poniedziałek, 30 grudnia 2019

Kolorowe kosmetyki (całkiem niedrogie), bez których nie wyobrażam sobie makijażu. Edycja 2019

   Zwykle rozpisuję się na temat kosmetyków pielęgnacyjnych, bo i kupuję je częściej, wiem o nich więcej i uważam,  że od kosmetyków kolorowych jest parę osób, które ogarnie je znacznie lepiej niż ja.
  Ale postanowiłam wrzucić post, ponieważ uświadomiłam sobie, że jest paru takich gagatków, których używam ciągle, wymieniając tylko zużyte opakowania na nowe. 
Dziś wymienię Wam moich ulubieńców minionego roku, którzy towarzyszyli mi w  codziennym makijażu (ceny w większości podaję z drogerii internetowych, w których zwykle się zaopatruję) .


Bazy nie używam, na co dzień wystarcza mi krem nawilżający. Dlatego zaczynam od podkładu:
1. BOURJOIS Healthy mix/ Always Fabulous. No 51/110 Light Vanilla (39,90 zł)
Gdzieś w połowie roku przeszłam z jednego na drugi. HM używałam od paru lat, przeżyłam zmianę opakowania i formuły, jakoś szczególnie mi to nie przeszkodziło. AF jest godnym następcą. Oba bardzo ładnie, delikatnie pachną, mają raczej średnie krycie i lekko świetliste wykończenie. Są lekkie i bez problemu wtapiają się w skórę. Jeśli się wycierają, to tak, że nie widzę większej różnicy w postaci dziwnych plam. Always Fabulous ma SPF 20, podczas gdy HM o ile pamiętam miał 15. Dodatkowo ten "nowy" ma w składzie kwas hialuronowy, co ma wspomóc w nawilżaniu cery. Polecam je zwłaszcza skórom dojrzałym, które nieszczególnie lubią się z matami.

2. MAX FACTOR Face Finity All Day Flawless. No 40 Light Ivory (29,90 zł)
MF jakoś nigdy nie był moim celem, bo miałam dość spory problem ze zbyt ostrym dla mnie zapachem podkładów. Ale w tym się po prostu zakochałam. Po pierwsze - SPF 20. Po drugie - delikatny, ledwo wyczuwalny zapach. Po trzecie - kiedy robiłam próbę w drogerii, wręcz nie wierzyłam, ale ten podkład świetnie wygładza skórę. Ona się robi rzeczywiście taka "flawless". Krycie średnie do pełnego, można budować. Trzyma się bardzo długo, trwałością przebija Bourjois. Do tego odcień "Light Ivory" jest naprawdę jasny. Uwielbiam. 

Korektor dostałam w prezencie i okazało się, że jest to najlepszy korektor od kiedy pamiętam
3. ORIFLAME The One. Illuskin Concealer. Fair Light. (29,90 zł)
Zwykle korzystam z korektorów drogeryjnych i dość długo używałam Makeup Revolution Conceal & Define, jednak od paru tygodni zauważyłam, że przestał mi służyć. Zrobił się dość ciężki pod oczy, zaczął zbierać się w zmarszczkach i chyba przestal się lubić z pielęgnacją, bo zaczął się ciastkować. Ale Oriflame....O święci Pańscy, nie pamiętam już kiedy byłam tak zachwycona obszarem pod oczami - chyba jeszcze przed okresem zmarszczkowym. Korektor jest lekki, dość delikatny, nawilża skórę pod oczami, co jest jego ogromnym plusem i wieczorem wygląda tak samo jak rano. Nic się nie rusza, nie zbiera, nie ciastkuje i czasem zapominam, że w ogóle go użyłam. Jednak w związku z tym, że ma dość nawilżającą formułę, ludzie ze sporymi sińcami pod oczami się z nim raczej nie polubią, bo krycie ma średnie. Ja zwykle nie mam z tym problemu, bo albo cieni nie ma albo są dość małe, więc dla mnie jest idealny.

Pudry mam dwa (właściwie to więcej, ale tych używam ciągle, rzadko sięgam po inne):
4. HEAN Lightening Secret Eye Powder. (24,99 zł)
Ponoć ten puder albo się kocha, albo nienawidzi. Ja należę do pierwszej grupy. Puder jest drobno zmielony, delikatny, bardzo jasny i lekko rozświetla, do tego pięknie prasuje zmarszczki. Przez swoje właściwości może robić efekt flash, ale ostatnio zauważyłam, ze sporo zależy tu od korektora. Z MUR tak efekt robił i czasem naprawdę wyglądało to kiepsko i się mocno odbijało od reszty twarzy. Z Oriflame, żebym się skichała, ani razu mu się nie zdarzyło. Tylko pięknie utrwala i wygładza. Najwidoczniej musiał trafić na porządny korektor.

5. BELL Look Now! HD Powder No: 01. (12,99 zł)
Nie wiem czy to ma inne numery bo nigdy ich nie widziałam, ale ten puder "Is Everything!!" jak to mawia Jeffree Star. Jest genialny: prasuje twarz konkursowo, wygładza, upiększa. Twarz wygląda jak pociągnięta satyną i do tego lekko zretuszowana photoshopem. Bardzo by mnie zasmuciło, gdyby Bell kiedykolwiek postanowiło wycofać ten produkt. Na razie zbieram się do kupna kolejnego już (po trzecim przestałam liczyć) opakowania.

6. LOVELY Natural Beauty Blusher No: 03 (10,49 zł)
To róż kupiony kiedyś na szybko na urlopie i wybrany przypadkiem. A został moim ulubieńcem. Jest bardzo delikatny, ma ciekawy odcień ciepłego różu i zawiera złote drobinki, które nadają satynowy blask policzkom. Idealny na co dzień oraz dla osób, które boją się przesadzić z kolorem na policzkach. Czy wspomniałam już, że jest mineralnym kosmetykiem?...

Jest róż, to czas na rozświetlacz. I znów są dwa:
7. WIBO Diamond Illuminator (11,49 zł)
Uzywany tak długo, że pościerały mi się napisy. Lubię go na co dzień, bo daje ładną taflę, wpasowując się w skórę i mimo rozświetlenia nie wali po oczach. Chyba, ze ktoś stopniuje. 

8. MY SECRET Face Illuminator Powder. Princess Dream (16,99 zł)
Klasyk. Mam go od bardzo długiego czasu i wcale się nie zapowiada, żeby się kończył. Ba, nawet nie zużyłam połowy, a naprawdę często po niego sięgam. Jest znacznie bardziej lustrzany niż poprzednik, bardziej widoczny i trochę cieplejszy w odbiorze. Jak Wibo wydaje mi się delikatnie różowe, tak ten jest bardziej w szampańskim kolorze. Trwały, wydajny, piekielnie tani jak na tak wielką pojemność...Ulubieniec.


Do brwi od długiego czasu używam  kredki z
9. GOLDEN ROSE Eyebrow Powder Pencil No: 102 Sable (25,90 zł)
Ten odcień jest dla mnie idealny, do tego kredka bardzo ładnie i długo utrzymuje się na brwiach. Do tego po zwilżeniu wodą zachowuje się jak cień, co jest jej ciekawą właściwością. Jedyny mankament, który mniej w niej irytuje, to spiralka, bo uważam, że jest zbyt ostra i sztywna. Zdecydowanie wolę spiralki w kredkach koreańskich, które nie wydrapują tak koloru, dlatego kolejną kredką, której używam jest

10. TONY MOLY Lovely Eyebrow Pencil No:06 Latte Brown. (2,08 $)
Ta kredka również ładnie podkreśla brwi, do tego jest precyzyjniejsza i automatyczna, czym wygrywa z GR, jednak jej kolor jest nie do końca w moim guście, bo brąz, który oferuje jest zbyt ciepły, przypomina kolor czekolady. Nie przepadam za tak ciepłymi brązami przy brwiach. Ale nie zmienia to faktu, że bardzo lubię jej używać.

Cienie do powiek.
 Cieni, a właściwie palet cieni mam trochę, ale tylko dwóch używam nałogowo często, reszta równie dobrze może nie istnieć:
11. AFFECT Naturally Matt (98 zł)
Idealna paleta do makijażu na co dzień, kiedy nie chce mi się nic wymyślać. Składa się z dziesięciu matowch cieni utrzymanych w ciepłym tonie. Jest to przekrój od beżu przez rudości do brązów, więc świetnie będzie się w niej czuła pani Jesień (czyli ja) i pani Wiosna (typy kolorystyczne urody). Cienie blendują się same. Nie trzeba być nie wiadomo jakim znawcą makijażowym i praktykiem, przy podstawowych umiejętnościach myślę, że każdy sobie spokojnie z tą paletą poradzi. Dodatkowo cienie praktycznie się nie osypują i wytrzymują na powiece cały dzień w  niezmienionej formie. 

12. DiM AGNIESZKA JANOSZKA & GLAMSHOP Kwitnąca Wiśnia (119 zł)
Tą paletę po prostu kocham i uwielbiam, żadna ze znanych mi palet (obojętnie czy ją miałam, czy widziałam na kanałach urodowych) nie wrzeszczała do mnie tak bardzo jak ta. Zwłaszcza, że uwielbiam japoński design, a kwiaty wiśni na opakowaniu doskonale się w ten design wpisują. GlamShop zrobił mi trochę krzywdę, bo mój partner (który zamawiał mi ją na prezent) aż pisał do nich maila ponaglającego (dwa tygodnie obsuwy z Warszawy do Warszawy? No heloł), ale w końcu dotarła. Warto było czekać. Kolory idealne dla Jesieni i Wiosny (napisać o typach kolorystycznych?), ale na upartego Lato i Zima tez coś tam znajdzie. Jeden rząd to same maty: jasny beż, brzoskwinia, fuksja, ciepły brąz jasny i czekoladowy. Dolny rząd odpowiada barwom górnemu, z tym, że jest błyszczący, co jest dla mnie świetną wiadomością (oprócz ostatniego, bo pod czekoladowym jest błyszczący fiolet). Wielokrotnie w paletach brakowało mi odpowiedników cieni. Jak był fajny mat, to nie było takiego samego błysku i odwrotnie. Tu tego problemu nie ma. Blendowanie - bajka. Maty - szał ciał niebieskich. Błyski - o Święci Pańscy, nic tylko się tym smarować. Jaram się tą paletą jak flota Stannisa (fani GoT 😼 wiedzą). Mam ją od niedawna, a już się martwię, co będzie jak się skończy, toć to przecież limitowana edycja...Chyba jeszcze jedną na zapas kupię. I zrobię o niej osobny wpis, bo teraz to mam wrażenie, że za mało o niej napisałam.

Kolejnymi są eyelinery, bo od kiedy ich zaczęłam nałogowo używać (z jakieś pięć lat już będzie...), tak nie wyobrażam sobie makijażu bez nich, inaczej jest on niepełny. Zwykle używam japońskich lub koreańskich (Isehan, BBi@), jednak mają to do siebie, że kończą się szybciej niż nasze, a nigdy nie zamawiam ich na czas. Dlatego ratuję się dwoma firmami:
13. EVELINE Celebrities (10,90 zł)
Używam od lat bo jest tani, ma pędzelek  (nie filcową końcówkę, której nie lubię), trzyma się całkiem nieźle i ma nieco więcej odcieni niż standardowy czarny. Równie często używam np: brązowego.

14. HEAN Eyeliner Glam (18,90 zł)
To była jedna z tegorocznych nowości Hean, ja kupiłam go chyba na jakichś promocjach w Hebe za pół ceny i nie żałuję. Wydajny w opór, właśnie sobie zdałam sprawę, że minął już chyba trzeci miesiąc od kiedy używam, a używam codziennie i nic się nie zmieniło w formule. Na powiece wytrzymuje cały dzień, ma piękną czerń, pędzelek zamiast filcu i do tego pioruńsko wydajny. I tani, jak na tę wydajność. To po co przepłacać?

Tusz do rzęs.
15. ORIFLAME The One 5 - in - 1 Wonder Lash Mascara.
Akurat tuszy dawno już nie kupowałam, bo te ciągle dostaję w prezencie (przez co nie wiem jaka jest cena nawet), ale tak naprawdę nie mam potrzeby kupować. Tusze z Oriflame całkowicie zaspokajają mnie w kwestii makijażu oka. Są trwałe, czarne, nie kruszą się, szczoteczki ładnie rozczesują rzęsy jednocześnie nieco je wydłużając i pogrubiając. Dla mnie wystarczająco.

No i końcówka, czyli usta. Z założenia nie używam pomadek lub robię to od baaaaardzo wielkiego dzwonu, więc nie mam żadnej ulubionej obecnie. Za to zwykle używam błyszczyków, olejków lub pomadek nawilżających. I ten rok należał do
16. BELL All Day & Night. Moisturizing Lip Oil. (6,99 zł)
Świetny kosmetyk do ust za jakieś przestraszliwe grosze. Jest dość gęsty i ma trzy warianty kolorystyczne, jednak na ustach pozostaje bezbarwny, nadając im tylko lekki podton. Za to ma piękny błysk. Nie jest jakoś szczególnie klejący, lekko nawilża usta, dość wolno się zjada. Uważam, że za takie pieniądze warto się w niego zaopatrzyć zwłaszcza na zimę. 

Tak właśnie wyglądają moi makijażowi ulubieńcy tego roku. Wpadło Wam coś w oko? A może używacie któregoś z nich?






13 komentarzy:

  1. Podkład z Max Factor zapisuję sobie bo będę szukać czegoś nowego ;) Na kredki z GR mam chrapkę bo wiele osób poleca a Wiśnia ma fajny ten dolny rząd :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam, że błyski Ci się spodobają. To wszystko przez Sultry :D

      Usuń
    2. No co ja na to poradze że taka mała ze mnie sroka :D

      Usuń
  2. Zgrałyśmy się dzisiaj z tematyką postów :D. Też mam słabość do podkładów Bourjois. Uwielbiam jak nie wiem co :D. O max factorze czytałam mnóstwo dobrych opinii, więc z pewnością zajrzę do rossmanna by go pomacać. Miałam kilka kolorów mineralnych różów lovely i bardzo je lubię. Choć szkoda że wszystkie mają drobinki, chętnie znalazłabym w ich gamie jakąś ciepłą, matową brzoskwinkę. Nawet nie wiesz jak długo łażę za paletą glam shopu. Kolorystyka idealna dla mnie, ale no kurde nie potrzebuję kolejnej palety. Pewnie jak się zdecyduję to już jej nie będzie na stronie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie głupim przypadkiem go odkryłam, ale nie żałuję. Co do palety - na razie nie jest dostępna. Liczę na to, że jeszcze wróci.

      Usuń
  3. Ta paleta cieni Kwitnąca wiśnia bardzo mnie kusi <3 Podkład z Max Factor mam, ale dopiero raz go użyłam :P Kusi mnie ten puder pod oczy z Hean :) Nic więcej mnie nie kusi :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Taką paletkę do powiek musze sobie zakupić bo brązy i szarości to mi się znudziły

    OdpowiedzUsuń
  5. Wpadła mi W oko ta paletka :) widziałam ją już kilka razy na blogach i coraz bardziej się do niej przekonuję :) no i healthy mix to też jeden z moich ulubieńców :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz, to mocno motywuje.
Będzie mi również bardzo miło jeśli zaobserwujesz mojego bloga. :)