środa, 6 lutego 2019

Na dobry poranek - INNISFREE! Green Tea Morning Cleanser - recenzja

Nie lubię Google+. Przez tą cholerę potraciłam wszystkie dotychczasowe komentarze na blogu, po tym jak Google stwierdziło, że jednak ten serwis społecznościowy im się nie opłaca. Głupie to.
Wobec tego jeżeli nie widzicie swoich wcześniejszych komentarzy, ani żadnych innych - to nie ja wykasowałam, tylko po prostu musiałam przełączyć tryb bloga - i tak o, wyszło. 

Jak już się uzewnętrzniłam, to czas przejść do prawdziwego powodu tego posta, a jest nim oczyszczający żel do twarzy Green Tea Morning Cleanser od mojej ulubionej firmy INNISFREE
Do tej pory tylko jeden żel oczyszczający piastował niepodzielne stanowisko króla, a jest nim COSRX Low Ph Good Morning Gel Cleanser. Jak będzie z Innisfree?...


Według producenta "delikatny, nie pieniący się żel przeznaczony jest dla każdego typu skóry. Zawiera ekstrakt z zielonej herbaty, rosnącej na wyspie Jeju. Usuwa nagromadzony przez noc na skórze kurz, pot i brud, pozostawiając skórę miękką, oczyszczoną i nawilżoną, przygotowaną na dalsze poranne zabiegi pielęgnacyjne". 
    Jak sama nazwa wskazuje, żel jest przeznaczony do porannego oczyszczania skóry, chociaż w zasadzie nie widzę przeciwwskazań, by stosować go również wieczorem. 
Opakowany jest w zieloną, półprzezroczystą tubkę o pojemności 150 ml, dzięki czemu widać jego zużycie. 
Żel jest gęsty, przezroczysty i pięknie pachnie zieloną herbatą, charakterystycznie dla całej linii Green Tea z Innisfree. 
Nie ma niestety składu po angielsku na opakowaniu, a trochę szkoda, bo na cosdna znalazłam dwa składy, nieco różniące się od siebie, a pochodzące z marca 2018. Już pomijam kolejność, bo to, że jest różna, zależnie na  jaki rynek kosmetyk jest produkowany, to nic nowego. Zastanawia mnie natomiast dodatkowa obecność wody w jednym składzie, bo teoretycznie jest już woda z liści herbaty, a o ile wiem Innisfree z reguły do serii czy to  zieloną herbatą, czy z mandarynką nie daje właśnie czystej wody tylko wodę z roślin będących głównym składnikiem serii. Dlatego posłużę się składem ze strony oficjalnego sklepu - innisfreeworld.com


SKŁAD: Camellia Sinensis Leaf Extract (42,95%), Glycerin, Methyl Gluceth - 20, Polyglyceryl - 6 Caprylate, Propanediol, Polyglyceryl - 10 Laurate, Acrylates/c 10 - 30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, 1,2 - Hexanediol, Coco Glucoside, Fragrance, Potassium Hydroxide, Disodium EDTA, Ethylhexylglycerin, Camellia Sinensis Leaf Water, Butylene Glycol, Alcohol, Camellia Sinensis Root Extract, Phenoxyethanol.

Trochę o składzie: jak zwykle nie sugerujcie się kolejnością, bo zapewniam Was, że gdyby miał być zgodnie z wolą UE (czyli od największej ilości do najmniejszej składnika), zarówno woda z liści herbaty i glikol butylenowy nie byłby pod koniec. 😼 Ale pocieszające jest to, że żel ma delikatne składniki myjące, brak w nim niesławnych SLS i SLeS, oraz pochodnych. Alkoholem w składzie nie ma co się sugerować, bo do wiązania razem niektórych składników być po prostu musi.

Co do używania....
Raczej nie zdetronizuje COSRX, ale na pewno stanie z nim na jednej wysokości. 
Ja po prostu kocham ten żel! Jest przede wszystkim delikatny, sądzę więc, ze spokojnie nada się do cery suchej czy wrażliwej jak i trądzikowej/tłustej. Bardzo dobrze oczyszcza twarz i równoważy wydzielanie sebum. Ze względu na orzeźwiający, świeży zapach zdecydowanie polecam go na rano, bo po prostu mam wrażenie, że mnie budzi.  Jest bardzo wydajny, nie potrzeba go wiele, by umyć sobie nim twarz. 
Acha, no i wracając do tego nieszczęsnego alkoholu, który jest mocno demonizowany (zawsze widzę hasło na forach: Ma alkohol!!!Nie kupuj go!!): ja w ogóle nie czuję jego działania tutaj. Ani nic nie ściąga, ani nie wysusza, nie piecze, nie pachnie....Żebym składu nie widziała, to nawet nie wiedziałabym, że jest. 
Do tego nie należy do najdroższych. Najdrożej wychodzi na jolse (niecałe 13$), ale już rubyrubyshop ma go za niecałe 10$. A w sklepie innisfreeworld.com trwa obniżka 50%, przez co można go chwycić za 6 $ (warto się zorientować jednak jak to wychodzi z przesyłką).

9 komentarzy:

  1. Wygląda na to, że każda cera inaczej reaguje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale mówisz ogólnie o kosmetyku, czy o alkoholu w kosmetyku? Bo ja absolutnie nie neguję tego, że alkohol może wysuszać i to ostro. Bardziej chodziło mi o to, że w wielu kosmetykach, jak na przykład w tym jest wymieniony, ale ma funkcję rozpuszczalnika, co oznacza, że raczej dużo go nie jest. A towarzyszące mu składniki niwelują jego wysuszające działanie :)

      Usuń
    2. No właśnie często tak jest, dlatego nie lubię takiego ślepego patrzenia na składy - jest alkohol, jest źle! A w wielu naturalnych kosmetykach też jest alkohol. Dlatego ja nie zwracam tak duzej uwagi na składy, lecz na działanie - coś moze mieć teoretycznie fajny skład, a i tak nie grać z cerą. Miałam kiedyś w pełni naturalny krem BB, certyfikowany nawet, ale co z tego, skoro mojej cerze nie pasował i ja zapychał. A koreańskie kremy BB, które nie są w pełni naturalne, dużo lepiej z nią grają. Analizowanie składów stało się modne, szkoda tylko, że jest takie naiwne i zerojedynkowe. Poza tym naturalne kosmetyki często silnie uczulają osoby cierpiące na alergię - w końcu w naturze występuje najwięcej potencjalnych alergenów!

      Co do google+, właśnie zniknął mój komentarz, w którym pisałam m.in., że ma się tak stać i żebyś szybko zmieniła komentowanie na to bloggerowe, żeby chociaż nowe komentarze się uchowały :(

      Usuń
    3. To już chyba zostanie, zwłaszcza, że blog jest już na mojej domenie :) Analizowanie składów złe samo w sobie nie jest, warto mieć jednak z tyłu głowy jak działają poszczególne połączenia, albo na co jest się uczulonym. A nie mówię już o mitach narosłych często co do niektórych składników...:)Ale tak, zero-jedynkowy schemat tu się raczej nie sprawdza w wielu przypadkach.

      Usuń
  2. Te komentarze google plus nie były takie złe. Zawsze dostawałam powiadomienie że odpowiedziałaś i dzięki temu było mi łatwiej. Nie musiałam wchodzić co chwilę i sprawdzić czy już odpisałaś. Sama na chwilę się przełączyłam na tą platformę, ale usunęło mi wszystkie komentarze, więc zrezygnowałam. Ja w garnierze czułam alkohol. Niby mnie nie uczulił i dość fajnie mi nawilżył skórę, ale czułam i tak lekki dyskomfort (nie sprawdzałam jeszcze wtedy składu, dopiero przy pisaniu posta ogarnęłam). Nie wiem, ja jeszcze jestem w tym zbyt zielona ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Garnier to inna bajka, akurat w tym przypadku ja też czułam. Tutaj absolutnie tego nie ma. To Innisfree :D
      Blonde Kitsune mi przypomniała ostatnio (chyba ona, mam nadzieję, że nie pomieszałam, bo pamięć mam dobrą ale krótką :D), że wyłączają w kwietniu plusa. Wobec tego, albo teraz mniej boleśnie sama się przełączę, albo oni na chama to zrobią i wtedy można potracić nie tylko komentarze :/

      Usuń
    2. Nie podoba mi się wyłączenie plusa! Przez brak udostępniania w Google plus uciekło mi tyle wyświetleń :(

      Usuń
  3. Dzięki Bogu nie miałam google +, więc nie muszę się martwić uciekającymi komentarzami.

    OdpowiedzUsuń

Abstrahując od kosmetyki - bo nie samą pielęgnacją człowiek żyje.

   Blog sam w sobie jest kosmetyczny, ale już od jakiegoś czasu robię malutkie odstępstwa, ujawniając swoją kolejną pasję, która z dnia na...