poniedziałek, 5 listopada 2018

Recenzja literatury urodowej - cz.5. CHIZU SAEKI " Sekrety urody japońskich kobiet"

To już kolejna z moich recenzji książkowych, poprzednie macie tu:
Charlotte Cho - Sekrety Urody Koreanek
Paula Begoun - Biblia urody
Bożena Społowicz- Skin Coach
Barbara Kwiatkowska - Skóra. Azjatycka pielęgnacja po polsku

Tym razem przenosimy się na rynek japoński, przed wami bowiem książka napisana przez "autorkę książek, doradczynię i uznaną konsultantkę kosmetyczną marek takich jak Guerlain czy Christian Dior w Japonii. Do tej pory napisała ponad 30 bestsellerów, w tym poradniki w których dzieli się rewolucyjnymi metodami pielęgnacji skóry. Obecnie zarządza własną szkołą wizażu i salonem kosmetycznym w Tokio". 
 Mowa o CHIZU SAEKI, a jej książka to "Sekrety urody japońskich kobiet" czy też jak kto woli "Japanese skincare revolution". 

 Na tą książkę napaliłam się straszliwie. Już pierwsze jej zajawki rozpaliły moją wyobraźnię, kiedy zobaczyłam ją w pdf-ie na jednej z grup poświęconych dbaniu o skórę twarzy. Książka była w języku angielskim, a że ja w nim szprecham o tyle o ile (na pewno nie tak, żeby płynnie czytać tę książkę), szukałam wydania polskiego. 
Znalazłam, przeczytałam i...
Straszliwie się zawiodłam.
Ale po kolei. 
Książka jest wydana w miękkiej okładce i ma format broszurowy. Jest dość cienka w porównaniu z recenzowanymi poprzedniczkami, ma tylko 132 strony, a cenowo różni się bardzo niewiele, bo kosztuje niecałe 35 złotych. To dużo w porównaniu z podobną ceną "Sekretów urody Koreanek", od której jest ponad połowę cieńsza. W podobnej cenie kupiłam też książki pani Społowicz i Kwiatkowskiej (ale udało mi się je chwycić po zniżce w księgarni internetowej). Nie zmienia to faktu, że obie są znacznie ładniej i lepiej wydane.
Miałam więc nadzieję, że obroni się chociaż środkiem. Trochę liczyłam na historię japońskiej pielęgnacji, przełożoną łopatologicznie dla kobiet Zachodu, trochę też liczyłam na polecenia japońskich kosmetyków, rutyny pielęgnacyjnej coś w tym stylu. 
Co dostałam? 
W całej książce nie ma ANI JEDNEGO kosmetyku japońskiego, co jest nieco dziwne, biorąc pod uwagę popularność takich firm jak SK II, Shiseido, Hada Labo czy Kao-Biore i w ogóle pielęgnacji japońskiej jako takiej. A przypominam, że książka jest o sekretach pielęgnacji JAPOŃSKICH kobiet, więc coś tam by chyba należało ująć. Samych poleceń kosmetycznych jest pięć na krzyż i to tylko przy paru zdaniach rutyny. Każdy z tych kosmetyków można dostać w Sephorze czy Douglasie, bo wymienione kosmetyki to: Bobbi Brown, Clinique, Nars, Estee Lauder i Origins. 
Za to praktycznie cała książka to....masaże twarzy. Tak, cała ta książka za prawie 35 złotych to czarno-białe zdjęcia i opisy technik masażu twarzy. 
Na tylnej okładce jest informacja "przed Tobą biblia metod pielęgnacji twarzy Japonek. W tej PRZEŁOMOWEJ książce uznana kosmetyczka dzieli się po raz pierwszy ze światem naturalnymi, niskobudżetowymi technikami pielęgnacji, które stworzyła w trakcie swojej długiej kariery w przemyśle kosmetycznym. Dzięki niej odkryjesz, co robią współczesne japońskie kobiety, aby zachować nieskazitelnie piękną i młodą skórę bez wydawania fortuny na kosmetyki i zabiegi pielęgnacyjne. Bawełniana chusteczka, woda, lotion i 3 minuty Twojego czasu, to wszystko, czego potrzebuje Twoja skóra". 
 Książka przełomowa nie jest, techniki masażu są znane od długiego czasu, pierwszy lepszy film na YT wystarczy. Nie wydaje mi się, by współczesne kobiety japońskie opierały się tylko na nich. 3 minuty to na pewno nie jest wystarczająco długi czas na umycie twarzy i zrobienie dokładnego masażu. 
Ale lećmy dalej z tylnym opisem:
"Dzięki tej książce poznasz:
* 6 unikalnych technik masażu tonizujących mięśnie twarzy i wygładzających zmarszczki (unikalne nie są, już je widziałam wcześniej. I żebym się skichała, nie powstrzymam starzenia się skóry, co jedynie mogę je spowolnić, i wątpię czy masażem uda się zlikwidować głęboko istniejące zmarszczki)
* domowe masaże limfatyczne poprawiające linię szyi i podbródka (no rzeczywiście są)
* profesjonalne instrukcje mycia i oczyszczania twarzy (połączone z masażem, ale nie jest to nic odkrywczego)
* trzyminutową maskę lotionową, która uczyni twoją skórę lśniącą i świeżą (żadna filozofia, pięć stron zdjęć, na których jest info jak zrobić maskę z chusteczki - u nas mogą to być płachty z HEBE, nasączonej lotionem. Nawet nie powiedziano jakim, ma być po prostu "dobry")
* naturalne terapie na zmarszczki, wiotczenie, przetłuszczenie, wypryski i zaskórniki (za cholerę nic nie znalazłam, oprócz zaleceń masażu przy każdej czynności typu zmywanie, oczyszczanie czy nakładanie kremu) 
* i wiele, wiele więcej (niestety "wiele więcej" to tam nie ma!)".

Podsumowując - książką zawiodłam się po całości. Może i pani Saeki jest uznanym kosmetologiem, ale w tym przypadku uznaję wyższość książek naszych rodowitych kosmetolożek. Jestem mocno na nie, jeśli chodzi o tą książkę, zwłaszcza, że tania nie jest i mam wrażenie, że cena jest za trend japońskiego i koreańskiego dbania o skórę., nie za rzeczywistą wartość merytoryczną. Biorąc pod uwagę jak jest wydana i co zawiera, nie powinna kosztować więcej niż 15 zł. Kupując ją, bardzo mocno przepłacicie, chyba, że chcecie wiedzieć jak robić masaże twarzy....Ale równie dobrze możecie zajrzeć na YT, lub obejrzeć ten filmik. 

Spotkaliście się już z książką Chizu Saeki?

Projekt: denko (październik 2018)

Pytanie zasadnicze: czemu ja nigdy na blogu nie przeprowadziłam żadnego denka?! Skoro na kanale YT mam, to mogłam przy okazji tu też wrzuci...