sobota, 24 listopada 2018

Ratunek dla suchych ust - moje pewniaki drogeryjne.

   Wy też macie taki problem ze spierzchniętymi ustami na przełomie jesieni i zimy? U mnie to po prostu zmora. W ciągu roku są suche, ale jeszcze da się wytrzymać (pewnie to jest efekt zbyt dużej ilości kawy i zdecydowanie zbyt małej ilości wody wlewanej do organizmu), ale jak zaczyna się sezon grzewczy....O Wszyscy Święci, ratujcie!
  To, co się zaczyna dziać, jest masakryczne, a jeszcze ostatnio chyba zaszkodziła mi trochę nowo zakupiona całonocna maska z The Saem....Ale tu musicie poczekać chwilę, bo jeszcze raz chcę ją sprawdzić, po wyleczeniu ust.W każdym razie ostatnio posusz przeszedł apogeum - miałam wrażenie, że naskórek mi się od ust po prostu oddzielił, a one już nie piekły - one paliły wręcz niemiłosiernie. Do tego wokół ust zrobiła się pomarańczowa obwódka, jak po zjedzeniu zbyt ostrego żarcia. Potrzebowałam na szybko czegoś, co mi je migiem ogarnie. 

Należę do tych osób, które w każdej torebce, kurtce, a nawet w każdym pokoju mają jakąś pomadkę ochronną. Dzisiaj przedstawiam Wam moich pewniaków, w większości pochodzących z Rossmanna. 
  Słowem wyjaśnienia - z miejsca odrzucam wszelkie pomadki mające w swoim składzie parafinę (mineral oil, parafinum liquidum, petrolatum). Tu już nie chodzi, o to, jak powstaje, bo parafina jest jednym z najlepiej przebadanych składników i jest tym, który ma zatrzymywać nawilżenie. Niestety u mnie nigdy się nie sprawdza w żadnym kosmetyku: ani w pomadkach ochronnych, ani kremach do rąk, stóp, ciała, czy ostatnio nawet w olejkach. Kosmetyki z parafiną dają mi tylko chwilowe uczucie nawilżenia, ale po dosłownie dwóch, trzech minutach posmarowane miejsce wydaje się bardziej suche niż było przed aplikacją kosmetyku. Wobec tego, jeśli macie ten sam problem, darujcie sobie wszelkie EOSy, Carmexy, Blistexy czy inne Nivee. 😸

1. BIELENDA Juicy Jelly Tropical Watermelon. To mój numer jeden! Jest cudowna, właściwie to bardziej gęsty olejek, albo olejko-pomadka, w formie wyciskanego błyszczyku. W składzie ma uwodnioną izoparafinę, więc nie odczuwam negatywnego działania. Ma też olejek migdałowy, masło shea, olejek z awokado, olej z orzechów babassu i wosk kandelila. Pachnie bardziej melonem niż arbuzem, ale jest to bardzo smakowity zapach i  barwi usta na różowo, a kolor jest bardzo trwały, prawie jak tint. Dostępna w Rosku za 9,99 zł
2. LAURA CONTI Botanical Lip Balm regenerujący. Ten balsam do ust ucieszy wegan, bo nie ma w ogóle nic pochodzenia zwierzęcego i jest o tym wyraźna informacja. Balsam w formie sztyftu, praktycznie bezzapachowy. W składzie praktycznie same olejki roślinne: migdałowy, z kapusty właściwej olejowej, rycynowy, słonecznikowy, jojoba, wosk kandelila, shea, z gardenii tahitańskiej, kokosowy, wosk karnauba, arganowy, kakao, wosk ryżowy. Bardzo dobrze chroni usta przed utratą wilgotności i je lekko nawilża i natłuszcza. Dostępna w Rossmannie, 9,90 zł.
3. NEUTROGENA Formuła Norweska z maliną nordycką. Balsam w formie sztyftu.  Służy mi już od dłuższego czasu i nie zawiodła mnie jeszcze. Co prawda składowo chyba wypada najsłabiej, bo ma tylko dwa składniki roślinne czyli wspomnianą już malinę i wosk kandelila, ale nie jest zła w działaniu. Rossmann, 9,99.
4. BIOLOVE Lip Butter Panna Cotta. Biolove ma dość nierówne pomadki, bo trafiłam kiedyś na
jagodową, która miała grudki i wyglądała jak zważony olej (o ile coś takiego istnieje :D). Tym razem mam gładziutką i aksamitną Panna Cottę, o zniewalającym zapachu truskawek ze śmietaną i świetnym, krótkim składem. Zawiera olej sojowy, masło shea, wosk pszczeli, olej rycynowy, olej kokosowy, sorbitol, wit. E i składnik zapachowy. To wszystko. Zamknięty w metalowym pojemniczku. kiedyś takie lubiłam, ostatnio jednak, drażni mnie aplikacja palcem. Ale świetnie chroni i nawilża. Dostępny w Kontigo, cena 9,99 zł.
5. FRESH & NATURAL Regenerujący balsam do ust. W metalowym pojemniczku, o bardzo wyraźnym zapachu olejku z drzewa herbacianego. Balsam bardzo dobrze nawilża i leczy dzięki działającemu antyseptycznie olejkowi. W składzie ma olejek migdałowy, rycynowy, arganowy, oliwkowy, z drzewa herbacianego, miętowy, masło shea, masło  z nasion kakaowca i ekstrakt z rumianku. ze względu na olejek miętowy i z melaleuki - polecam go bardziej na lato, bo ma dość wyraźny efekt chłodzący. Dostępny w sklepie firmowym online i drogeriach z naturalnymi kosmetykami, a ja go trafiłam w aptece. Cena - 9,99 zł.
6. BEE NATURAL Coco Nilla. Och, kurczę, jak ja ja lubię...To chyba jakaś nowość w Rossku, ale warta uwagi. Pomadka w sztyfcie, mająca zapach waniliowy z lekką nutą kokosa. Skład krótki, opierający się głównie na wosku pszczelim, ale zawiera w sobie też olej kokosowy, olej rycynowy, słonecznikowy, lanolinę, witaminę E, ekstrakt z liści aloesu i olejek rozmarynowy. No i oczywiście aromat waniliowy. Miękka, delikatna, woskowa, świetnie nawilżająca. Dostępna w Rossmanie za, oczywiście 9,99 zł.

No i ostatni kosmetyk, nie będący pomadką, ale bardzo się przydający do pielęgnacji ust - EVREE Peeling cukrowy do ust (poziomka). Zamknięty w małym, plastikowym słoiczku o zapachu poziomki i sporej zawartości kryształków cukru. Dobrze radzi sobie z suchymi skórkami ust, przy okazji lekko je nawilżając, dzięki zawartej w sobie lanolinie oraz olejkom: rycynowym, awokado, słonecznikowym, kokosowym i z gardenii tahitańskiej; woskowi karnauba, masłu mango i ekstraktowi z rozmarynu. Dostępny w Rossmanie, cena 14,99. 

Tak przedstawiają się moje pewniaki. A Wy jakie macie ulubione pomadki ochronne?

Projekt: denko (październik 2018)

Pytanie zasadnicze: czemu ja nigdy na blogu nie przeprowadziłam żadnego denka?! Skoro na kanale YT mam, to mogłam przy okazji tu też wrzuci...