poniedziałek, 4 marca 2019

#japoński beauty box - no make no life, edycja luty 2019

Minął kolejny miesiąc, a u mnie leży kolejny box z #no_make_no_life...

Post zaczęłam pisać ponad tydzień temu, po czym zorientowałam się, że epickie zdjęcia, które zrobiłam zaraz po otworzeniu boxa, skasowałam pięć minut, przed rozpoczęciem tej notatki, chcąc zrobić porządki na karcie. Niespodzianka, geniuszu nieogaru 😿
  Potem byłam zbyt zajęta, spędzając w pracy znacznie więcej godzin, niż przewidział to mój grafik na luty, no i kończyłam zamówienia na porcelanowe kubki. I tak sobie minęły prawie dwa tygodnie.

Wracam wobec tego ze zdjęciami, ale już znacznie skromniejszymi, za to z większym doświadczeniem, po używaniu przedmiotów z pudełka. 😸

Lutowe pudełko, ze względu na Walentynki, zostało zatytułowane "Sweet Date". W ogóle przy opisie styczniowego zapomniałam wspomnieć, że od momentu zmiany zawartości pudełka i jego kolorystyki zmieniło się również podejście do tematyki. Wcześniej, gdy były tylko japońskie kosmetyki, nie było tematu przewodniego. Od stycznia zostało to zmienione. 
  No dobrze, ale co znajdowało się w lutowym pudełku?
1. G9 SKIN  Milk Bomb Mask.
Można było dostać jedną z dwóch wersji - czekoladową lub truskawkową. Mi trafiła się czekoladowa. G9 Skin jest marką koreańską, natomiast sama maska już mi się trafiła kiedyś ze sklepu jolse, więc jest mi znana. Jest to maska nawilżająca z bardzo przyjemnym zapachem czekoladowym, idealna na wieczory SPA.
2. FASCY Moisture Bomb Hand Cream.
Krem do rąk pochodzący z Korei, wersja do torebki (30 ml). Były cztery możliwości zapachowe: truskawkowa, brzoskwiniowa, grejfrutowa lub fiołkowa. Mi trafiła się brzoskwiniowa, co mnie cieszy, bo bardzo lubię zapach brzoskwini w kosmetykach. Alternatywnie bardzo ucieszyłabym się też z fiołkowej. Krem nie ma w składzie parafiny, co dla mnie jest ogromnym plusem, fajnie nawilża i ma też ładny zapach. Jednak porównując go z zapachem kremu brzoskwiniowego japońskiego, który dostałam chyba w październikowym pudełku, stwierdzam, że nieco się różnią. Ten jest nieco słodszy w odbiorze, tak jakby brzoskwinia była tuż przed zgniciem. Trochę duszący.
3. SWEETS - SWEETS Sparkling Eye Gloss No. 07

Japoński cień do powiek w kremie w kolorze różowego złota. Ładny kolor, sam cień dość długo utrzymuje się na powiece. Stosowany sam daje tylko rozświetlenie powiece, ale na jakimś cieniu do powiek jest pięknym błyszczącym cieniem. Wygodny w stosowaniu.
4. ETUDE HOUSE Drawing Eye Brow Pencil; 01 Dark Brow
Koreańska kredka do powiek. Można było trafić na nią lub na kredkę z Tony Moly. Ja uwielbiam kredki do brwi z Korei. Szczoteczki są znacznie bardziej miękkie niż w naszych i nie wydrapują kredki. Sama kredka ma bardzo precyzyjny, trójkątny kształt. Jest na tyle miękka, ze spokojnie można sobie wyrysować brew i utrzymuje się dość długo. Ciekawostką jest, że kolor "Dark Brow" w jej przypadku, wcale nie jest aż taki ciemny. Myślałam, ze u mnie nie będzie się sprawdzać, bo u nas z reguły takich używają brunetki, ale okazuje się, że średnie mi przypasował. Chociaż określiłabym go raczej jako średni brąz.
5. COTTON PADS.

Japońskie płatki kosmetyczne. Płatków ci u mnie dostatek, więc w tym przypadku nie jest to jakoś szczególnie pożądana przeze mnie rzecz. Jeszcze ich nie próbowałam, ale z wyglądu nie różnią się jakoś szczególnie od tych z Biedronki.
6. CRAYON TOUCH ME Lip Gloss in Shiny Orange.
Japoński błyszczyk, który uwielbiam. Teoretycznie jest pomarańczowy, na ustach staje się przezroczysty, ale nadając ciepły odcień. Trzyma się bardzo długo, w jakiś sposób też odżywia usta i lekko nawilża. 
7. FLOWER PUFF
Różowy lub biały puszek do pudru. Ja dostałam różowy. Lubię puszki do pudru, jakoś wydają mi się bardziej eleganckie na toaletce niż pędzle, ale ten jest dość twardy. Miewałam lepsze, chociażby w różu z Shiseido czy brzoskwiniowym pudrze ze Skinfoodu. Taki gadżet, żeby ładnie wyglądał.
8. SAVON DE CHOCOLATE Soap.
Mydełko o zapachu czekolady. Kolejne mydełko
japońskie, które przyda mi się do mycia pędzli.

Tak właśnie przedstawia się lutowe pudełko japońskich i koreańskich kosmetyków. jak Wam się podoba?





3 komentarze:

  1. Przyznam, że azjatycka kolorówka nieszczególnie mnie interesuje. Tylko z pielegnacyjnych produktow byłabym zadowolona haha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tyle fajnie, że w tych pudelkach można i jedno i drugie dostać 😊

      Usuń
  2. Jakoś nie przypadł mi do gustu ten box. Nie lubię czekolady w kosmetyków, nie używam kremów do rąk, za to bardzo lubię brzoskwinię w kosmetykach tak jak Ty :). Cień w kremie ładnie się połyskuje, ale mam tyle cieni w kremie, a z żadnego nie korzystam, na pewno marnowałby się. Kredka brzmi fajnie, dla mnie to najmocniejszy punkt pudełka i w sumie jedyna rzecz którą bardzo bym chciała przetestować ;). Puszek wygląda bardzo ładnie. W sumie to nigdy nie pudrowałam się puszkiem. Zawsze tylko pędzel. Tym razem pudełko nie zachwyciłoby mnie :)

    OdpowiedzUsuń

Abstrahując od kosmetyki - bo nie samą pielęgnacją człowiek żyje.

   Blog sam w sobie jest kosmetyczny, ale już od jakiegoś czasu robię malutkie odstępstwa, ujawniając swoją kolejną pasję, która z dnia na...