele, jednak w dawnych czasach oba te zwierzęta były łączone wraz z pozytywnym wpływem jednego z ziół używanych dziś powszechnie w kosmetykach pielęgnacyjnych.
Mowa o Wąkrotce Azjatyckiej (Centella asiatica), lub  - jeśli ktoś woli - Gotu Kola
Obecnie jest na nią prawdziwy boom, jednak roślina ze swych cudownych właściwości znana jest już od wieków. Jej krajem pochodzenia najprawdopodobniej są Chiny, Indie oraz Indonezja, obecnie jednak w stanie wolnorosnącym  można ją spotkać też na Sri Lance (dawny Cejlon), RPA, Australii czy większości wysp południowego Pacyfiku. Jest to roślina terenów podmokłych, główne jej stanowiska znajdują się przy zbiornikach wodnych.
U nas występuje jej krewniak  - Wąkrota zwyczajna. Trafiłam już na informacje internetowe, że też ma właściwości lecznicze, jednak z całego mojego zbioru ksiąg ziołoleczniczych (tak, tym też się zajmuję po trochu 😼), absolutnie nie trafiłam na nią nigdzie, więc tego nie potwierdzam. Za to wiem na pewno, że należy do roślin trujących, a korzystając ze sławy krewniaczki, być może ktoś będzie Wam próbował wmówić coś innego, więc bądźcie ostrożni i miejcie głowy na karku.
 W celach leczniczych wąkrotka azjatycka jest używana od ponad 3000 lat w Ayurvedzie (starożytnej medycynie hinduskiej) -  jako naturalny środek poprawiający pamięć oraz podnoszący zdolność koncentracji. Uważa się także, że suplementacja tej rośliny skutkuje przywróceniem równowagi w funkcjonowaniu wielu części ciała oraz umysłu.

piątek, 11 stycznia 2019

Manicure hybrydowy? To proste (i tanie)!

To będzie kolejny post niezwiązany z pielęgnacją azjatycką... 
Chociaż jakby się uprzeć, będzie i jedno i drugie 😹
Manicure hybrydowy to coś, do czego poniekąd zmusiła mnie konieczność. Należę do tych osób, które mają dość słabe i łamliwe paznokcie, a zawsze chciałam mieć długie i ładne pazurki. Niestety, nigdy nie udało mi się takich wyhodować, właśnie między innymi przez łamliwość. Drugim powodem jest moja praca, a właściwie prace. Długi czas pracowałam w kawiarniach, gdzie przepisy BHP zabraniają malowania paznokci, a to była jedyna ochrona przed ich łamliwością. Nawet błyszczące odżywki były źle widziane. Poza tym częsta styczność z detergentami myjącymi wcale nie poprawiała stanu paznokciowego. 
Teraz dla odmiany pracuję w ogrodnictwie i bardzo lubię grzebać w ziemi, za to nie przepadam w pracy w rękawiczkach - wtedy po prostu nie czuję tego, co robię. Skutek? Oczywiście połamane paznokcie, do tego często ziemia tak zalazła za płytkę paznokciową, że bez porządnego wymoczenia nie szło jej usunąć...A w autobusie wyglądało to głupio, gdy komuś przed nosem taką łapką świeciłam, trzymając się za poręcz. Same lakiery zbyt szybko mi odpryskiwały, nie chciało mi się, albo nie miałam czasu na to, żeby co trzy dni je poprawiać.
  Wobec tego wymyśliłam sobie hybrydy. 

Projekt: denko (styczeń 2019)

Ostatnie, dwumiesięczne denko było zdecydowanie za długie. tym razem nie będę się tak rozpisywać. Jak zwykle lisy są wyznacznikiem mojej ja...