niedziela, 24 marca 2019

Lutowo - marcowe denko '19 cz.1 - pielęgnacja włosów i twarzy.

W lutym dopadła mnie niemoc twórcza, która nadal zbiera u mnie swoje żniwo, ale z drugiej strony nadal prężnie rozwija się malowanie filiżanek i kubków.
  Przez tą niemoc planowany post denkowy nigdy nie powstał - dlatego tym razem będzie nieco więcej i dłużej. I w dwóch częściach, żebyście przy tej pierwszej nie usnęli w połowie. 😼
 Pierwsza część będzie tyczyć się kosmetyków użytych przeze mnie w pielęgnacji włosów i skóry twarzy. Część druga to będzie już pielęgnacja ciała oraz kosmetyki do makijażu.
I jak zawsze:
😻 - bardzo dobry produkt, polecam i z chęcią do niego wrócę.
😿 - nie polubiliśmy się. Nie polecam.
😼 - nie jest zły, ale mogłoby być lepiej.

Zaczynamy od włosów.
Pierwszy kosmetyk tak naprawdę będzie ciut oszukańczy, bo w większości używał go mój luby, ale też kosmetyk był kupiony głównie dla niego, ja się podpięłam w połowie.
1. FARMONA Radical - szampon przeciwłupieżowy
Jak już rzekłam, szampon był kupiony z myślą o kim innym, ale i mnie nagle przyszło go używać - jak się okazało - przez hennę egipską. Szampon należy do tych mocniejszych w składzie, ale zawiera też wyciąg z wierzby i skrzypu. Dość gęsty, przezroczysty, dobrze się pieni. Zapach ziołowo-cytrusowy, przyjemny. 
Baaardzo chciałam, żeby pomógł, niestety ani u mnie, ani u lubego nie nastąpiła żadna poprawa (dopiero Nizoral ogarnął sytuację). Włosy po nim też nie były jakoś szczególnie ładne, ot powiedziałabym, że zwykły rypacz do mycia włosów. Nic specjalnego.😿

2. PETAL FRESH szampon nawilżający z ekstraktem z pestek winogron i oliwą z oliwek
Szampon o przyjaznym składzie, bez silnych detergentów. Większość składników jest certyfikowanymi, organicznymi składnikami, co zresztą pięknie jest wyjaśnione w składzie. Każdy składnik ma wyjaśnienie, skąd pochodzi. Szampon gęsty, z ładnym owocowym zapachem, moim zdaniem świetnie myje, radził sobie też z lekkimi olejami na włosach. Jeżeli szukacie delikatnego szamponu do codziennego mycia, warto się nim zainteresować. Bardzo go polubiłam. 😻

3. KALLOS Latte - maska proteinowa do włosów.
Kolejne opakowanie tej maski - ostatnio o niej pisałam w denku styczniowym. Nadal się lubimy. 😼

4. GARNIER Fructis. Macadamia Hair Food - maska wygładzająca.
Bardzo chcialam przetestować tą maskę, bo bananowa nadal jest u mnie stałym punktem, ale dwie pozostałe u mnie się nie sprawdziły. A nie wiedzieć czemu Rossmann nie prowadzi jej sprzedaży, przynajmniej w mojej najbliższej okolicy. Sama maska skład ma równie dobry jak pozostałe, jest nieco rzadsza od bananowej, ale za to gęstsza od papai i goji. Jej zapach to mieszanka bananowej i goji - dość słodkawy. 
 Do tej raczej nie wrócę, ale nie dlatego, że jest zła. Jest bardzo dobra. Ale bananowa jest po prostu dla moich włosów znacznie lepsza.😼

No to przechodzę do pielęgnacji twarzy:
5. THE FACE SHOP Herb day 365 Cleansing Foam. Lemon.
Pianka do mycia twarzy w bardzo dużym opakowaniu, podarowana mi kiedyś przez znajomą Koreankę. Męczyłam się z nią strasznie, potem oddałam lubemu, który też jej nie pokochał, koniec końców nawet nie zużyliśmy jej całkowicie. Pianka ma całkiem przyjemną konsystencję, przypomina trochę krem do golenia, który świetnie się pieni pod wpływem wody, do tego ma cytrynowy zapach. Ale w składzie ma (oprócz wielu roślinnych ekstraktów) składniki, które średnio mi podchodzą, bo są dozwolone w kosmetykach w ograniczonym stężeniu. A co do działania, to jedna z tych pianek, które doczyszczają skórę aż do jej skrzypienia (ja nie znoszę tego efektu), przez co skóra wydawała mi się napięta i zaczynała się przesuszać. I zawsze po krótkim czasie pojawiały się niespodzianki. Podejrzewam, że pianka jest po prostu silnie zasadowa, coś jak zwykłe mydło. Nic z tego. 😿

6. SALON DE BI JOIE Sheet Mask with yuzu.
Japońska maska w płachcie zawierająca ekstrakt z miodu, owoców yuzu i sake, zapewniających nawilżenie.
Jak już pewnie wiecie, oprócz Welcosa nie używam żadnych innych masek w płachcie. Jeżeli takie się pojawiają w denku, znaczy, że skądś je dostałam. Ta jest z grudniowego pudełka No make no life, o którym już pisałam tutaj. Maskę zużyłam...I muszę przyznać, że to chyba najgorsza maska (oprócz tych z Lomi Lomi), jakiej zdarzyło mi się użyć. Nie zrobiła nic i to kompletnie. Esencji w środku jak na lekarstwo, płachta bardzo gruba i dość neutralny zapach. Po zdjęciu płachty na twarzy nawet nie było co się wchłaniać. miałam uczucie jakbym po prostu nałożyła bawełnianą płachtę zwilżoną zwykłą kranówką. No po protu nie.😿

7. PURITO Centella Green Level Buffet Serum.
O tym serum pisałam już tutaj,  Więc nie będę się rozpisywać. Za to, jeśli chcecie się dowiedzieć więcej o nim i o samej Wąkrotce azjatyckiej, polecam wpis. Ale wracając do denka, nadal uwielbiam zapach, konsystencję i działanie. Jeszcze do niego wrócę. 😻

8. PURITO Green Level Eye Serum
Kolejny kosmetyk Purito, który też został opisany już na blogu. I tak samo jak poprzednik jest moim ulubieńcem. 😻

9. BENTON Snail Bee High Content Lotion.
Lotion został kupiony z myślą czego lekkiego na dzień, co by nieźle nawilżało skórę. Niestety, nie polubiliśmy się. Mimo całkiem dobrego składu i dobrych wspomnień po esencji i tonerze, do lotionu się kompletnie nie mogę przekonać. Wchłaniał mi się długo, skóra się świeciła, makijaż nie do końca chciał się na nim trzymać, do tego zawsze po pewnym czasie wyskakiwały mi jakieś niespodzianki. Testowałam na różne sposoby, sprawdzałam, czy to na pewno wina tego lotionu - no niestety. Tym samym nie mogę dołączyć do wyznawców tej serii. 😿

Tak właśnie przedstawia się pierwsza część mojego lutowo - marcowego denka. Mieliście coś z tych kosmetyków?  A może nad którymś się już zastanawialiście?

wtorek, 19 marca 2019

Sojowej sagi część dalsza - INNISFREE Soybean energy.

Jakiś czas temu (dość długi na dodatek) stałam się posiadaczką tonera z serii Soybean energy.
Urzekł mnie zapach, polubiłam działanie, a więcej o nim, było w tym poście
Na fali zachwytu postanowiłam dokupić mu braci, żeby samemu nie było mu przykro. Tym samym trafił do mnie olejek i krem do twarzy z tej samej serii.
Po paru miesiącach myślę, że mogę o nich w końcu co nieco już rzec. 
Zacznę może od samej serii. 

sobota, 9 marca 2019

Rossmanowskie dwa plus dwa. Czuję wiosnę we włosach.

    Od 8 do 21 marca w sklepach Rossmann trwa akcja promocyjna "Poczuj wiosnę we włosach".  Akcja polega na tym, że przy zakupie dwóch produktów kolejne dwa dostajemy gratis. Warunkiem jest przynależność do klubu Rossmanna i posiadanie takiej karty (fizycznie lub mobilnej - co jest znacznie wygodniejsze), oraz wybór produktów z czterema różnymi kodami kreskowymi. W obecnej akcji udział biorą produkty do pielęgnacji, stylizacji czy koloryzacji włosów - zarówno w wersji damskiej jak i męskiej. 
Promocja - można by rzec - spadła mi z nieba, bo właśnie skończyłam jedną odżywkę, a druga jest jeszcze tylko na jedno użycie. 😼

środa, 6 marca 2019

Japoński beauty box No make no life - edycja marzec 2019

Ten box dotarł do mnie wyjątkowo szybko, bo "prawie" na początku marca. To wyjątkowo cieszy, bo poza pierwszym, które zasubskrybowałam, normalnie docierały pod koniec przypisanego im miesiąca, lub jak w przypadku grudniowego, po dwóch miesiącach. 😼

Marcowe pudełko opatrzono hasłem "Vibrant vibes". No to zaglądam do środka.

poniedziałek, 4 marca 2019

#japoński beauty box - no make no life, edycja luty 2019

Minął kolejny miesiąc, a u mnie leży kolejny box z #no_make_no_life...

Post zaczęłam pisać ponad tydzień temu, po czym zorientowałam się, że epickie zdjęcia, które zrobiłam zaraz po otworzeniu boxa, skasowałam pięć minut, przed rozpoczęciem tej notatki, chcąc zrobić porządki na karcie. Niespodzianka, geniuszu nieogaru 😿
  Potem byłam zbyt zajęta, spędzając w pracy znacznie więcej godzin, niż przewidział to mój grafik na luty, no i kończyłam zamówienia na porcelanowe kubki. I tak sobie minęły prawie dwa tygodnie.

środa, 20 lutego 2019

Kwas hialuronowy w wersji PURITO

PURITO i jej produkty towarzyszą mi już od jakiegoś czasu i jestem naprawdę zadowolona z jej kosmetyków. Bohaterami wcześniejszych wpisów były dwa kosmetyki z Wąkrotką Azjatycką: krem pod oczy i serum.
    Tym razem na mojej toaletce gości Pure Hyaluronic Acid 90 serum.

niedziela, 17 lutego 2019

Co dalej, rudy lisie?....

  Przez jakiś czas było tu cicho, ale pomyślałam sobie, że może wreszcie nadszedł dzień, że w końcu się wytłumaczę. Nie każdy mój czytelnik  przecież zagląda na FB lub IG...
  Przez ostatnie parę miesięcy starałam się cały czas żyć na blogu i blogiem. Pochłonęłam mnóstwo filmów na YT, przeczytałam wiele recenzji, przekopywałam się przez wiele informacji po to, by ciągle być na bieżąco.

środa, 6 lutego 2019

Na dobry poranek - INNISFREE! Green Tea Morning Cleanser - recenzja

Nie lubię Google+. Przez tą cholerę potraciłam wszystkie dotychczasowe komentarze na blogu, po tym jak Google stwierdziło, że jednak ten serwis społecznościowy im się nie opłaca. Głupie to.
Wobec tego jeżeli nie widzicie swoich wcześniejszych komentarzy, ani żadnych innych - to nie ja wykasowałam, tylko po prostu musiałam przełączyć tryb bloga - i tak o, wyszło. 

Jak już się uzewnętrzniłam, to czas przejść do prawdziwego powodu tego posta, a jest nim oczyszczający żel do twarzy Green Tea Morning Cleanser od mojej ulubionej firmy INNISFREE
Do tej pory tylko jeden żel oczyszczający piastował niepodzielne stanowisko króla, a jest nim COSRX Low Ph Good Morning Gel Cleanser. Jak będzie z Innisfree?...

niedziela, 3 lutego 2019

Moja wieczorna pielęgnacja + aktualizacja porannej pielęgnacji

Jakiś czas temu opisałam moją poranną pielęgnację (tutaj cały tekst), która od tego czasu w zasadzie się nie zmieniła, jeśli chodzi o ilość kroków, ale zmieniły się nieco kosmetyki.
Cosrx się zużył, więc tym razem na poranne mycie idzie INNISFREE Green Tea Good Morning Cleanser. Nie będę się o nim rozpisywać, bo niedługo będzie o nim recenzja, ale skoro to Innisfree, to już wiecie, że to mój ulubieniec.  
Kolejną zmianą jest toner. Z Ecolabu  na toner SAKURA Rose Toner, który niedawno dostałam w pudełku (wcześniej był toner wieczorny z Innisfree -  o nim za chwilę). O tonerze Sakura będzie w osobnym  wpisie, bo na to zasługuje, wystarczyło tylko parę użyć, bym już zauważyła jego działanie.
No i krem z AndLab, którego nie byłam w stanie wykończyć -  z prawdziwą ulgą zamieniłam na mój ulubiony żel - krem z ZYMOGENu, którego recenzję znajdziecie tutaj.

 

piątek, 1 lutego 2019

Japońska zguba odnaleziona!! - grudniowy box #no_make_no_life

Po styczniowym pudełku (o którym pisałam już tutaj) straciłam nieco nadzieję, że dotrze do mnie zaginione pudełko, chociaż na forum ludzie z całego świata jeszcze w połowie stycznia pisali, że dopiero dostarczono im poprzedni egzemplarz. 
Dlatego mocno uradowała mnie wieść, że jednak jest, znalazło się na poczcie, mimo, że luty, ale mam i nie muszę dochodzić swoich praw finansowych. Do tego pewnie niedługo dotrze do mnie już pudełko z lutego....Liczę na to mocno.


wtorek, 29 stycznia 2019

Styczniowa zamiana pielęgnacji w kolorówkę

    Jakoś tak wyszło, że zabezpieczyłam się ilościowo w kosmetyki pielęgnacyjne i nagle okazało się, że moja makijażowa kosmetyczka świeci pustką.
   Obudziłam się z przysłowiową ręką w ... wiaderku 😼, kiedy nagle skończyły mi się wszystkie korektory, podkład też już dochodził do dna, a w ogóle to przydało by się wreszcie mieć lepsze palety....
Dlatego swoje zwykłe comiesięczne zakupy pielęgnacyjne tym razem zamieniłam na nieco większy wydatek na kolorówkę. 

Projekt: denko (styczeń 2019)

Ostatnie, dwumiesięczne denko było zdecydowanie za długie. tym razem nie będę się tak rozpisywać. Jak zwykle lisy są wyznacznikiem mojej ja...