piątek, 28 czerwca 2019

Mandarynkowe orzeźwienie - recenzja serii Tangerine vita C z INNISFREE

   To już drugie podejście do tego posta, pierwsze z niewiadomych przyczyn blogger mi skasował i jestem niepocieszona trochę. No trudno, ale w związku z tym, że pogoda (nareszcie!) nieco odpuściła z piekielnym żarem, spróbuję po raz kolejny, może po prostu mój komputer miał również dosyć takich tropików?...
No dobra, w każdym razie czas na recenzję bardzo słonecznej i kojarzącej mi się z wakacjami serii Tangerine Vita C od INNISFREE.
Myślę, że firmy raczej nikomu przedstawiać nie muszę, zwłaszcza jeśli jesteście dłużej na blogu, bo oprócz CosRX i (ostatnio dołączającej) Elizavecci (dziwnie brzmi odmieniona) jest to moja najważniejsza firma, jeśli chodzi o kosmetyki koreańskie i bardzo często korzystam z ich produktów. Bardzo lubię to, że firma wspiera środowisko naturalne, założenia składów, korzystających z dobroci roślin, piękne zapachy, gustowne opakowania i to, że rzadko jakiś kosmetyk nie do końca mi pasuje. Nie zdarzyło mi się nigdy mieć bubla, ale zdarzyło się, że nie wszystko pasowało mojej cerze. Acha, lubię jeszcze to, że Lee Min Ho był "twarzą" firmy 😸


Seria mandarynkowa została wypuszczona bodajże na początku 2017, albo rok wcześniej, w każdym razie ma już trochę czasu. W jej skład wchodziły: beztłuszczowy cleanser, toner, mgiełka nawilżająca, serum, lotion i żel - krem.
Sama seria bazowała na pochodzącej ze skórek cytrusowych witaminy C i miała nawilżać skórę, rozjaśniać ją oraz nadawać blasku. Zawartość witaminy C miała dodatkowo wybielać.
No to przechodzę do recenzji.

Skin (toner).
To moje drugie opakowanie, pierwsze recenzowałam już jakiś czas temu i wszystko, co pisałam tutaj, nadal podtrzymuję. Toner pięknie pachnie mandarynkami, jest wodnisty, choć jednocześnie bardziej esencjonalny niż zwykłe, europejskie tonery. Na skórze powoduje jej ukojenie i wyczuwalne nawilżenie, wchłania się dość szybko.

Serum
Buteleczka kolorystycznie wpasowuje się w całą serię, gdyż jest w radosnym, pomarańczowym kolorze z białą zatyczką. To butelka typu air-less o pojemności 50 ml. Plastik ma pewną dozę przezroczystości, więc przy małym wysiłku można dojrzeć stan zużycia produktu.
Skład: Citrus Unshiu Peel Extract, Propanediol, Cyclopentasiloxane, Glycerol, Cyclohexasiloxane, Glyceryl polymethacrylate, Hydrogenated lecithin, Cetearyl Alcohol, Opuntia Coccinellifera Fruit Extract, Aqua, Ethylhexylglycerin, Ascorbyl Glucoside, PCA Dimethicone, Cyclomethicone, Capric/Caprylic Triglycerides, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Sodium Polyacrylate, Hydrogenated Polydecene, Dimethicone, Polyethylene, Polyglyceryl-3 methylglucose distearate, PEG/PPG-20/15 Dimethicone, Phenylmethicone, PPG-5-laureth-5, Butylene Glycol,  Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Parfum, Fragrance

Serum jest bardzo lekkie i żelowe. szybko się wchłania, pachnie mandarynkami, choć trochę mniej intensywnie niż toner. Nie zapycha, nie robi krzywdy skórze. Ale też mocno nie nawilża, raczej delikatnie. Sądzę, że bardzo polubiłaby się z nim skóra tłusta.




Krem
Kosmetyk opakowany jest w  słoiczek o pojemności 50 ml. Jest w formie żelowej, co oznacza, że jest znacznie lżejszy niż zwykły krem i z tego powodu polecam go do stosowania na dzień.
Skład: Citrus Unshiu Peel Extract(65.18% Orange), Propanediol, Cyclopentasiloxane, Glycerin, Cyclohexasiloxane, Glyceryl polymethacrylate, Hydrogenated lecithin, Cetearyl Alcohol, Opuntia Coccinellifera Fruit Extract, Betaine, Ascorbyl Glucoside(0.01%), Water, Ethylhexylglycerin, PCA Dimethicone, Cyclomethicone, Caprylic/Capric Triglyceride, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Glyceryl Stearate, Hydrogenated c6-14 olefin polymers, Stearic Acid, Sodium Polyacrylate, Hydrogenated Polydecene, Polyethylene, Polyglyceryl-3 methylglucose distearate, PEG/PPG-20/15 Dimethicone, Phenylmethicone, PPG-5-laureth-5, Butylene Glycol, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Fragance
Zapach w intensywności podobny do serum, czyli słabszy niż tonera. Krem lekki, szybko wchłaniający się, nie pozostawia tłustej warstwy. Nie zapycha, nie powoduje wyprysków. Dużo lepiej radzi sobie z nawilżeniem niż samo serum, choć na pewno nie jest to wystarczające dla skóry suchej. Polecałabym raczej osobom z cerą tłustą i mieszaną.

Wszystkie trzy kosmetyki są świetnym pomysłem na letnie poranki, ponieważ ich zapach energizuje, a lekka konsystencja idealnie nadaje się na upalne dni. Zauważyłam po nich lekkie nawilżenie, ale chyba najbardziej widoczny jest efekt lekkiego rozjaśnienia skóry w sensie wybielającym. W związku z pogodą i pracą w pewnym momencie moja twarz nieco ściemniała. Jako, że ciemniała równomiernie z szyją i dekoltem, to po używaniu przez prawie dwa miesiące zestawu tych kosmetyków widać trochę różnicy, ponieważ twarz stała się jaśniejsza. Nie jest to może spektakularny efekt, ale używając równomiernie filtrów na całą odkrytą skórę, tylko twarz zdołała nieco się rozjaśnić.
Widać jak bardzo wodnistą konsystencję ma krem i serum. Oba wręcz "zjechały" po obróceniu ręki. Toner również. 
Ale dla mnie jest to poniekąd efekt uboczny, ponieważ najważniejszym było znaleźć coś lekkiego, nie zapychającego i pięknie pachnącego...I wszystkie trzy postulaty są tu spełnione. Dlatego, jeśli macie ochotę na mandarynkowy dzień, zacznijcie go z serią Tangerine vita C.


8 komentarzy:

  1. Miodzio seria, miałam ją w zeszłym roku;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ładna seria. Patrzac na skład widze jednak, ze nie jest idealny, ale fajnie np, ze serum nie ma na 1 miejscu wody.

    OdpowiedzUsuń
  3. awesome article :)
    have a nice day

    OdpowiedzUsuń
  4. Seria jakby stworzona dla mnie. Moje ulubione produkty pielęgnacyjne, konsystencje takie jak kocham, ładne opakowania, na pewno obiecujący zapach... jestem zakochana :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz, to mocno motywuje.
Będzie mi również bardzo miło jeśli zaobserwujesz mojego bloga. :)