niedziela, 5 lipca 2020

Zielona esencja na 100%? ELIZAVECCA Milky Piggy Centella Asiatica 100 % Essence - recenzja.

   Obecna pogoda to kompletnie nie moja bajka. Nie mogę się nijak zebrać do pisania, żar lejący się z nieba za oknem kompletnie do mnie nie przemawia. Jeżeli temperatura przekracza 24 stopnie, ja jestem nie do życia. I jest to jeden z tych powodów, dla których trzeba było czekać tak długo na uaktualnienie posta. 
Ale postanowiłam się w końcu zebrać w sobie i dziś stawiam na bardzo naturalny kosmetyk. No właśnie - jak bardzo?...


ELIZAVECCA gościła już u mnie parokrotnie. Była już recenzja 👉kremu pod oczy, była też już 👉esencja z wyciągiem z grzybków. 

Dziś czas na kolejną esencję reklamującą się jako stuprocentowy ekstrakt z wąkrotki azjatyckiej. O wąkrotce i jej właściwościach też już było na moim blogu, więc jeżeli jesteście ciekawi, czemu owa roślinka zyskała taką popularność w przemyśle kosmetycznym - zapraszam 👉pod ten adres
Wracając do esencji....Kosmetyk zainteresował mnie swoim składem, a dokładniej wspomnianym tylko 100% wyciągiem z wąkrotki, co ma sprawić, że skóra stanie się napięta, odżywiona, rozjaśniona. Wąkrotka przeciwdziała też efektom starzenia, więc esencja jest wspomagaczem w walce ze zmarszczkami, ziemistym kolorem czy przebarwieniami, pomaga też w przywróceniu równowagi skórze. 
Pamiętając o właściwościach ziela, zamówiłam kosmetyk. 
Esencja nie kosztowała jakiejś zawrotnej sumy, było to chyba coś koło 15$. 
Przybyła opakowana w szklaną butelkę - identyczną jak różana esencja z Secret Key czy osławiona First Essence z Misshy. 
Pojemność - 150 ml. Kosmetyk jest bardzo wodnisty, ma brunatno - zielony kolor i ziołowy zapach.

SKŁAD: 100% extract Centella Asiatica.

Zatrzymajmy się chwilę przy składzie. Otóż na stronie YesStyle doczytałam się, że skład należy do tajemnic firmy i należy go odczytać na pudełku. Na pudełku nie znalazłam żadnego hasła określającego skład - chyba, że jest po koreańsku. Ale zwykle Elizavecca umieszcza składy po koreańsku i angielsku, tu jest nie inaczej, ale tylko w przypadku opisu kosmetyku i działania. Składu nie ma, co każe nam domniemywać, że to ten stuprocentowy ekstrakt. Jolse twierdzi, że w składzie jest ekstrakt fermentacyjny - a skoro tak, to brakuje drugiego członu fermentacji: grzybów lub bakterii. SkinCarisma również twierdzi, że skład to 100% ekstraktu. Jest tylko jeden mały kłopot. Otóż ekstrakty wodne wymagają jakiegokolwiek konserwantu, żeby to nadawało się do dłuższego użytku. Ekstrakty alkoholowe chyba radzą sobie bez tego, chociaż nie jestem do końca przekonana. Ekstrakty olejowe na pewno, ale oleju tu nie wyczuwam za grosz. Podsumowując - jakoś nie chce mi się wierzyć, że kosmetyk, który ma dłuższy okres przydatności - nie ma w sobie niczego więcej w składzie niż sam ekstrakt. Chociażby wody. Trochę to zachwiało moją wiarę w firmę, bo wolę znać pełne składy. Chociaż może i ma to tylko ten esktrakt?....Jeśli na pokładzie jest jakiś znawca, proszę o wypowiedź. 

Co do działania: esencji używam już dość długo, zwykle w porannej pielęgnacji, gdyż łatwo się ją nakłada i kosmetyk bardzo szybko się wchłania. Małym problemem (chociaż w sumie nie dla mnie), jest fakt, że moja skóra właściwie jest wypielęgnowana, co oznacza, że raczej nie zauważę żadnych zmian na lepsze. Na pewno natomiast nic mi się po niej nie pogorszyło. Żadnych zapchanych historii, wręcz przeciwnie, skóra jest miękka, gładka, rozjaśniona. Podsumowując - esencja jest bardzo sympatyczna, jest bardzo dobrym kosmetykiem zwłaszcza dla skóry mieszanej i tłustej. Dla suchej i normalnej może być za lekka. Czy ją kupię ponownie?
Szczerze powiem, nie wiem. Jest fajna, jednak wolę trochę treściwsze kosmetyki tego typu. Jeżeli będę chciała esencję 100% z jakiegoś ziela - chociażby z wąkroty, którą można i u nas kupić w formie suszu, wyciągu lub kapsułek - to po prostu sobie zrobię taką (i wtedy podam Wam przepis na moim drugim - zielarskim blogu). Natomiast jeśli nie czujecie się na siłach, by samemu kombinować takie cudo, a chcielibyście spróbować czegoś bardziej naturalnego o krótkim (choć dla mnie ciut dyskusyjnie krótkim) składzie - to zastanówcie się nad Elizaveccą.

Mieliście już może tą esencję u siebie?

9 komentarzy:

  1. Ja jej używam dłuższy czas, chyba od lata zeszłego roku, może od jesieni. Nie zauważyłam żeby zmieniła zapach czy barwę. Ale kto wie może ta roślina sama w sobie zachowuje długo świeżość? Będę szukać, bo faktycznie moze mieć dodatkowo konserwant skoro się nie psuje. Ale nawet jeśli to mi to nie przeszkadza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też używam jej jakoś od listopada chyba i masz rację - właściwości nie zmieniła. Ale żadna roślina nie może być w niezmienionym stanie, jeśli nic jej nie stabilizuje - ot, taka biologiczna prawidłowość ;) (a co nieco o tym wiem, będąc poniekąd botanikiem z zawodu). Ale w działaniu jest dobra - to po prostu moje czepialstwo o nieoszukiwanie konsumentów ;)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. A warto, bo to jedna z tych marek koreańskich, które nie są drogie a mają całkiem dobre składy.😉

      Usuń
  3. Ze względu ze mam tłustą skórę to jest idealnym kosmetykiem, ale najlepiej przetestować, jak dla mnie strzał w 10:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj mój chlopak też nie lubi upalów a ja wrecz przeciwnie xD Dziwna sprawa z tym składek, też wolałabym go znać, ale jak produkt nie szkodzi to spoko chyba

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja tam na składy nie zwracam uwagi, ale fajnie że o tym piszesz. WYglądowo byłabym sceptyczna wobec tego produktu, bo ta dolna warstwa przypomina brudną ziemię :D, taki żarcik. Wydaje się być bardzo przyjemna zwłaszcza w porze wakacyjnej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest dolna warstwa, ta esencja tak wygląda i tyle po prostu mi zostało :D Część zdjęć, które kiedyś robiłam zaraz jak przyszło do mnie zamowienie po prostu zaginęła i musiałam się posiłkować tym, co zostało. Taka sama sytuacja była przy niedawnej recenzji Momo Puri i Beauty of Joseon. :)

      Usuń
  6. Dziwna sprawa troszkę z tym składem 🤷‍♀️ kiedyś już mi gdzieś migneła ta esencja ale sama jakoś rzadkonsiegam po tego typu kosmetyki .

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz, to mocno motywuje.
Będzie mi również bardzo miło jeśli zaobserwujesz mojego bloga. :)