wtorek, 2 kwietnia 2019

Najgorzej!! NAKEUP FACE - PHA Water - tox ampoule.

   Wreszcie jakaś recenzja koreańskiego kosmetyku!!
Ostatnie posty były bardzo ubogie w ten temat, ale to wynika z wykańczania rzeczy, które już znacie. Po prostu nie bardzo mam już co opisywać, a dopiero w tym miesiącu odnawiam zapasy. Już wiem, że będzie mandarynkowa seria Innisfree, trafi się nowy krem pod oczy z Hanyul, znajdzie się miejsce dla kremu z COSRX i Dr. Jart.... Ale o tym w przyszłości 😼

   Dzisiaj skupiam się na recenzji kosmetyku, który leży u mnie już chyba z pół roku, jak nie dłużej, to chyba czas o nim nieco napisać.

NAKEUP FACE była firmą kompletnie mi nie znaną, kiedy otrzymałam ich kosmetyk do testów. Szczerze rzec biorąc, do tej pory też szczególnie nie poszerzyłam wiadomości o nich - wiem, że jest koreańska i w swojej ofercie ma zarówno kosmetyki pielęgnacyjne, jak i kolorowe. 
Jednak z niecierpliwością oczekiwałam na kosmetyk, głównie ze względu na jego przesłanie. Serum zawierające kwasy PHA to coś, co z reguły warto włączyć do pielęgnacji. W przeciwieństwie do pozostałych kwasów, PHA nie mają tak drażniącego wpływu na skórę. Bez obaw można wyjść na słońce po aplikacji, jest też małe prawdopodobieństwo, że kwasy wysuszą lub zapchają cerę, do tego są świetnymi antyoksydantami. Poleca się je w pielęgnacji skóry suchej i wrażliwej. 
Water - tox ampoule ma dodatkowo właściwości nawilżające, do tego producent poleca kosmetyk pod makijaż. 

 Kosmetyk zawarty jest w małej, szklanej buteleczce, o pojemności 33 ml i w różowym kolorze. Wygodna pompka umożliwia łatwe dozowanie produktu. Samo serum jest praktycznie bezzapachowe, co bardziej wrażliwy nos wyczuje delikatną, cytrynową nutę.
   
SKŁAD: Seawater, Butylene Glycol, Glycerin, Gluconolactone, 1,2 - Hexanediol, Salicyl Acid, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Algae Extract, Enteromorpha Compressa Extract, Anemarrhena Asphodeloides Root Extract, Undaria Pinnatifida Extract, Ecklonia Cava Extract, Laminaria Japonica Extract, Hydrogenated Polyisobutene, Hydrolyzed Collagen, Chlorella Vulgaris Extract, Ascophyllum Nodosum Extract, Water, Hydroxyethylcellulose, Arginine, Caprylhydroxamic Adic, Boswellia Serrata Resin Extract, Disodium EDTA, Adenosine. 

Jak widać w powyższym składzie jest sporo ekstraktów z alg i glonów, które od wieków są uznawane za bardzo zdrowe, oraz cenione zarówno w pożywieniu jak i kosmetyce. O dziwo, w składzie jest też kwas salicylowy, który jest kwasem BHA. Jeżeli to ma być kosmetyk przeznaczony dla delikatnej cery, to ten składnik niekoniecznie bym tam widziała, ale być może w połączeniu z kwasem PHA ma łagodniejsze działanie?....Nie jestem tego całkowicie pewna. 

No a teraz samo działanie i moja opinia. 
A moja opinia o tym produkcie jest...łagodnie mówiąc  - paskudna. Dlaczego? Zacznę od  aplikacji. Kosmetyk ma paskudnie gęstą konsystencję, coś typu żel pomieszany z silikonami i olejami. W zasadzie konsystencja gęstego oleju rycynowego jest mu chyba najbliższa. Przy aplikacji trzeba pamiętać, by brać  bardzo niewielką ilość, na pewno nie całą pompkę. Rozsmarowuje się to nieźle, ale nie pamiętam, czy miałam kiedykolwiek kosmetyk, który po prostu się kleił! Zwyczajnie do twarzy przyklejało się wszystko, łącznie z drobinkami kurzu, wirujacego w powietrzu. To okropne uczucie. Do tego, ciągle była wyczuwalna warstwa kosmetyku, nawet po pół godzinie. Miałam wrażenie, że mam grubą maskę na twarzy. Nie odważyłam się nawet nakładać tego na dzień pod makijaż, obawiając się, że po paru dniach wywali mi wszelkie możliwe niespodzianki na twarzy. 
Ale po nocy (gdzie miałam pewność, że połowa kosmetyku znalazła się na mojej poduszce), twarz za każdym razem lekko mrowiła. Nie wiem o co chodzi, bo dość często używam kosmetyków z kwasami zarówno AHA, jak i BHA, ale pierwszy raz miałam taką sytuację. 

Użyłam tego kosmetyku parę razy, robiąc sobie dłuższe odstępy, bo drażniła mnie ta lepkość, ale za każdym razem to samo. 
Podsumowując - jeżeli miałabym powiedzieć kiedykolwiek o kosmetyku, że jest to bubel - to byłby właśnie ten kosmetyk.
I cieszę się, że dostałam go do testów, bo dzięki temu nie muszę żałować nie wydanych pieniędzy (choć był moment, że zastanawiałam się nad jego zakupem).
 Z radością wreszcie wywalę go z toaletki.

Mieliście ten kosmetyk? A może u Was sprawdził się zupełnie inaczej niż u mnie?...

2 komentarze:

  1. Opakowanie kojarzy mi się z Marc Jacobs. Też mają takie zaokrąglone buteleczki. Nie cierpię tłustych konsystencji. Ostatnio testowałam takie masło do ciała i musiałam się jeszcze raz kąpać.Na opakowanie pewnie bym się skusiła, i już bym zabublowała :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A fakt, rzeczywiście MJ ma podobne, jak teraz o tym mówisz. Konsystencja nawet nie jest masłowa, to takie połączenie silikonu z olejem,dziwne takie.

      Usuń

Abstrahując od kosmetyki - bo nie samą pielęgnacją człowiek żyje.

   Blog sam w sobie jest kosmetyczny, ale już od jakiegoś czasu robię malutkie odstępstwa, ujawniając swoją kolejną pasję, która z dnia na...