środa, 27 marca 2019

Lutowo - marcowe denko '19 cz.2 - pielęgnacja ciała i makijaż.

Czas na drugą część denka. Wstęp był w poprzednim wpisie, to nie ma co przedłużać. 
Zaczynam od kosmetyków do pielęgnacji ciała:

1. HOLIKA HOLIKA Aloe 92% Shower Gel.
To wersja mini, ma chyba 30 ml, ale nie jestem do końca pewna, a na opakowaniu nie widzę tej informacji. Dostałam go kiedyś w pudełku Asian Box, co musiało być bardzo dawno temu, bo nie mam go nawet opisanego na blogu. Wydaje mi się, że zamówiłam ten box jakoś krótko po założeniu mojego bloga, na stronie sklepu My Asia - polskiego dystrybutora kosmetyków z HH i SeaNtree (kiedyś mieli jeszcze Lioele). W każdym razie całkiem o nim zapomniałam, dopiero ostatnio robiąc porządki w szufladach, wygrzebałam go z czeluści i...zużyłam ekspresem. Żel jest gęsty i obłędnie pachnie. Zapach jest mega świeży, aloesowo - ogórkowy. Żel świetnie się pieni i dobrze myje, nie zauważyłam, żeby wysuszał. Może nie jest to jakieś super cudo, ale dla tego zapachu warto go mieć, jest świetny na poranne pobudzenie. Ja na pewno kupię pełnowymiarową butlę, zwłaszcza, że opakowanie jest również urocze i stanowi ozdobę.  😻

2. YOPE Werbena. Naturalne mydło w płynie ( refill).
Mydła z Yope są już stałym kosmetykiem w mojej łazience od co najmniej paru miesięcy i myślę, że to najlepsza ich rekomendacja. Dodatkowo to mydełko ma świeży cytrynowy zapach. Nie zawiera silnych detergentów myjących i ma dość krótki, przyjazny skład. 😻

3. NIVEA Anti - perspirant Stress Protect.
Antyperspirant w sztyfcie, kupiony, by trochę oderwać się od Rexony, której używam w zasadzie od zawsze. Ładnie pachnie, ale jednak nie spełnia moich oczekiwań w kwestii ochrony. Konkurent radzi sobie znacznie lepiej. 😿

4. HOLIKA HOLIKA Lazy & Joy Hand Cream.
Krem nawilżający z HH to kolejny kosmetyk z Asian Box. Jest to typowa wersja torebkowa.
Jak nie mam do końca zaufania do kremów azjatyckich (zwłaszcza, że muszę unikać parafiny), tak z  tym się polubiłam. Nieźle nawilżał i natłuszczał dłonie, szybko się wchłaniał, ale drażnił mnie jego zapach. Nie był mocny, ale pachniał jak...no, jak żółtko jajka, od którego seria wzięła i nazwę i layout. 😼

5. SONG OF INDIA Lily of the Valley. Perfumy w olejku.
Uwielbiam hinduskie perfumy w olejku. Są bardzo trwałe, dość intensywne, do tego nakładane na najcieńszą skórę (nadgarstki i za uchem) zmieniają się w subtelny zapach. Mają bardzo prosty, bezalkoholowy skład (wosk pszczeli, wyciąg z aloesu, olej jojoba, olej z kiełków pszenicy, naturalne olejki eteryczne). Kolejny ich plus - są tanie a wystarczają na baaardzo długo. Zapach towarzyszy mi przez cały dzień. 😻

Czas na  kosmetyki kolorowe, choć zacznę przewrotnie - bo demakijażem.
6. URBAN DOLLKISS Floral water Lip & Eye Remover.
Dwufazowa woda kwiatowa do zmywania makijażu. Ile ja się z nią namęczyłam, to ludzkie pojęcie przechodzi, ale butla jest tak duża, że szkoda mi było ją wyrzucać. Opisałam ją tu i jeśli chcecie się dowiedzieć, dlaczego jej nie lubię - odsyłam do tego posta. 😿

7. MAX FACTOR Radiant Lift, Long lasting radiance.
Podkład nawilżający z Max Factora, który kiedyś dostałam do testów. W zasadzie jakoś do MF nie pałam miłością, zwłaszcza, że podkłady mają dość trudny dla mojego nosa zapach. Ten podkład mnie jednak zaciekawił, bo skoro miał być nawilżający, to liczyłam na coś ekstra.
Zapach, tak charakterystyczny dla MF tu jest trochę bardziej znośny, ale tylko trochę. Podkład z nawilżaniem radził sobie średnio, choć na pewno lepiej niż pozostałe z tej firmy. Plusem jest dość wysokie SPF (30) i dostępność jasnych kolorów. Nr 40 (Light Ivory) jest naprawdę jasny. Utrzymywał się całkiem nieźle na skórze i miał dobre krycie. Niestety do niego nie wrócę, chyba, ze firma zmieni wreszcie zapach kosmetyku. 😼

8. RIMMEL Brow This Way (001 Blonde)
Żel do brwi, który jeszcze mi się nie skończył, ale jego termin przydatności już tak. Bardzo fajny, jasny odcień, bardzo wygodna szczoteczka, ale kiepskie utrwalenie niestety. I tylko dlatego nie jest moim ulubieńcem. 😼

9. MAKEUP REVOLUTION Duo Brow Definer. (Light Brown)
Automatyczna kredka do brwi ze spiralką do rozczesywania. 
Służyła mi dość długo, chociaż nie była to najlepsza kredka pod słońcem. Plusem był kolor i miękkość, do tego była lekko woskowa, przez co ujarzmiała włoski. Spiralka nie wyróżniała się niczym szczególnym...No właśnie. Po koreańskich spiralkach wszystkie pozostałe są po prostu zbyty sztywne jak dla mnie. A sama kredka niestety nie utrzymywała się na skórze, gdzie z reguły dosztukowuję sobie brwi i dość szybko się ścierała. Napisy z opakowania też się starły,to kolejny minus. 😼

10. MY SECRET Eyeshadow gel base.
Jeżeli ma służyć pod cienie, to nigdy w życiu. Ale za to pod brokaty i sypkie pigmenty jest w sam raz. Bardzo tani, dość gęsty żel - klej, świetnie utrzymujący brokat na powiece przez cały Boży dzień. Nic nie zmienia swojego położenia, nic się nie przemieszcza, ani nie ściera. Niestety problemem jest jego trwałość w opakowaniu. Nie zużyłam całego, bo po pewnym czasie zamienił się po prostu w miękką gumowatość. Szkoda. 😼

11. MYSTIK WARSAW Little Black Liner.
Eyeliner do oczu w czarnym kolorze, dostępny tylko w drogeriach Kontigo. Jeden z gorszych eyelinerów w pisaku, jakie miałam. Nie przetrwał ani jednego dnia, kruszy się w kącikach, do tego filcowa końcówka jest dość twarda. To był pierwszy i ostatni jego zakup. 😿

12. DOLLY WINK Eyeliner.
Na ten liner napaliłam się jak szczerbaty na suchary, zwłaszcza, ze był w japońskim boxie, które dotarło do mnie mocno opóźnione. Okazało się, że niepotrzebnie na niego czekałam. Jedyne, co w nim lubię, to zgrabny i wąziutki kształt pisaka. A tak to ma filcową końcówkę (i to chyba pierwszy japoński eyeliner z taką końcówką u mnie), kolor jest czarny, matowy, ale blaknie w ciągu dnia i jakoś dziwnie się ściera. Użyłam go parę razy i wystarczy. Dzięki bogom, że nie kupiłam go sama (choć parokrotnie się nad nim zastanawiałam), bo mocno bym się na siebie zirytowała. 😿

13. EVELINE Celebrities Eyeliner.
Tego linera używam bardzo długo i przeszłam przez wiele buteleczek. Niezmiennie lubię jego kolor, trwałość i precyzję, jaką daje pędzelek (nie filc!!) oraz niską cenę. Z naszych drogerii tylko ten wydawał mi się godny zakupu...Póki nie trafiłam na jego brata w pisaku. 😻

14. RIMMEL Apocalips Lip Laquer (100 Phenomenom)
Co mnie podkusiło, żeby ten kolor kupić...A, wiem. Wyprzedaż.
 Jest to lakier do ust, którego nigdy nie nosiłam. Po nałożeniu jego kolor okazał się tak paskudny, że to nie do uwierzenia. Mówiąc krótko, wygląda na ustach jak błyszczący korektor, bo odcieniem zbliżony jest do korektorów typu beżowe albo light vanilla. Paskudztwo. 😿

15. BELL Hypoallergenic. Pomadka do ust w kredce (06)
Uwielbiam ten kolor i tą pomadkę. Jest miękka, lekko błyszcząca i ma przepiękny, brzoskwiniowo - brązowy kolor, taki typowy nudziaczek, idealnie pasujący do mojego typu urody. Do tego lekko nawilża usta i jest tania. I mam już kolejne opakowanie. 😻

Uff, dotarłam do końca. Okazuje się, że ten post był dłuższy, ale spora w tym "zasługa" kolorówki, w której w końcu zrobiłam przewietrzenie. Ale tak właśnie przedstawia się całe denko z dwóch miesięcy. 
Co Wam wpadło w oko?




4 komentarze:

  1. Znam jedynie eyeliner Eveline. Świetny jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja go chyba od czterech czy pięciu lat używam na zmianę z brązowym. Ale ten nowy w pisaku też jest miodzio.

      Usuń
  2. Rzadko się mówi o żelu pod prysznic Holika Holika, w porównaniu do żelu do twarzy. Szczerze mówiąc, do tej pory nie zwracałam na niego zbytnio uwagi. Ja lubię kulki Nivea, tą wersję niekoniecznie, bo mi brudziła ubrania, ale wersja black&white jest bardzo fajna. Rexony też są spoko. Ale zużyłaś dużo kolorówki. Jestem ciekawa podkładu. Lubię te nawilżające ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie jakoś tej kolorówki mi się zrobiło trochę. O HH w ogóle mało się mówi, ja zresztą też staram się od niej trzymać z daleka. Ale ta seria z aloesem jest naprawdę ciekawa :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, to mocno motywuje.
Będzie mi również bardzo miło jeśli zaobserwujesz mojego bloga. :)