poniedziałek, 11 listopada 2019

Gommage Peeling? Co to jest? ROSETTE Gommage Peeling Gel moist - recenzja.

Lubię głębsze oczyszczanie twarzy. Lubię peelingi zwłaszcza te, typu gommage
Ale o co chodzi z tą nazwą? Wszak nie jest to coś, co możemy łatwo spotkać w naszych drogeriach....
Już śpieszę z wytłumaczeniem. 

W zasadzie przyjęło się u nas, że mamy dwa rodzaje peelingów wykorzystywanych w domowym zaciszu (peelingi kawitacyjne to coś, co raczej występuje w gabinetach kosmetycznych, więc tym się nie zajmuję): 
chemiczne - zwykle są to peelingi na bazie kwasów owocowych lub enzymów, które rozpuszczają martwy naskórek
oraz 
mechaniczne - zawierające w swoim składzie granulki lub drobinki, mniej lub bardziej ścierające martwy naskórek. 
Mamy jeszcze trzeci typ, który jest czymś pośrednim:
gommage - jest to peeling poniekąd łączący oba poprzednie peelingi. Zwykle zawiera w sobie kwasy owocowe, które rozpuszczają martwy naskórek, oraz polimery lub celulozę, które pod wpływem kwaśnego środowiska silnie się zagęszczają, tworząc bardzo delikatne granulki, które wałkując się pod wpływem wilgoci na skórze, zabierają martwy naskórek ze sobą. 
Plusem tego typu peelingów jest fakt, że granulki nie mają ostrych krawędzi, a jednocześnie widać, jak oczyszczają.

Sama osobiście najbardziej lubię właśnie ten typ. Peelingi mechaniczne są zwykle zbyt ostre i mogą powodować mikropodrażnienia delikatnej skóry twarzy, dlatego zwykle stosuję je na całe ciało, ale oprócz twarzy. Z kolei peelingi chemiczne wyglądają jak kremy, co mnie irytuje, bo nie widzę ich fizycznego działania. Ja lubię, jak coś się zwałkowuje i po prostu od razu widać, że spod szarej i martwej skóry od razu wyglądają oczyszczone i zdrowe komórki. 

środa, 6 listopada 2019

Projekt denko - październik '19

O rany, rany, jak ten czas leci...
Post trochę spóźniony, ale to efekt syndromu pierwszego listopada. W sensie nie chodzi mi o święto i jego wydźwięk, po prostu od paru lat pierwszego listopada, jak w zegarku, łapię jakieś choróbsko. Zwykle jest to grypa na zmianę z potężnym przeziębieniem....i do tej pory walczę z poinfekcyjnym kaszlem, który jest mocno upierdliwy i mocno wpływa na bóle głowy, mięśni pleców i brzucha. I ostatnią rzeczą w minionych dniach, o której marzyłam, byłą zasiądnięcie przed ekranem i napisanie czegoś logicznego. Ale powoli wracam do świata żywych. 😼
 Czas na kolejny projekt denko, czyli zużycie kosmetyków poprzedniego miesiąca...Których znów nie ma szaleńczo dużo. 
 Trzy liso - koty, trzy opinie:
😻 - bardzo dobry produkt, polecam i z chęcią do niego wrócę.
😿 - nie polubiliśmy się. Nie polecam.
😼 - nie jest zły, ale mogłoby być lepiej.

sobota, 26 października 2019

Zmniejszający pory?... COSRX - Two in One Poreless Power Liquid

   Dzisiaj dam Wam chwilę odpocząć od moich list zakupowych i tym razem skupię się na recenzji. W sumie dawno żadnej nie było...
   Parę dni temu zdałam sobie też sprawę, że jeszcze nie recenzowałam kosmetyku, któremu już niewiele zostało do denka. Nie chcąc powtórzyć błędu, który mi się zdarzył z BHA Blackhead Power Liquid, tym razem recenzja będzie napisana 😹.
A bohaterem jest Two In One Poreless Power Liquid stworzony przez firmę COSRX.
  Firma powinna być znana fanom k - beauty, bo jest jedną z tych popularniejszych, ma proste i z reguły bardzo skuteczne składy kosmetyków, do tego wcale nie jest droga ( o ile nie kupuje się na polskich stronach). 
Do tej pory moim ulubieńcem jest żel do mycia twarzy 👉Low pH Good Morning Gel Cleanser,
Two in One to nieco inna bajka. 

środa, 23 października 2019

Jak kupować koreańskie i japońskie kosmetyki?....YESSTYLE.

    Przy okazji ostatnio stworzonej przeze mnie serii #wishlist bardzo często odnoszę się do sklepu Yesstyle.  Nie ukrywam, że zwykle tam robię zakupy - zwłaszcza jeżeli mam mieszane japońsko -koreańskie zachcianki kosmetyczne - bo zwykle jest mi po prostu najłatwiej. Do tego jest sporo takich, których nie znajduję w moim ulubionym koreańskim sklepie - RubyRubyShop.
Z Jolse już bardzo rzadko korzystam, bo mówiąc krótko - jest drogo. Nawet po cenach promocyjnych, kosmetyk wychodzi często drożej niż na RubyRubyShop i ma porównywalne ceny do Yesstyle. Obecnie chyba jedynym plusem u mnie dla Jolse jest  tylko duży wybór firm kosmetycznych.

     Wracając do tematu: z Yesstyle korzystam bardzo długo i dość często robię tam zakupy, dlatego dzisiaj "oprowadzę" Was trochę po tym sklepie i pokażę, jak zrobić pierwsze zamówienie. 

niedziela, 20 października 2019

Wishlista, cz. 5 - Pianki i żele. Drugi etap oczyszczajacy.

To kolejna część wishisty. Poprzednie znajdziecie tutaj:
Tym razem przyszedł czas na kolejny etap oczyszczający, domywający to, co zostawiły olejki, czyli pianki i żele do mycia twarzy. 
Wiecie co? Stwierdzam, ze jest to strasznie pomocne, bo właśnie kompletuję koszyk na Yesstyle i jest mi dużo łatwiej niż zwykle. Dlatego zamierzam robić dalsze części.
W planie są jeszcze: płyny do demakijażu, głębsze oczyszczanie, maski,  pielęgnacja okolic oczu, kremy do twarzy na noc i na dzień oraz ochrona przeciwsłoneczna. Mam nadzieję, że i Wam ułatwi to przyszłe zakupy.😺

Przy okazji: jeżeli zastanawiacie się nad zakupem kosmetyków na Yesstyle, możecie korzystać z mojego kodu rabatowego, który daje Wam 5% zniżki na pierwsze zamówienie i 2% na kolejne. Może niewiele, ale zawsze coś, zwłaszcza przy nieco droższym koszyku. 😸
Kod: H59SSK.

wtorek, 15 października 2019

Toaletkowe nowości kosmetyczne - październik 2019

Jakiś czas się zastanawiałam, jak nazwać serię postów o kosmetykach docierających do mnie w danym miesiącu. Zwykle jest to nazwane "nowości X miesiąca", ale nowości to są u mnie, a ktoś może odebrać mylne wrażenie, że to nowości na rynku. Drogeryjne nowości? No też nie bardzo, bo nie tylko z drogerii je mam.
  Moim marzeniem jest posiadanie własnej toaletki, w której będę mogła sobie trzymać wszystkie moje kosmetyki. A skoro jest jeszcze fizycznie nie mam, to został świat wirtualny. Dlatego tego typu posty właśnie będą pod szyldem "Toaletkowych nowości". 
   Zwykle robię zakupy zbiorcze na początku miesiąca i rzadko kiedy dokupuję coś w międzyczasie, więc tym łatwiej będzie mi je przedstawiać. 😺

sobota, 12 października 2019

Wishlista, cz.4 - Olejki myjące - pierwszy etap oczyszczający

  Tak sobie zerkam, że kończy mi się mój olejek jabłkowy z Innisfree (👉tu recenzja) - jeden z ulubieńców - i tak sobie myślę, ze czas stworzyć kolejną chciej-listę.
Było już o 👉esencjach, były 👉tonery japońskie i 👉koreańskie.  To chyba czas zacząć od początku, lecąc etapami pielęgnacyjnymi, żeby miało to jakiś skład i ład.😸
 Wobec tego rusza dziesięć balsamów i olejków myjących z Korei i Japonii.
Zwykle używam olejków, balsamy w zamówieniu omijam szerokim łukiem, a to niestety za sprawą pierwszego balsamu, jaki do mnie trafił - i była to Missha😹  - Deep Clear Cleansing Balm. 
Jeżeli czytacie tego bloga już od jakiegoś czasu, wiecie zapewne, że z kosmetykami tej firmy kompletnie mi nie po drodze - nic, co do tej pory miałam, się u mnie nie sprawdziło, (sampli nie liczę), a ten balsam nie był wyjątkiem. Jeśli chcecie o nim poczytać -👉 tu jest recenzja.
    Co też ważne, jak ognia unikam olejków myjących z parafiną - u mnie się to po prostu nie sprawdza.

wtorek, 8 października 2019

Denko - sierpień/wrzesień 2019

W sierpniu denka nie było - uznałam, ze zbyt mało rzeczy wykończyłam, żeby cokolwiek pisać. Za to wrzesień mocno zaowocował i dla odmiany wykończyło się cztery razy tyle co w sierpniu....I cierpię na braki kosmetyków (Yesstyle, gdzie moje zamówienie sprzed miesiąca?! 😾). Jako, że od dłuższego czasu wdrażam formułę nie kupowania kosmetyków na zapas, to teraz mam efekt...
No nic, przechodzimy do denka, bo trochę tego będzie. 
Trzy liso - koty, trzy opinie:
😻 - bardzo dobry produkt, polecam i z chęcią do niego wrócę.
😿 - nie polubiliśmy się. Nie polecam.
😼 - nie jest zły, ale mogłoby być lepiej.

wtorek, 1 października 2019

Testuję sample koreańskich kosmetyków, cz.2

Aaaaaaa!!!! Październik!!!
Kto mi wrzesień zabrał?!
Kurczę, tak strasznie skróciła mi się doba, że nawet nie ogarnęłam końca miesiąca, a tu denko trzeba jeszcze, a tu sample, a tu recenzja kosmetyku....Strasznie jakoś mało czasu. Nie wiem, czy w październiku uda się wrzucić większą ilość postów, ale zawsze można spróbować. A na pewno zaktualizować zużyte sample, które walają się po półce. 
Część pierwszą znajdziecie👉 w tym poście, a teraz opiszę Wam kolejne kosmetyki i podam krótkie recenzje:
 

piątek, 20 września 2019

Zielony ratunek dla cery? Dr. Jart - Cicapair Derma Green Solution Cream

  Jakiś czas temu dr. Jart był na ustach większości jutuberek z kanałów urodowych. Zachwycały się jego działaniem, które polegało na wyrównaniu kolorytu skóry, niwelowaniu niedoskonałości, leczeniu jej, do tego ma dość wysoki filtr przeciwsłoneczny.
Przez ten boom ja również postanowiłam stać się właścicielką kosmetyku. 
Jakież było moje zaskoczenie, gdy chciałam kupić krem Cicapair Tiger Grass Color Correction....Dostępny wcześniej krem nagle z dnia na dzień został wykupiony z każdego sklepu online, w którym robię zakupy. Mało tego, nawet Sephora zwykle mająca go w swojej ofercie (zresztą między innymi przez to u nas stał się tak popularny), nagle świeciła pustkami. 
Koniec końców postawiłam na jego mniej popularnego brata - Cicapair Derma Green Solution Cream. Jak się sprawdził?...

wtorek, 10 września 2019

Testuję sample koreańskich kosmetyków - cz. 1

   Jak się robi zakupy w sklepach online, to zawsze....no dobra, z reguły sklepy owe, oprócz zamówionych kosmetyków, często przesyłają jakieś tam ilości próbek. Do tej pory prym wiedzie Jolse, chyba żaden inny sklep nie przesyła takiej ilości, chociaż RubyRubyShop też niewiele mu ustępuje, a i Yesstyle zaczął jakiś czas temu dorzucać do paczek. O ile kojarzę, ilość próbek najczęściej zależy od wysokości zamówienia, ale zdarzają się odstępstwa. 
Jako, że ja zamawiam kosmetyki, nazwijmy to, "azjatyckie" (w  końcu Azja to nie sama Japonia i Korea) tylko przez internet, to trochę mi się tego uzbierało. Najczęściej zabieram je ze sobą, kiedy jadę na urlop, ale nie oszukujmy się, urlopu zawsze jest za mało 😿
Dlatego tworząc ostatnio wishlisty 👉(tonery koreańskie, tonery japońskie, esencje/sera/ampułki) i  szukając do nich odpowiednich firm i kosmetyków, przypomniałam sobie, że przecież mam całe pudełko sampli. Wobec tego, ze warto je wykorzystać zużyć i sprawdzić, a nuż coś przypadnie mi do gustu?
  Odstawiłam więc chwilowo swoje standardowe kosmetyki i od tygodnia testuję próbki. Jak wiadomo, zwykle wystarczają tylko na dwa-trzy zużycia, więc parę już wykończyłam i mogę co nieco o nich napisać.

wtorek, 3 września 2019

Wishlista cz.3 - czyli tonery, o których nie mogę zapomnieć! KOREA PŁD.

To już część trzecia wishlisty, czyli listy kosmetyków, które chcę i mam zamiar wypróbować, a o których najczęściej zapominam, gdy kompletuję koszyk i kończę z kolejnym tonerem od Innisfree albo Pyunkang Yul 😹
W poprzednich wpisach pisałam o esencjach i serum, które stanowiły mieszankę koreańsko - japońską, oraz tonerach, tylko i wyłącznie japońskich. Tym razem czas na tonery bardziej popularne, bo koreańskie. 
Listę otwiera...

czwartek, 29 sierpnia 2019

Wishlista cz.2 - czyli tonery, o których nie mogę zapomnieć! JAPONIA

   Jakiś czas temu opublikowałam wpis o esencjach, o których nie powinnam zapomnieć. Wpis wziął się z tego, że zawsze, ale to zawsze w momencie, gdy już zabieram się za zakupy, nagle zapominam, co chciałam kupić i wypróbować chwilę wcześniej, i kończę na kupnie albo całkiem randomowych, albo już sprawdzonych kosmetyków. A przecież tyle jest do wypróbowania!
  Dlatego tworzę sobie listy kosmetyczne, do których zawsze mogę wrócić, planując zakupy i już wiem, co mi chodziło po głowie jakiś miesiąc albo dwa wcześniej.
  Dzisiaj padło na tonery. Ale, że to dość obszerny temat u mnie -podzieliłam je na dwa wpisy. W tym przedstawię tonery japońskie, które mnie ciekawią. W następnym będą koreańskie.

piątek, 23 sierpnia 2019

Jabłkowy olejek wczoraj i dziś - INNISFREE Apple Seed Cleansing Oil

   Demakijaż bez olejku myjącego? To się nie da!!
Od wielu lat uzywam emulgujących olejków do zmywania twarzy i przyznaję, ze teraz nawet nei potrafię zmywać makijażu bez nich. Nawet jeśli używam samego żelu, to albo mam wrażenie, że jest niedomyte, albo skóra po prostu została zmęczona ilością tarcia. Dlatego olejki to mój "must have" w pielęgnacji. 
 Po całkiem niezłym, ale jednak nie tak dobrym jak bym chciała olejku z Mamonde, którego recenzja jest tu, wróciłam do kosmetyku, który już u mnie gościł

trzy lata temu, czyli w sumie na początku fascynacji koreańską pielęgnacją.
  INNISFREE Apple Seed Cleansing oil przeszedł małą zmianę od tego czasu. 
Po pierwsze, zmienił się trochę wygląd opakowania oraz nazwa. Poprzednio był to Apple JUICY cleansing oil. A co z całą resztą?...
 

sobota, 17 sierpnia 2019

Elizavecca raz jeszcze - Hell Pore Galactomyces Pure Ample

   Na kosmetyki z brandu ELIZAVECCA nastawiałam się dość długo, czytając pozytywne recenzje pod względem działania i składu. Zawsze jednak przegrywały w ostatnim momencie a to z Innisfree, a to z COSRX czy Pyunkang Yul. 
Ale przyszedł moment, że  w końcu dorwałam krem do oczu, o którym już pisałam tutaj oraz serum, o którym piszę teraz.


niedziela, 11 sierpnia 2019

Projekt denko - lipiec '19

   Co prawda bliżej już połowy niż początku sierpnia, ale nie chcę tych zużyć zostawiać do końca miesiąca, bo jest szansa, że sierpień wyjdzie mi na czysto. Dlatego jeszcze teraz robię zużycia lipca. 
nie ma ich szaleńczo dużo, ale coś tam w koszyczku się znalazło. 
😻 - bardzo dobry produkt, polecam i z chęcią do niego wrócę.
😿 - nie polubiliśmy się. Nie polecam.
😼 - nie jest zły, ale mogłoby być lepiej.

wtorek, 6 sierpnia 2019

Jak to jest z tymi parabenami? Parę słów o szkodliwości.

   Ostatnio stanęłam przed wyborem nowego tonera. Jako, ze znam już rynek koreański, umyśliłam sobie, że tym razem zrobię kolejne podejście do kosmetyków japońskich. Mówi się, że są znacznie lepsze od koreańskich, jednak wszystkie te, które miałam do tej pory, nie zrobiły na mnie jakiegoś ogromnego wrażenia, w przeciwieństwie do koreańskich, wśród których mam już swoich ulubieńców i chętnie do nich wracam. Do tego japońskie kosmetyki są chyba ciut droższe....Ale tym razem ja nie o tym. 
  Wiecie już pewnie, że jestem maniakiem czytania składów. W kosmetyce japońskiej jest o tyle spory problem, że ciężko trafić na jakikolwiek skład po angielsku, przynajmniej w tych kosmetykach z niższej półki, gdzie w koreańskich to już w zasadzie standard. No ale ja nie jestem z tych, co to się poddają - w ruch poszła strona Cosdna.com i SkinCarisma.com
I jakież było moje zdziwienie (które zresztą wyraziłam na stronie FB), gdy w zasadzie w 90% sprawdzanych przeze mnie tonerów (a były do wszystkie tonery dostępne na stronie yesstyle.com) składnikami konserwującymi były parabeny! Od czasu, kiedy buchnęła wieść, że parabeny są szkodliwe dla zdrowia, unikam ich, jak zarazy, do tego obie strony analizy kosmetyków pokazują te składniki, jako składniki wysokiego ryzyka. 
No ale jak to, Japonia, wiodący producent kosmetyków pielęgnacyjnych, tak szeroko zachwalany, produkujący takie świetne kosmetyki, nagle do prawie wszystkich trzaska parabeny?!

czwartek, 1 sierpnia 2019

Trio pielęgnacyjne pod oczy

   Skóra pod oczami stanowi tak newralgiczny punkt, że nie dbanie o nią od najwcześniejszych lat niesie ze sobą opłakane skutki. 
Bardzo wcześnie pojawiają się zmarszczki w kącikach oczu, tak zwane "kurze łapki", a potem zwykłe zmarszczki. Do tego, przez to, ze jest tak cienka może bardzo szybko się przesuszyć, a wtedy żaden korektor nie pomoże. Dlatego uważam, że nawet jeżeli nie masz mentalności dbania o skórę, korzystając z osławionych "dziesięciu kroków", pielęgnacja okolic oczu powinna być Twoim nawykiem i obowiązkiem od najwcześniejszych, nawet nastoletnich lat. 
  Ja sama właśnie należę do tych osób, które w wieku lat dwudziestu uważały, że nie ma sensu dbania o skórę wokół oczu, ewentualnie pakowałam tam kremy przeznaczone do twarzy - które w większości są za ciężkie. Ale po przekroczeniu trzydziestki wzięłam się w garść. Przetestowałam od tego czasu sporo kremów - jednym z moich ulubionych jest MIZON, o którym pisałam tutaj
 A dziś przychodzę z moją trójcą, która od jakiegoś czasu gości już u mnie na toaletce.




niedziela, 14 lipca 2019

Lipiec - miesiącem dbania o włosy. Moje nowości kosmetyczne.

   Jako, że wciąż mam zapas kosmetyków pielęgnacyjnych do twarzy i na razie nie potrzebuję kupować nowych, pomyślałam, że w tym miesiącu skupię się na włosach, przy okazji pokazując wam, ile tego przewija się przez moją łazienkę (chociaż obserwując moje denka, można się domyślić  😹). 
  Zacznę od tego, że moje włosy są długie, ciemnorude  (dokładniej to kolor miedzianego brązu) i całkiem grube, a przez to dość ciężkie. Mają tendencje do falowania, jednak wywijają się po swojemu, moje zabiegi ujarzmiające nie robią na nich żadnego szczególnego wrażenia, zwłaszcza kiedy jest wilgotno, albo pada. 
  Należę też do osób, które lubią długie włosy u kobiet i sama nie chcę mieć krótkich (miałam raz i wystarczy), dlatego przykładam z reguły dość sporą wagę do ich pielęgnacji.Dlatego w tym miesiącu zaopatrzyłam się w parę nowości:

środa, 10 lipca 2019

WISHLISTA cz.1 - esencje i ampułki, o których nie mogę zapomnieć!

    Macie tak, że jak jesteście  w środku zużycia jakiegoś produktu pielęgnacyjnego i przeglądacie sobie randomowy sklep on-line myślicie: "o, ten kosmetyk fajnie wygląda, następnym razem go kupię". Albo przeczytaliście gdzieś fajną recenzję i chcecie kupić, ale oczywiście macie czas, bo dopiero połowa się zużyła...I potem przychodzi co do czego i nagle pustka w głowa i w rezultacie kupujecie coś wybrane na szybko, ale dopiero po opłaceniu przychodzi Wam do głowy, co tak naprawdę chcieliście kupić?....

piątek, 5 lipca 2019

Projekt denko - czerwiec 2019

    No dobra, napiszę coś oczywistego, ale....kurczę, to już pół roku minęło. Jakoś mam wrażenie, że im człowiek starszy, tym szybciej czas leci. To, czego słuchałam jako nastolatka i nie wierzyłam, niestety okazało się paskudną prawdą.
  W związku z powyższym czas na kosmetyczne zużycia miesiąca czerwca.

Nieco się uzbierało w tym miesiącu...

😻 - bardzo dobry produkt, polecam i z chęcią do niego wrócę.
😿 - nie polubiliśmy się. Nie polecam.
😼 - nie jest zły, ale mogłoby być lepiej.

piątek, 28 czerwca 2019

Mandarynkowe orzeźwienie - recenzja serii Tangerine vita C z INNISFREE

   To już drugie podejście do tego posta, pierwsze z niewiadomych przyczyn blogger mi skasował i jestem niepocieszona trochę. No trudno, ale w związku z tym, że pogoda (nareszcie!) nieco odpuściła z piekielnym żarem, spróbuję po raz kolejny, może po prostu mój komputer miał również dosyć takich tropików?...
No dobra, w każdym razie czas na recenzję bardzo słonecznej i kojarzącej mi się z wakacjami serii Tangerine Vita C od INNISFREE.
Myślę, że firmy raczej nikomu przedstawiać nie muszę, zwłaszcza jeśli jesteście dłużej na blogu, bo oprócz CosRX i (ostatnio dołączającej) Elizavecci (dziwnie brzmi odmieniona) jest to moja najważniejsza firma, jeśli chodzi o kosmetyki koreańskie i bardzo często korzystam z ich produktów. Bardzo lubię to, że firma wspiera środowisko naturalne, założenia składów, korzystających z dobroci roślin, piękne zapachy, gustowne opakowania i to, że rzadko jakiś kosmetyk nie do końca mi pasuje. Nie zdarzyło mi się nigdy mieć bubla, ale zdarzyło się, że nie wszystko pasowało mojej cerze. Acha, lubię jeszcze to, że Lee Min Ho był "twarzą" firmy 😸

piątek, 21 czerwca 2019

Skarby z wielickiej kopalni i inne kosmetyki upolowane na urlopie.

   Urlop urlopem, jeszcze korzystam z błogiej końcówki, ale już siedząc w domu, przed własnym komputerkiem. A skoro tak, to pomyślałam, że wrzucę Wam parę kosmetyków, które gdzieś nagle zjawiły się w mojej wakacyjnej kosmetyczce. 

sobota, 8 czerwca 2019

(Koreańskie) Nowości kosmetyczne czerwca


     Nowości kosmetyczne są uzupełnieniem zamówienia z kwietnia, o którym było w tym wpisie. Właściwie mogłabym powiedzieć, że maja, bo wtedy były zamawiane, ale jak wiadomo z Korei trochę to leci...
W każdym razie kiedy dotarły do mnie poprzednie kosmetyki, zdałam sobie sprawę, że zapomniałam o najważniejszym: krem przeciwsłoneczny z  filtrem! Matko jedyna, środek wiosny, słońce naparza, ja już wiem, że pracuję całe dnie na zewnątrz, Anthelios, zakupiony w marcu mam ochotę wywalić do kosza!....O nie, nie mam najważniejszego kosmetyku!
No to chcąc, nie chcąc, trzeba było zrobić małe uzupełnienie.
I w ten sposób dotarł do mnie ten krem...i parę innych kosmetyków, o których za chwilę.

wtorek, 4 czerwca 2019

Projekt denko - maj 2019

Nie ma co się rozpisywać zew stępem, bo ileż można wstępy do denek wymyślać.
Jak zwykle liso - koty wyznaczają jakość:
😻 - bardzo dobry produkt, polecam i z chęcią do niego wrócę.
😿 - nie polubiliśmy się. Nie polecam.
😼 - nie jest zły, ale mogłoby być lepiej

wtorek, 28 maja 2019

YOPE - z wizytą w sklepie stacjonarnym.

   Gdybym powiedziała, że uwielbiam kosmetyki od YOPE, to nie byłoby nic nowego, prawda?... Zwłaszcza, jeśli brać pod uwagę denka ostatnich miesięcy. 😹 Dlaczego? Dlatego, że są to jedne z najlepszych kosmetyków o prawie naturalnym lub nisko przetworzonym składzie (te 2 do 7% różnicy to najczęściej konserwanty, dzięki którym nie trzeba wywalać kosmetyków po dwóch tygodniach do kosza lub składniki wiążące, które i tak najczęściej są pochodzenia roślinnego, lub po prostu nie są inwazyjne). No i sam zapach wielu z nich bardzo przypadł mi do gustu.



 
Co można znaleźć w rodzinie Yope? 

niedziela, 19 maja 2019

Po raz pierwszy na tym blogu...KLAIRS!!

   Wydaje mi się, że marki Klairs nie trzeba przedstawiać maniaczkom koreańskiej pielęgnacji. Firma powinna być znana, gdyż nawet na naszym rynku jest łatwo dostępna poprzez sklep Kontigo czy drogerię Cocolita. Wydaje mi się też, że kiedyś w swojej ofercie miał ją sklep skin-79. 
 W każdym razie jest to jedna z lepiej rozreklamowanych firm na polskim rynku i pamiętam, że kiedy u nas zaczynał się bum na azjatycką pielęgnację - Klairs było wszędzie, to tego miało status lekko luksusowej firmy, bo ich kosmetyki u nas tanie jednak nie są. 

 Ciągle sobie obiecywałam, że coś od nich zamówię, ale kończyło się najczęściej na Innisfree, albo tego typu podobieństwach. Aż w końcu znalazłam coś dla siebie. Będąc w marcu na krótkim urlopie spakowałam do kosmetyczki próbkę kremu, która wystarczyła mi na parę użyć. Kosmetyk zachwycił mnie do tego stopnia, że zdecydowałam się na pełnowymiarówkę. A teraz mogę spokojnie zrobić jego recenzję. 

poniedziałek, 13 maja 2019

Efekt prostych włosów na dłużej? ALFAPARF MILANO - recenzja kosmetyków do włosów.

   Myślę, że już wiecie, że jestem szczęśliwą posiadaczką długich i rudych włosów. Co za tym idzie, należy im się szczególna i uważna pielęgnacja, choć przyznaję, że w tym temacie nie jestem aż tak sumienna jak w przypadku pielęgnacji twarzy. Jednak lubię testować zupełnie nowe firmy kosmetyków do włosów.
I w ten sposób stałam się posiadaczką kosmetyków z firmy ALFAPARF MILANO.
 Alfaparf Milano jest międzynarodową siecią specjalistycznych salonów fryzjerskich z główną siedzibą we Włoszech (Bergamo), istniejącą od ponad 35 lat na rynku. Przyznaję się, że fryzjerów unikam jak ognia, dlatego była to dla mnie nieznana marka. I nagle do drzwi puka kurier, a z nim dociera do mnie przesyłka ze sklepu hairstore.pl, w której znajduję kosmetyki właśnie tej marki.
   W pudełku znalazłam cztery kosmetyki do pielęgnacji: szampon i odżywkę z serii Keratin Theraphy, lakier do włosów Style Stories Original i suchy szampon też z serii Style Stories. 

środa, 1 maja 2019

Projekt denko - kwiecień 2019

   Czasami mam wrażenie, że to właśnie dzięki projektowi denko dopiero się uświadamiam, jak szybko mija rok. Jakby nie patrzeć, to już cztery miesiące, a dopiero, co się Sylwestra świętowało... Kolejny miesiąc, kolejne zużyte kosmetyki...Tym razem pojawi się też kilka takich, których po prostu nie jestem w  stanie zużyć.
I jak zawsze: 
😻 - bardzo dobry produkt, polecam i z chęcią do niego wrócę.
😿 - nie polubiliśmy się. Nie polecam.
😼 - nie jest zły, ale mogłoby być lepiej.
 

czwartek, 25 kwietnia 2019

Kosmetyczne nowości kwietnia


     W zasadzie to można by powiedzieć, że ostatnich miesięcy... Jakiś czas temu obiecałam sobie, że będę robić zakupy kosmetyczne dopiero wtedy, jak już zacznie mi się wszystko kończyć definitywnie. Po tym jak wywaliłam parę produktów ze względu na ich termin przydatności po otwarciu - zrobiło mi się bardzo mocno szkoda mojego portfela i byłam zła na siebie za takie trochę marnotrawstwo. Dlatego uzupełniam zapasy dopiero wtedy, gdy widzę, że docieram już powoli do dna. Ma to też swoje minusy - jak nie wyliczę czasu przesyłki, to się okazuje, że jestem dwa, trzy dni pozbawiona niektórych kosmetyków, jak na przykład teraz płynu do demakijażu. 
   Ale już dotarło to, co miało dotrzeć, więc pozwolę sobie w skrócie je opisać. 

piątek, 19 kwietnia 2019

Recenzja literatury urodowej, cz.8 - K. BOSACKA, M. NOSZCZYK Cena urody

  To kolejna książka o pielęgnacji urody, którą recenzuję. 
Poprzednie siedem jest pod tymi linkami:
Chizu Saeki - Sekrety urody japońskich kobiet
lek. Izabela Lenartowicz - Skin doctor. Biblia zdrowej cery.
Victoria Tsai - Rytuał gejszy. Japoński sekret promiennej cery.

Tym razem wracamy na polskie podwórko, ponieważ recenzuję książkę dwóch Polek: Katarzyny Bosackiej, będącej dziennikarką, redaktorką oraz szefową Działu Zdrowia i Urody w Wysokich Obcasach a także dr n. med. Marii Noszczyk - dermatologa, kosmetologa, profesor w Wyższej Szkole Kosmetologii w Warszawie, felietonistki Wysokich Obcasów, szefowej warszawskiego Instytutu Kosmetyki Lekarskiej i Pielęgnacyjnej. 

 Muszę przyznać, że te informacje zrobiły na mnie trochę wrażenia, ponieważ wywołały jakąś świadomość, że autorki mają doświadczenie z pielęgnacją cery oraz kosmetykami.

niedziela, 7 kwietnia 2019

Inwazja hinduskiej natury. HESH - naturalne kosmetyki rodem z Indii.

   Wiosna, wiosna, wiosna, ach to Ty!.....

Stwierdzam, że wiosna jest moją ulubioną porą roku. Resztę też lubię, ale jednak czas, kiedy wszystko się odradza, świeżą zielenią zakrywa szarość i brud, śpiewa wokół ptasimi trelami...To jest to!. Aż chce się napisać kolejną recenzję. 
W związku z tymi wiosennymi trelami i zapachami przenoszę Was do Indii, kraju kolorów, kraju intensywnych, orientalnych zapachów i kraju, gdzie kobiety mają obłędnie grube i błyszczące włosy. 
 Przedstawię Wam dziś parę kosmetyków hinduskiej firmy HESH. Powstała pod koniec lat siedemdziesiątym ubiegłego wieku firma, to ceniony producent ziołowych kosmetyków do skóry i włosów, opartych na ajurvedyjskich recepturach. Przypomnę, że ajurveda to system starożytnej medycyny hinduskiej. 

Kosmetyki powstają na bazie wyłącznie naturalnych, roślinnych składników, a sama firma jest członkiem szeregu organizacji, promujących zdrowie, a także zajmuje się ochroną środowiska. 

wtorek, 2 kwietnia 2019

Najgorzej!! NAKEUP FACE - PHA Water - tox ampoule.

   Wreszcie jakaś recenzja koreańskiego kosmetyku!!
Ostatnie posty były bardzo ubogie w ten temat, ale to wynika z wykańczania rzeczy, które już znacie. Po prostu nie bardzo mam już co opisywać, a dopiero w tym miesiącu odnawiam zapasy. Już wiem, że będzie mandarynkowa seria Innisfree, trafi się nowy krem pod oczy z Hanyul, znajdzie się miejsce dla kremu z COSRX i Dr. Jart.... Ale o tym w przyszłości 😼

   Dzisiaj skupiam się na recenzji kosmetyku, który leży u mnie już chyba z pół roku, jak nie dłużej, to chyba czas o nim nieco napisać.

środa, 27 marca 2019

Abstrahując od kosmetyki - bo nie samą pielęgnacją człowiek żyje.

   Blog sam w sobie jest kosmetyczny, ale już od jakiegoś czasu robię malutkie odstępstwa, ujawniając swoją kolejną pasję, która z dnia na dzień coraz bardziej się rozwija.
Dlatego dzisiaj będzie trochę o malowaniu porcelany i znacznie więcej zdjęć już namalowanych kubeczków i filiżanek. (zdjęcia są małe - wybaczcie, ale inaczej post by miał kilometr. Jeśli chcecie wszystko obejrzeć dokładniej - na dole będą linki do stron). 

Lutowo - marcowe denko '19 cz.2 - pielęgnacja ciała i makijaż.

Czas na drugą część denka. Wstęp był w poprzednim wpisie, to nie ma co przedłużać. 
Zaczynam od kosmetyków do pielęgnacji ciała:

1. HOLIKA HOLIKA Aloe 92% Shower Gel.
To wersja mini, ma chyba 30 ml, ale nie jestem do końca pewna, a na opakowaniu nie widzę tej informacji. Dostałam go kiedyś w pudełku Asian Box, co musiało być bardzo dawno temu, bo nie mam go nawet opisanego na blogu. Wydaje mi się, że zamówiłam ten box jakoś krótko po założeniu mojego bloga, na stronie sklepu My Asia - polskiego dystrybutora kosmetyków z HH i SeaNtree (kiedyś mieli jeszcze Lioele). W każdym razie całkiem o nim zapomniałam, dopiero ostatnio robiąc porządki w szufladach, wygrzebałam go z czeluści i...zużyłam ekspresem. Żel jest gęsty i obłędnie pachnie. Zapach jest mega świeży, aloesowo - ogórkowy. Żel świetnie się pieni i dobrze myje, nie zauważyłam, żeby wysuszał. Może nie jest to jakieś super cudo, ale dla tego zapachu warto go mieć, jest świetny na poranne pobudzenie. Ja na pewno kupię pełnowymiarową butlę, zwłaszcza, że opakowanie jest również urocze i stanowi ozdobę.  😻

niedziela, 24 marca 2019

Lutowo - marcowe denko '19 cz.1 - pielęgnacja włosów i twarzy.

W lutym dopadła mnie niemoc twórcza, która nadal zbiera u mnie swoje żniwo, ale z drugiej strony nadal prężnie rozwija się malowanie filiżanek i kubków.
  Przez tą niemoc planowany post denkowy nigdy nie powstał - dlatego tym razem będzie nieco więcej i dłużej. I w dwóch częściach, żebyście przy tej pierwszej nie usnęli w połowie. 😼
 Pierwsza część będzie tyczyć się kosmetyków użytych przeze mnie w pielęgnacji włosów i skóry twarzy. Część druga to będzie już pielęgnacja ciała oraz kosmetyki do makijażu.
I jak zawsze:
😻 - bardzo dobry produkt, polecam i z chęcią do niego wrócę.
😿 - nie polubiliśmy się. Nie polecam.
😼 - nie jest zły, ale mogłoby być lepiej.

wtorek, 19 marca 2019

Sojowej sagi część dalsza - INNISFREE Soybean energy.

Jakiś czas temu (dość długi na dodatek) stałam się posiadaczką tonera z serii Soybean energy.
Urzekł mnie zapach, polubiłam działanie, a więcej o nim, było w tym poście
Na fali zachwytu postanowiłam dokupić mu braci, żeby samemu nie było mu przykro. Tym samym trafił do mnie olejek i krem do twarzy z tej samej serii.
Po paru miesiącach myślę, że mogę o nich w końcu co nieco już rzec. 
Zacznę może od samej serii. 

sobota, 9 marca 2019

Rossmanowskie dwa plus dwa. Czuję wiosnę we włosach.

    Od 8 do 21 marca w sklepach Rossmann trwa akcja promocyjna "Poczuj wiosnę we włosach".  Akcja polega na tym, że przy zakupie dwóch produktów kolejne dwa dostajemy gratis. Warunkiem jest przynależność do klubu Rossmanna i posiadanie takiej karty (fizycznie lub mobilnej - co jest znacznie wygodniejsze), oraz wybór produktów z czterema różnymi kodami kreskowymi. W obecnej akcji udział biorą produkty do pielęgnacji, stylizacji czy koloryzacji włosów - zarówno w wersji damskiej jak i męskiej. 
Promocja - można by rzec - spadła mi z nieba, bo właśnie skończyłam jedną odżywkę, a druga jest jeszcze tylko na jedno użycie. 😼

środa, 6 marca 2019

Japoński beauty box No make no life - edycja marzec 2019

Ten box dotarł do mnie wyjątkowo szybko, bo "prawie" na początku marca. To wyjątkowo cieszy, bo poza pierwszym, które zasubskrybowałam, normalnie docierały pod koniec przypisanego im miesiąca, lub jak w przypadku grudniowego, po dwóch miesiącach. 😼

Marcowe pudełko opatrzono hasłem "Vibrant vibes". No to zaglądam do środka.

poniedziałek, 4 marca 2019

#japoński beauty box - no make no life, edycja luty 2019

Minął kolejny miesiąc, a u mnie leży kolejny box z #no_make_no_life...

Post zaczęłam pisać ponad tydzień temu, po czym zorientowałam się, że epickie zdjęcia, które zrobiłam zaraz po otworzeniu boxa, skasowałam pięć minut, przed rozpoczęciem tej notatki, chcąc zrobić porządki na karcie. Niespodzianka, geniuszu nieogaru 😿
  Potem byłam zbyt zajęta, spędzając w pracy znacznie więcej godzin, niż przewidział to mój grafik na luty, no i kończyłam zamówienia na porcelanowe kubki. I tak sobie minęły prawie dwa tygodnie.

środa, 20 lutego 2019

Kwas hialuronowy w wersji PURITO

PURITO i jej produkty towarzyszą mi już od jakiegoś czasu i jestem naprawdę zadowolona z jej kosmetyków. Bohaterami wcześniejszych wpisów były dwa kosmetyki z Wąkrotką Azjatycką: krem pod oczy i serum.
    Tym razem na mojej toaletce gości Pure Hyaluronic Acid 90 serum.

niedziela, 17 lutego 2019

Co dalej, rudy lisie?....

  Przez jakiś czas było tu cicho, ale pomyślałam sobie, że może wreszcie nadszedł dzień, że w końcu się wytłumaczę. Nie każdy mój czytelnik  przecież zagląda na FB lub IG...
  Przez ostatnie parę miesięcy starałam się cały czas żyć na blogu i blogiem. Pochłonęłam mnóstwo filmów na YT, przeczytałam wiele recenzji, przekopywałam się przez wiele informacji po to, by ciągle być na bieżąco.

środa, 6 lutego 2019

Na dobry poranek - INNISFREE! Green Tea Morning Cleanser - recenzja

Nie lubię Google+. Przez tą cholerę potraciłam wszystkie dotychczasowe komentarze na blogu, po tym jak Google stwierdziło, że jednak ten serwis społecznościowy im się nie opłaca. Głupie to.
Wobec tego jeżeli nie widzicie swoich wcześniejszych komentarzy, ani żadnych innych - to nie ja wykasowałam, tylko po prostu musiałam przełączyć tryb bloga - i tak o, wyszło. 

Jak już się uzewnętrzniłam, to czas przejść do prawdziwego powodu tego posta, a jest nim oczyszczający żel do twarzy Green Tea Morning Cleanser od mojej ulubionej firmy INNISFREE
Do tej pory tylko jeden żel oczyszczający piastował niepodzielne stanowisko króla, a jest nim COSRX Low Ph Good Morning Gel Cleanser. Jak będzie z Innisfree?...

niedziela, 3 lutego 2019

Moja wieczorna pielęgnacja + aktualizacja porannej pielęgnacji

Jakiś czas temu opisałam moją poranną pielęgnację (tutaj cały tekst), która od tego czasu w zasadzie się nie zmieniła, jeśli chodzi o ilość kroków, ale zmieniły się nieco kosmetyki.
Cosrx się zużył, więc tym razem na poranne mycie idzie INNISFREE Green Tea Good Morning Cleanser. Nie będę się o nim rozpisywać, bo niedługo będzie o nim recenzja, ale skoro to Innisfree, to już wiecie, że to mój ulubieniec.  
Kolejną zmianą jest toner. Z Ecolabu  na toner SAKURA Rose Toner, który niedawno dostałam w pudełku (wcześniej był toner wieczorny z Innisfree -  o nim za chwilę). O tonerze Sakura będzie w osobnym  wpisie, bo na to zasługuje, wystarczyło tylko parę użyć, bym już zauważyła jego działanie.
No i krem z AndLab, którego nie byłam w stanie wykończyć -  z prawdziwą ulgą zamieniłam na mój ulubiony żel - krem z ZYMOGENu, którego recenzję znajdziecie tutaj.

 

piątek, 1 lutego 2019

Japońska zguba odnaleziona!! - grudniowy box #no_make_no_life

Po styczniowym pudełku (o którym pisałam już tutaj) straciłam nieco nadzieję, że dotrze do mnie zaginione pudełko, chociaż na forum ludzie z całego świata jeszcze w połowie stycznia pisali, że dopiero dostarczono im poprzedni egzemplarz. 
Dlatego mocno uradowała mnie wieść, że jednak jest, znalazło się na poczcie, mimo, że luty, ale mam i nie muszę dochodzić swoich praw finansowych. Do tego pewnie niedługo dotrze do mnie już pudełko z lutego....Liczę na to mocno.


wtorek, 29 stycznia 2019

Styczniowa zamiana pielęgnacji w kolorówkę

    Jakoś tak wyszło, że zabezpieczyłam się ilościowo w kosmetyki pielęgnacyjne i nagle okazało się, że moja makijażowa kosmetyczka świeci pustką.
   Obudziłam się z przysłowiową ręką w ... wiaderku 😼, kiedy nagle skończyły mi się wszystkie korektory, podkład też już dochodził do dna, a w ogóle to przydało by się wreszcie mieć lepsze palety....
Dlatego swoje zwykłe comiesięczne zakupy pielęgnacyjne tym razem zamieniłam na nieco większy wydatek na kolorówkę. 

czwartek, 24 stycznia 2019

Projekt: denko (styczeń 2019)

Ostatnie, dwumiesięczne denko było zdecydowanie za długie. tym razem nie będę się tak rozpisywać.
Jak zwykle lisy są wyznacznikiem mojej jakości:
😻 - bardzo dobry produkt, polecam i z chęcią do niego wrócę.
😿 - nie polubiliśmy się. Nie polecam.
😼 - nie jest zły, ale mogłoby być lepiej.

niedziela, 20 stycznia 2019

Wybielanie z nawilżaniem? [ISNTREE] C - Niacin Toning Ampoule

I znów wracam do recenzji, tym razem serum, które już od dłuższego czasu jest w moim użyciu. 
Dziś przedstawiam Wam C-Niacin Toning Ampoule z koreańskiej firmy ISNTREE
O samej firmie usłyszałam w filmie jednej z ważniejszych osobistości YT -  jeśli chodzi o teren k-beauty -  z tym, że Renee mówiła w nim o jednym z tonerów. Jednak tak bardzo go zachwalała, chwaliła również firmę za jedne z lepszych i bardziej naturalnych składów, że postanowiłam coś wypróbować, poza tym nazwa firmy bardzo kojarzy mi się z Innisfree, więc samo to już wywołało u mnie pozytywne emocje.


   Ale ja nie chciałam żadnego z tonerów, zwłaszcza, że akurat w tym okresie miałam ze trzy do zużycia. Trafiło więc na serum, które według słów producenckich "zawiera ekstrakt z rokitnika i różne inne ekstrakty wzmacniające jego działanie, po to, by rozjaśnić oraz rozświetlić skórę".

wtorek, 15 stycznia 2019

Recenzja lliteratury urodowej, cz. 7 - VICTORIA TSAI Rytuał Gejszy. Japoński sekret promiennej cery.

Czas na recenzję kolejnej książki, która została już zczytana przeze mnie od deski do deski.
Kolejne, co do której miałam spore oczekiwania. I jak wyszło?....

Przy okazji, poprzednie recenzje macie pod tymi linkami:
Chizu Saeki - Sekrety urody japońskich kobiet
lek. Izabela Lenartowicz - Skin doctor. Biblia zdrowej cery. 

Wracamy do dzisiejszej książki. 
Autorka jest założycielką i CEO firmy Tatcha - marki urodowej, opierającej swoje kosmetyki na najlepszych japońskich tradycjach pielęgnacyjnych. W Kioto poznała gejsze, które przekazały jej tajemnice ich pięknej cery i tradycyjne rytuały.
Z tego, co kojarzę Tatcha całkiem nieźle sobie radzi na amerykańskim rynku, jest zresztą dostępna tam w Sephorach. Kosmetyki marki mają przyjazne składy, bardzo ładnie są też opakowane, ale należą raczej do tych luksusowych. Cenowo stoją na równi z koreańskim The History of Whoo i japońskim SK II. Doliczając do tego jeszcze cło....🙀

niedziela, 13 stycznia 2019

Wąkrotka- ziołem doskonałym? [PURITO] Centella Green Level Buffet Serum

Co ma wspólnego tygrys i słoń z pielęgnacją cery?
Współcześnie może niewiele, jednak w dawnych czasach oba te zwierzęta były łączone wraz z pozytywnym wpływem jednego z ziół używanych dziś powszechnie w kosmetykach pielęgnacyjnych.
Mowa o Wąkrotce Azjatyckiej (Centella asiatica), lub  - jeśli ktoś woli - Gotu Kola
Obecnie jest na nią prawdziwy boom, jednak roślina ze swych cudownych właściwości znana jest już od wieków. Jej krajem pochodzenia najprawdopodobniej są Chiny, Indie oraz Indonezja, obecnie jednak w stanie wolnorosnącym  można ją spotkać też na Sri Lance (dawny Cejlon), RPA, Australii czy większości wysp południowego Pacyfiku. Jest to roślina terenów podmokłych, główne jej stanowiska znajdują się przy zbiornikach wodnych.
U nas występuje jej krewniak  - Wąkrota zwyczajna. Trafiłam już na informacje internetowe, że też ma właściwości lecznicze, jednak z całego mojego zbioru ksiąg ziołoleczniczych (tak, tym też się zajmuję po trochu 😼), absolutnie nie trafiłam na nią nigdzie, więc tego nie potwierdzam. Za to wiem na pewno, że należy do roślin trujących, a korzystając ze sławy krewniaczki, być może ktoś będzie Wam próbował wmówić coś innego, więc bądźcie ostrożni i miejcie głowy na karku.
 W celach leczniczych wąkrotka azjatycka jest używana od ponad 3000 lat w Ayurvedzie (starożytnej medycynie hinduskiej) -  jako naturalny środek poprawiający pamięć oraz podnoszący zdolność koncentracji. Uważa się także, że suplementacja tej rośliny skutkuje przywróceniem równowagi w funkcjonowaniu wielu części ciała oraz umysłu.

piątek, 11 stycznia 2019

Manicure hybrydowy? To proste (i tanie)!

To będzie kolejny post niezwiązany z pielęgnacją azjatycką... 
Chociaż jakby się uprzeć, będzie i jedno i drugie 😹
Manicure hybrydowy to coś, do czego poniekąd zmusiła mnie konieczność. Należę do tych osób, które mają dość słabe i łamliwe paznokcie, a zawsze chciałam mieć długie i ładne pazurki. Niestety, nigdy nie udało mi się takich wyhodować, właśnie między innymi przez łamliwość. Drugim powodem jest moja praca, a właściwie prace. Długi czas pracowałam w kawiarniach, gdzie przepisy BHP zabraniają malowania paznokci, a to była jedyna ochrona przed ich łamliwością. Nawet błyszczące odżywki były źle widziane. Poza tym częsta styczność z detergentami myjącymi wcale nie poprawiała stanu paznokciowego. 
Teraz dla odmiany pracuję w ogrodnictwie i bardzo lubię grzebać w ziemi, za to nie przepadam w pracy w rękawiczkach - wtedy po prostu nie czuję tego, co robię. Skutek? Oczywiście połamane paznokcie, do tego często ziemia tak zalazła za płytkę paznokciową, że bez porządnego wymoczenia nie szło jej usunąć...A w autobusie wyglądało to głupio, gdy komuś przed nosem taką łapką świeciłam, trzymając się za poręcz. Same lakiery zbyt szybko mi odpryskiwały, nie chciało mi się, albo nie miałam czasu na to, żeby co trzy dni je poprawiać.
  Wobec tego wymyśliłam sobie hybrydy. 

środa, 9 stycznia 2019

TOO FACED Then & Now. Moja nowa zabawka

Ostatnio sobie wymyśliłam, że w tym roku odejdę od moich kochanych palet z Makeup Revolution i złapię jakieś inne marki, nieco droższe. W sumie oglądam sporo tutoriali makijażowych, sama też używam wielu kosmetyków kolorowych, ale jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do pakowania w nie większości kasy (w przeciwieństwie do pielęgnacji 😼). Tyle, że mam już swój podstawowy zbiór palet kolorystycznych, więc ten rok przeznaczę na palety inne, może lepsze jakościowo i na pewno ciut droższe, chociażby po to, by porównać ich działanie. 
Już w ostatnim poście zaznaczyłam, które palety chcę i najprawdopodobniej część z nich znajdzie się u mnie w tym roku, zapewne też będą na blogu - nieco odmiany od ciągłej pielęgnacji też się przyda. 

poniedziałek, 7 stycznia 2019

Szukam palety idealnej. Moje zachciewajkowe palety na ten rok.

Od jakiegoś czasu chodzi za mną kupno palety cieni do powiek, ale nie byle jakiej palety.
Po recenzji palety Morphe na blogu GlamGirl i zachwytach Justyny z bloga Rupieciarnia Drobiazgów nad droższymi paletkami (między innymi ostatnio Sultry z ABH) postanowiłam w tym roku zakupić sobie coś droższego i lepszego niż te, które mam do tej pory. 
Przewaliłam pół internetu i....no cóż, no i zaczęły się schody, dlatego pomyślałam, że może Wy, drodzy czytelnicy mi w tym pomożecie. 

sobota, 5 stycznia 2019

#nomakenolife - japoński beautybox - edycja styczeń '19

Było już o pudełku wrześniowym, październikowym, listopadowym, to czas na styczeń....
Zaraz, zaraz, a gdzie grudzień, zapytacie? W zasadzie też chciałabym to wiedzieć, bo dostałam maila, że pudełko zostało wysłane i niestety wszelki słuch po nim zaginął. Smutno mi trochę, bo był w nim eyeliner z Dolly Wink, na który bardzo czekałam, mgiełka o zapachu wiśni a także masażerki do twarzy w kształcie kocich łapek. Smuteczek ogromny 😿 A skoro dotarło styczniowe pudełko, to znaczy, że mogę zacząć poszukiwania grudniowego (do tej pory tego nie robiłam, bo zwykle się do mnie spóźniały, a pomyślałam, że skoro święta, to może będzie na początku stycznia...).

czwartek, 3 stycznia 2019

Jedna z najsłynniejszych esencji k-beauty. SECRET KEY Starting Treatment Essence. Rose Edition.

   Na tą esencję napaliłam się już wiele miesięcy temu, kiedy Renee z kanału Gothamista opublikowała swój filmik o najlepszych kosmetykach do pielęgnacji cery poniżej 20 $. Zaintrygował mnie jej opis, że jest to jedna z najlepszych esencji nawilżających, jakie miała, a że kosmetyk nie wydawał się drogi, to w końcu sobie go zafundowałam. 
  SECRET KEY jest jedną z tych tańszych firm na rynku koreańskim  i jej składy są dalekie od ideału. Znacznie bliżej jej do Skinfoodu czy Holiki niż Innisfree albo Laneige. Ale jak zawsze wśród zwykłych kosmetyków danej firmy mogą zdarzyć się perełki. 

wtorek, 1 stycznia 2019

Demakijaż (nie)doskonały: URBAN DOLLKISS i MAMONDE

Wszystkiego dobrego wszystkim moim czytelnikom  w Nowym Roku!!!!💖

Tradycji stało się zadość, to teraz czas już na recenzję, pierwszą recenzję tego nowego, 2019 roku (kurczę, trzeba od nowa się uczyć pisać dat - zawsze miałam z tym kłopot 😹). 
Recenzja w zasadzie powinna pojawić się w grudniu, ale ciągle było coś innego do napisania, no to wyszło jak wyszło. 
  Dziś pod lupę idą dwa kosmetyki oczyszczające, kosmetyki, które dotarły do mnie w listopadzie i przedstawiłam je w tym wpisie.