wtorek, 28 maja 2019

YOPE - z wizytą w sklepie stacjonarnym.

   Gdybym powiedziała, że uwielbiam kosmetyki od YOPE, to nie byłoby nic nowego, prawda?... Zwłaszcza, jeśli brać pod uwagę denka ostatnich miesięcy. 😹 Dlaczego? Dlatego, że są to jedne z najlepszych kosmetyków o prawie naturalnym lub nisko przetworzonym składzie (te 2 do 7% różnicy to najczęściej konserwanty, dzięki którym nie trzeba wywalać kosmetyków po dwóch tygodniach do kosza lub składniki wiążące, które i tak najczęściej są pochodzenia roślinnego, lub po prostu nie są inwazyjne). No i sam zapach wielu z nich bardzo przypadł mi do gustu.



 
Co można znaleźć w rodzinie Yope? 

Na pewno mydła do rąk, mydła z formułą TGA, które są jeszcze delikatniejsze od poprzedników (to tak można?!) i żele pod prysznic, które stosuję zamiennie. I wreszcie koniec z przesuszoną skórą. Balsamy do rąk i ciała, w których nie ma parafiny - co dla mnie brzmi jak bajka. Jeszcze nie zdarzyło mi się próbować, ale na wszystko przyjdzie czas. Kremy do rąk, masła do ciała, szampony, odżywki, szampony i żele pod prysznic dla dzieci. Pomyślano również o detergentach do domu i w ten sposób mamy płyny do szyb, podłóg, uniwersalne czyszczące, czy płyny do naczyń - pozbawione silnie drażniących składników takich jak SLS, SLeS, PEG, EDTA. Ciekawostką dla mnie są świece zapachowe na bazie wosku sojowego - bez parafiny.

Normalnie w owe kosmetyki zaopatruję się w Hebe, ale tym razem chciałam napisać coś więcej o nich, wobec tego ruszyłam swoje cztery litery i przejechałam pół stolicy tylko po to, by zawitać do sklepu stacjonarnego przy ulicy Mokotowskiej w Warszawie. 

Sklep jest mały, ale bardzo dobrze przemyślany. Nie znajdziecie w nim ton produktów, przewalających się na półkach, za to na każdej półeczce jest butelka danego kosmetyku, a właściwie jego tester. Oznacza to, że można wąchać i sprawdzać do upadłego, co jest ogromną przewagą nad drogeriami, które z reguły takich możliwości nie mają i albo kupuje się kota  w worku (ja w ten sposób dowiedziałam się, ze zapach figi niekoniecznie przypada mi do gustu), albo kupuje się otwierane już wcześniej produkty.
A tu można sobie wąchać, sprawdzać, wcierać, rozcierać - ile dusza zabraknie. Zwłaszcza, że w sklepie zainstalowano też różowe umywaleczki, więc gdyby Wam coś nie przypasowało w żelu pod prysznic - po prostu idziecie to zmyć.😺
Jeżeli już uda się wybrać produkt, po prostu idziecie do Pani, która w razie czego służy pomocą w wyborze - a ona z tajemniczych zakamarków gdzieś za zasłoną wyciąga nowiutkie produkty, wprost w Wasze łapki. Ogromnym plusem są tzw. refille, ograniczające ilość zużytych plastikowych butelek, oraz możliwość zaopatrzenia się w sklepie w butelki szklane wielokrotnego użytku. Jeszcze większym plusem jest to, że można przyjechać z własną butelką po zużytym produkcie Yope - oczywiście umytą i wysuszoną - i napełnić sobie z baniaczka dany kosmetyk. Oszczędność i na butelkach i na folii od refilla. 












Minusem niestety jest ograniczona ilość produktów dostępnych w tej opcji. W przypadku żeli pod prysznic  w ten sposób można napełnić Różę i kadzidłowca, Yunnan i Kokos z solą morską. Mydła do rąk: Werbena, Figa oraz Wanilia z cynamonem. Płyny do mycia naczyń: Bergamotka z werbeną i bazylią, Mięta oraz Ogórek. 
Liczę na to, że w przyszłości będzie możliwość refilli co najmniej połowy dostępnej obecnie gamy, przynajmniej wszystko to, co jest bardziej płynne.

Koniec końcem wybrałam sobie chwilowo tylko trzy kosmetyki, mimo, że buszowałam dość długo po sklepie: refill mydła Werbena (nie wiem, który z kolei), do którego miałam w domu butelkę, ale zwyczajnie zapomniałam zabrać, kolejny już szampon o zapachu trawy - najcudowniejszy zapach kosmetyku pielęgnacyjnego, jaki kiedykolwiek nawinął mi się pod rękę oraz całkowitą nowość - masełko o zapachu Kadzidłowca z rozmarynem, które już jest moim ulubieńcem, ponieważ świetnie nawilża, szybko się wchłania i nie zostawia tłustego filmu. O nim zrobię osobny wpis, bo już jest moim hitem, więc chcę Wam je trochę przybliżyć.

Jeżeli mieszkacie w Warszawie - polecam bardzo wybrać się choć raz do butiku Yope - myślę, że się nie zawiedziecie. Jeśli będziecie przejazdem, ustalcie sobie ten adres do odwiedzenia - z centrum tramwajem to rzut beretem 😸

A może byliście już w butiku? Jak wrażenia? 






2 komentarze:

  1. Nawet nie wiedziałam, że stacjonują akurat w Wawie. Jakoś broniłam się przed tą marką. Ciągle mam w głowie niezbyt przyjemne akcje z pracownikami Yope w roli głównej. NIe mniej jednak muszę się przemóc i coś potestować. Może kupię coś mojej mamie do domu, na pewno byłaby zachwycona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pracownikami? W sensie online? Jeśli masz szansę dotrzeć do stacjonarki, to nawet się nie zastanawiaj, bo warto :)

      Usuń

Abstrahując od kosmetyki - bo nie samą pielęgnacją człowiek żyje.

   Blog sam w sobie jest kosmetyczny, ale już od jakiegoś czasu robię malutkie odstępstwa, ujawniając swoją kolejną pasję, która z dnia na...