czerwca 18, 2020

#blogerkipolecają. Ulubiony etap pielęgnacji.

Dziś czas na kolejny post zbiorowy, który tworzymy wspólnie z kilkoma blogerkami:
Femperially
 U dziewczyn na blogach również znajdziecie post z tej serii (zajrzyjcie koniecznie), a ja zapodam swój punkt widzenia.

  Pielęgnacja twarzy od lat zajmuje u mnie miejsce podstawowe. Mogę przeżyć parę dni bez makijażu i kosmetyków kolorowych (zwłaszcza na urlopie, albo w dzikiej głuszy), ale być bez kosmetyków pielęgnacyjnych? No nie ma mowy!
Dbanie o twarz jest u mnie dość rozbudowane, zwłaszcza, że od dawna hołduję zasadom koreańskiej skincare, dzięki czemu nie muszę się martwić, gdy nie noszę makijażu.


  Ulubionym etapem pielęgnacji jest oczyszczanie. Poświęcam mu wiele czasu, zwłaszcza po całodziennym noszeniu na skórze kosmetyków kolorowych, które jakby nie patrzeć zawsze wpływają jakoś na stan skóry. I jeszcze ważna rzecz: mam skórę mieszaną z tendencją do przesuszenia.
Zawsze zaczynam od demakijażu oczu. Zwykle do tego celu używam koreańskich lub japońskich płynów do demakijażu, które w odczuciu są lekkie mimo dwufazowości i nigdy nie zostawiły mi tłustej powłoki lub efektu zamglenia, za to szybko radzą sobie z tuszami, eyelinerami i cieniami do powiek. Od zawsze na pierwszym miejscu jest dość ciężko dostępny płyn ISEHAN Kiss me Heroine i już znacznie lepiej dostępny INNISFREE Apple Seed Lip & Eye Remover (👉recenzja). Ostatnio również całkiem dobrze poradził sobie różowy płyn do demakijażu firmy NIVEA (👉recenzja), który również polecam. I jak zawsze byłam przeciwna płynom micelarnym, tak testowany od niedawna płyn z FARMONY z Algami i Minerałami Morskimi bardzo przypadł mi do gustu i na pewno zagości tu na blogu.

Następnym etapem są olejki myjące, a dokładniej zmywanie reszty makijażu olejami emulgującymi. Nie wyobrażam sobie innego demakijażu. Oleje są bardzo delikatne, aplikując je przy okazji masujemy twarz i poprawiamy ukrwienie, a ich emulgowanie pod wpływem wody sprawia, że cały brud spływa bezinwazyjnie, a sam olej, zamieniając się w emulsję również spływa, nie pozostawiając tłustej warstwy (przynajmniej nie powinien). Jedynymi olejami z polskiego podwórka, które nie kosztują gór złota i które mogę polecić są samoróbki z BIOCHEMII URODY. W sensie dostajemy dwa komponenty, mieszamy i mamy już kosmetyk. Olej jest lekki, idealny dla freaków naturalnych składów i bezproblemowo usuwa się ze skóry. Ale dla tych osób, które wolą coś, czego same nie muszą robić i coś, co fajnie pachnie...Na pewno INNISFREE Apple Seed Cleansing Oil (👉recenzja), DHC New Mild Touch Cleansing Oil (recenzja) i HEIMISH All Clean Balm (👉recenzja). I taka ciekawostka odnośnie wydajności...olejków używam cały czas od wielu lat, a na blogu nie ma wielu recenzji. A mimo to są to wszystkie olejki myjące, których używam od co najmniej czterech lat, więc na rok przypada ich najdalej trzy?...A makijaż zmywam prawie codziennie. 
Zaraz po olejkach używam żelu lub pianki do twarzy. Kosmetyki te zmywają resztki olejku lub makijażu, który gdzieś mógł pozostać. Zawsze staram się używam kosmetyków z małą zawartością silnych detergentów typu SLS czy SLeS. Po prostu oba mi nie służą i zauważyłam, że po ich użyciu skóra jest napięta, ściągnięta i czasem piecze.
Z polecanych przeze mnie kosmetyków na pewno jest to Różowa pianka myjąca LaQ (👉recenzja), którą po prostu się zachwyciłam. Zapach nie jest może identyczny z naturalnym, ale mimo wszystko pachnie lekko wiśniowo, za to zostawia skórę ładnie oczyszczoną i nawilżoną. 
Kolejne dwa kosmetyki, które u mnie zawsze zajmują specjalne miejsce to COSRX Low ph Good Morning Gel Cleanser (👉recenzja) i MAKE P:REM Safe Me. Relief Moisture Cleansing Foam (👉recenzja). Różnią się od siebie bardzo - kosmetyk CosRx to żel myjący o dość specyficznym zapachu drzewa herbacianego (nie mylić z zieloną herbatą o czym pisałam już 👉tutaj), a Make P:Rem to myjadło w formie bardziej kremu do golenia, zamieniające się w piankę pod wpływem wody. Jest delikatne, pachnie kwiatowo. I oba świetnie oczyszczają twarz.
Ostatnim etapem oczyszczania, który wykonuję dość często są peelingi gommage i maski oczyszczające. Peelingiem gommage, którego do tej pory uważam za najlepszy jest (znów!) INNISFREE Green Barley Gommage Peeling Mask (👉recenzja), który zapoczątkował moją miłość do tego typu oczyszczania (recenzja). Drugim, który jest co prawda bardziej mechaniczny, ale wyjątkowo delikatny, to cukrowy peeling SKINFOOD Black Sugar Mask (👉recenzja). No i coś po polsku - LaQ Żółty i Czarny mus oczyszczający (👉recenzja). Pierwszy jest z dodatkiem korundu, więc jest bardziej zdzierakowy i można go nazwać peelingiem mechanicznym, drugi jest na bazie proszku węglowego i działa jak maska oczyszczająca. Oba, mimo swego przeznaczenia są dość delikatne i mają przyjemny, krótki i naturalny skład.

Tak właśnie przedstawiają się kosmetyki z mojego ulubionego etapu pielęgnacji. A co u Was gra pierwsze skrzypce w pielęgnacji?

14 komentarzy:

  1. Demakijaż to i u mnie ważna sprawa. Zawsze wchodzi wtedy płyn micelarny i delikatny żel do mycia twarzy, a tę zawsze myję dwa razy dla pewności. Peeling również bardzo lubię i kupiłam sobie też mus z Laq też żółty i sprawdza się super. Mam też ochotę na czarną wersję 😉

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że każda z nas wspomniała o pielęgnacji twarzy, też zdecydowanie ją uwielbiam! :) Z Twojej gromadki znam mus laq jedynie żółty, zresztą sama o nim wspomniałam :D Na pewno kupię też pozostałe wersje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja najbardziej lubię peelingi, ale mam ochotę zainteresować się olejkami do demakijażu

    OdpowiedzUsuń
  4. Osobiście najbardziej przykówam uwagę do pielęgnacji włosów. :) Marzą mi się długie i zdrowe - dlatego. Jeśli chodzi o pielęgnację twarzy, szukam jeszcze kosmetyków idealnych dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. W oczyszczaniu jak dla mnie są najlepsze peelingi - kooooocham!

    OdpowiedzUsuń
  6. Oczyszczanie uwielbiam,olejek, peeling :D Fajny wpis, na te musy Laq muszę wreszcie się skusić :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też uwielbiam oczyszczanie i nigdy nie pomijam tego kroku. Mogę byle jak nałożyć kremy, ale buzia musi być czysta :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam tak samo, bez makijażu mogę żyć, ale codziennej pielęgnacji nie odpuszczam, szczególnie że regularnie stosowane kosmetyki dają najlepsze efekty :)
    Olejki myjące bardzo lubię, robię je głównie sama, czasami skuszę się na jakiś gotowiec. Chcę też wypróbować musy LaQ, bo sporo osób je chwali :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Znam tylko dwufazówkę Nivea :D kuszą kosmetyki Laq. Baardzo nie lubię olejków do mycia twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię tą dwufazówkę z Nivea no i oczywiście musy do mycia twarzy z Laq :) Niesamowicie kusi jabłkowy olejek myjący z Inisfree :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo lubię ten płyn do demakijażu z Nivea :)

    OdpowiedzUsuń
  12. No i to jest mój człowiek :D. Też wybrałam oczyszczanie, bo jednak to sprawia mi największą frajdę ;). Skuszę się na olejek innisfree ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz, to mocno motywuje.
Będzie mi również bardzo miło jeśli zaobserwujesz mojego bloga. :)

Copyright © Asian Beauty World , Blogger