niedziela, 17 lutego 2019

Co dalej, rudy lisie?....

  Przez jakiś czas było tu cicho, ale pomyślałam sobie, że może wreszcie nadszedł dzień, że w końcu się wytłumaczę. Nie każdy mój czytelnik  przecież zagląda na FB lub IG...
  Przez ostatnie parę miesięcy starałam się cały czas żyć na blogu i blogiem. Pochłonęłam mnóstwo filmów na YT, przeczytałam wiele recenzji, przekopywałam się przez wiele informacji po to, by ciągle być na bieżąco.



 Aż w końcu przyszedł ten dzień, że Ewelina z bloga Secret Addiction popełniła wpis o tym, ile na kosmetyki wydaje blogerka (dla zainteresowanych jest tutaj).
 I tak jak nikomu do portfela nie zaglądam, bo zwyczajnie niewiele mnie to obchodzi, tak zrobiłam
krótkie podsumowanie dla siebie.
I cóż, kwoty są znacznie wyższe niż te u Eweliny, zwłaszcza, że już kiedyś o tym pisałam, że trochę inaczej wydaje się kwoty w dolarach, a inaczej w złotówkach. Mój mózg ma problem z ogarnięciem, że 30 $ to jednak jest stówa. Tyle, że stówa na krem, to brzmi sporo, ale już 30 $ to przecież takie niewinne, nie? A jednak nie. Do tego pomyślałam sobie ile kosmetyków po prostu wywaliłam, bo skończył się ich termin, a nie zużyłam nawet połowy (chociażby ostatnio lotion Snail Bee z Bentona, który po prostu mi się nie sprawdził, a złotówki nie kosztuje przecież). Potem poszłam do łazienki, podsumowałam swoje zbiory....I pomyślałam, że może jednak warto się trochę ograniczyć i zużyć to, co jest.
  Dlatego nie ma wpisów o nowościach. 
Kolejną rzeczą jest to, że kiedy pisałam teksty co dwa dni, nagle czegoś mi zabrakło. Myśląc, że muszę usiąść i coś w końcu napisać- wszystko jednocześnie zaczęło się we mnie buntować. Przecież jest wiele kanałów cudownie piszących o pielęgnacji skóry, ja często tylko powielam lub zwyczajnie kopiuję ich zdanie. Kosmetyki koreańskie są popularne, ale nie aż tak, żeby ciągle ktoś o nich czytał. Blogi urodowe wyrastają jak grzyby po deszczu.... Zwyczajnie ogarnęła mnie niechęć. 
Dlatego pomyślałam, ze najlepiej będzie się chwilę od tego zdystansować. Wiem, że wiele blogerek przechodzi przez taki moment, zwłaszcza, gdy nagle okazuje się, że przez bloga zaniedbuje się inne swoje pasje. 
 Ja właśnie do moich pasji powróciłam.
 Część z Was już wie, że ostatnio zajęłam się malowaniem porcelany, co sprawia mi niesamowitą radość. Zresztą przymierzam się do spieniężenia tego pomysłu, dlatego poświęcam mu coraz więcej czasu. 
  A kosmetyki i pielęgnacja?
Cóż, one nierozerwalnie stanowią część mnie, ale powoli zaczynam doceniać własne, domowo robione mikstury, dlatego może się okazać, że kosmetyki koreańskie zaczną być w mniejszości. Mimo to, nadal będą. 
Blog też. Tyle, że nieco rzadziej niż dwa dni. Może raz na tydzień? A może po chwili odpoczynku znów najdzie mnie ochota na nowości?....
   Mimo wszystko mam nadzieję, że  nadal będziecie tu zaglądać, bo nie zamierzam przestać pisać😺


PS: Jeżeli ktoś chciałaby obserwować moją stronę z porcelaną, serdecznie zapraszam pod ten link:
Moje filiżanki.
Jeśli utworzę stronę na IG, również tu o tym powiadomię.

8 komentarzy:

  1. Ja chętnie przeczytam o tym dlaczego porcelana i malowanie :). Jest to raczej mało znane hobby. Twoje dzieła wyglądają cudnie, przygarnęłabym taki cudny kubas jak ten ostatni :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, jest na sprzedaż ;) W sensie wyskrobać cały tekst?...Nie wiem, czy jest sens, może lepiej w skrócie. Jestem po prostu urodzoną artystką, która ciągle poszukuje czegoś nowego, ma pięćset zainteresowań, ale nie może jakoś zagłębić się w żadne z nich. Lubię malować, ale mam durną przypadłość porównywania swoich prac z innymi, najczęściej lepszymi ode mnie. I nie dociera do mnie, że oni ćwiczyli. Potrafią lepiej, to ja się nie będę pokazywać...Dopiero przy porcelanie poczułam, że mogę się rzeczywiście bardziej wykazać. A bodźcem był fakt, że nie mogłam znaleźć dla siebie porcelany, która by mi odpowiadała, a nie kosztowała miliony monet. :)

      Usuń
  2. Trzymaj się, znam dobrze takie kryzysy ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki :) Ale w sumie nie jest tak źle. Ciągle tego Twojego kociaka widzę, no cudaczek <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Też mam ten problem z zakupami w dolarach, dlatego nie odwiedzam już Jolse xD
    Ja ograniczyłam blogowanie do posta na tydzień i myślę, że to wystarczająco. Czytelnictwo nie spada, a ja mam więcej czasu dla siebie i na przygotowywanie postów :) A jak się robi zdjęcia telefonem to jest to ważne, bo światło dzienne zimą jest niczym święty grall :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat u mnie był ten plus, że mój Jaśnie Pan kiedyś postanowił być fotografem, więc zainwestował w aparat (już mu przeszło), a ja zaczynałam od filmów pielęgnacyjnych na YT (też mi już przeszło), więc dokupiłam lampę pierścieniową. Strasznie ułatwia to żywot. I od wieków korzystam z darmowego programu PhotoScape do edycji zdjęć - bardzo wygodny jest, zwłaszcza przy problemach z oświetleniem.
      Co do pieniędzy, wlasnie przerzuciłam się na drugie hobby i jakoś przestałam odczuwac potrzebę zamawiania większej ilości kosmetyków, co zwykle robiłam. :)

      Usuń
  5. Oj też mam brak motywacji. Zwłaszcza jak napiszę jakiegoś mega posta, przynajmniej według mnie, a dostaję komentarze nie na temat, byleby coś napisać. Też zrobiłam sobie tydzień przerwy i trochę się stęskniłam za pisaniem :D. Zobaczymy co będzie dalej. Ja dużo nie wydaję na kosmetyki, jestem mistrzem promocji i testowań. Dlatego też mam ograniczoną tematykę. Zazdroszczę tym którzy mogą sobie pozwolić na mnóstwo kosmetyków. Oczywiście pozytywnie zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba już przestałam, choć kiedyś też miałam "chcicę" kosmetyków. Po tym, jak parę musiałam wyrzucić, bo się przeterminowały - a nie należały do najtańszych - już mi przeszło :D

      Usuń

Abstrahując od kosmetyki - bo nie samą pielęgnacją człowiek żyje.

   Blog sam w sobie jest kosmetyczny, ale już od jakiegoś czasu robię malutkie odstępstwa, ujawniając swoją kolejną pasję, która z dnia na...