piątek, 1 lutego 2019

Japońska zguba odnaleziona!! - grudniowy box #no_make_no_life

Po styczniowym pudełku (o którym pisałam już tutaj) straciłam nieco nadzieję, że dotrze do mnie zaginione pudełko, chociaż na forum ludzie z całego świata jeszcze w połowie stycznia pisali, że dopiero dostarczono im poprzedni egzemplarz. 
Dlatego mocno uradowała mnie wieść, że jednak jest, znalazło się na poczcie, mimo, że luty, ale mam i nie muszę dochodzić swoich praw finansowych. Do tego pewnie niedługo dotrze do mnie już pudełko z lutego....Liczę na to mocno.



 Ale do rzeczy.
Grudniowy box No make No life japońskiego pochodzenia, to egzemplarz jeszcze sprzed reorganizacji przedsięwzięcia. Znajdują się w nim same japońskie kosmetyki i gadżety, nie ma jeszcze nic koreańskiego. Ma też mniejszą ilość znajdujących się tam rzeczy, a samo pudełko ma jeszcze stary, czarny design.

W środku na błękitnej wyściółce znajdowało się pięć przedmiotów.
1. KOJI Dolly Wink Eyeliner.
Wodoodporny tusz do rzęs, koloru czarnego. Ja uwielbiam japońskie eyelinery, więc to był kosmetyk, którego było mi szczególnie brak, zwłaszcza, ze jakiś czas temu skończył mi się mój z Creer Beaute, a nowego nie zamawiałam, licząc na to, że dotrze ten. Jeżeli komuś się wydaje, że w życiu nie nauczy się malować kresek eyelinerem - polecam zacząć od japońskich pisaków. Zawsze.
2. SAKURA Lovely Rose Toner.
Toner w wersji pryskanej? Czemu nie. Firma korzysta w swoich kosmetykach z wód gorących źródeł Sakakibara, które zawierają sporo minerałów. Sam toner ponoć jest topowym  kosmetykiem pielęgnacyjnym w Japonii. Oprócz wspomnianej wyżej wody, na bazie której powstał, zawiera ekstrakt z rozmarynu i wodę różaną. Jest odpowiedni dla osób o wrażliwej skórze, można również używać go na nałożony już makijaż. 
3. LUCKY WINK Cat Paw Face Massager.
Dwie silikonowe, kocie łapki do masowania twarzy. To akurat gadżet, bez którego spokojnie mogłabym się obejść. Z drugiej strony ciągle obiecuję sobie, że wreszcie zacznę masować buzię, bo badania nie kłamią i masaże naprawdę potrafią ujędrnić skórę oraz trochę cofnąć efekty niekorzystnego działania czasu. Tyle, że leń jestem, może kocie łapki pomogą mi trochę w konsekwentnym masowaniu. 😼
4. BEAUTY WORLD Yuzu Honey Facemask.
Przyzwyczaiłam się już, że w każdym pudełku jest maska w płachcie, więc nie jest to dla mnie zaskoczeniem. Ta zawiera esencję w owoców yuzu, miodu oraz sake, dzięki czemu ma pomóc w nawilżeniu skóry.
5. Flower Petal Rain Blotting Paper. 
 Bloczek 50 bibułek matujących. Również coś, bez czego mogłabym się spokojnie obejść. Bibułki matujące są bardzo popularne w krajach azjatyckich, zarówno w Japonii, jak i w Korei Płd. Gdzieś czytałam, że bardzo wiele osób ma tam skórę tłustą, lub przetłuszczającą się, miałoby to więc sens, dlaczego są tam tak popularne. No i Azjatki, chyba jednak nie pakują takiej ilości podkładów i pudrów na twarz, na co dzień, więc miałoby to podwójny sens. U nas nie ma w zasadzie takiego boomu na papier matujący. Bibułki matujące występują u mnie w nadmiarze, bo i Jolse daje je jako gratisy w zamówieniu, i teraz jeszcze te. A ja aż tak często ich nie używam. Uważam to za najsłabszy i po prostu dość punkt w grudniowym pudełku.

Tak przedstawia się grudniowe pudełko. 
Może to i dobrze, że dotarło do mnie później, bo po nim zastanawiałabym się, czy warto dalej ciągnąć subskrypcję, jednak dzięki świetnej styczniowej zawartości, zdecydowanie przedłużam. 
Zwłaszcza, że po lutowym pudełku mam już dożywotnio 10% zniżki na każde kolejne...
Przypominam, że korzystając z kodu  http://fbuy.me/j_dUR, macie 5% zniżki na pierwszy zakup pudełkowy. 

Co sądzicie o grudniowym pudełku?


2 komentarze:

Abstrahując od kosmetyki - bo nie samą pielęgnacją człowiek żyje.

   Blog sam w sobie jest kosmetyczny, ale już od jakiegoś czasu robię malutkie odstępstwa, ujawniając swoją kolejną pasję, która z dnia na...