piątek, 9 listopada 2018

Nowości kosmetyczne- listopad (plus pierwsze wrażenia)

 Co jakiś czas robię przegląd swojej pielęgnacji i zapisuję sobie listę kosmetyków czekających na zakup. Tym razem nie było wcale inaczej i to, co do mnie dotarło na początku listopada było starannie wybrane i przemyślane, żeby się ze sobą łączyło, a także, żeby pomogło na moje obecne potrzeby. Jesteście ciekawi, co do mnie dotarło?


Koreańskie kosmetyki kupuję najczęściej na jolse, ale ostatnio zostało ono zdecydowanie zdetronizowane przez Ruby Ruby Shop -  odłam sklepu roseroseshop.com (oba można znaleźć też na e-bay). Przekonały mnie przede wszystkim ceny - nierzadko są one niższe niż te na jolse, nawet te oznaczone promocją! Przy tej ilości kosmetyków, które zamówiłam (za wyjątkiem czterech, których nie ma w ofercie któryś ze sklepów) zaoszczędziłam ponad 13 $. To dużo. Oczywiście można się doczepić do kosztów wysyłki, ale mnie wyniosły one raptem 2,5 $ i miałam normalny tracking paczki, więc nadal uważam, ze rubyruby shop jest tańszy. No i to, w jak bardzo estetyczny i dokładny sposób był zapakowany każdy z kosmetyków...Niestety jolse przegrywa. Wygrywa za to próbkami, których rrs nie wysyła, ale szczerze rzecz biorąc i tak ich nie zużywam i zbieram tylko do pudełka. Kiedyś je komuś chyba podaruję :D

Czas jednak przedstawić, co do mnie dotarło. 
1. URBAN DOLLKISS - Urban City Floral Water Lip & Eye Remover. 
Co prawda mówiłam ostatnio, że wolę dwufazówki, ale ta butla jest duża (250 ml) i tania - niecałe 9$. Skład przyjemny, sporo ekstraktów roślinnych, nie widzę nic, co miałoby podrażniać. Bardzo delikatny zapach kwiatowy, praktycznie niewyczuwalny. 


2. MAMONDE - Micro cleansing oil (Flower Lotus). 
Nowy olejek myjący firmy, z której nic wcześniej jeszcze nie miałam. Przekonał mnie do niego brak oleju mineralnego w składzie, z którym moja skóra się przestała lubić, tym samym muszę wymienić mój obecny olejek.  Ciekawa konsystencja, bo jest taka pół olejowa, półżelowa. Ładny zapach lotosu i dobrze zmywa makijaż. Emulguje. 

3. COSRX - Two in One Poreless Power Liquid. 
Z Cosrx lubię się od dawna, pH Good Morning używam nałogowo, dobrze też wspominam BHA Blackhead Power Liquid. Tym razem coś, co powinno pomóc mi oczyścić i zmniejszyć widoczność moich, kapryśnych ostatnio, porów. Delikatny cytrusowy zapach, widocznie rozjaśnia i oczyszcza pory już przy pierwszym użyciu. 

4. INNISFREE - Soybean energy skin.
Seria sojowa jest dla mnie nowością, liczę na to, ze ten toner będzie tak samo dobry jak pozostałe z Innisfree, które miałam do tej pory. A ten jest dla skóry dojrzałej, ma nawilżać i walczyć z oznakami starzenia się skóry. Zobaczymy. Na początek jest to totalne zaskoczenie dla mnie. Przede wszystkim opakowanie nie jest przezroczyste jak w serii Green Tea, czy Orchid, a konsystencja tonera przypomina mleko roślinne. Jest rzadka, ale biała i ma bardzo ziołowy zapach. Pozytywnie. 

5. FARM STAY - Collagen Water Full Hydrogel Eyepatch.
Płatki pod oczy odkryłam dzięki boxowi z Bomibox, dostałam je wtedy z Petitfee. Od tego czasu uważam, że warto je włączyć do pielęgnacji, ale tym razem próbuję inną firmę. Pachną świeżo, morsko. W środku szpatułka i dodatkowa pokrywka. Dużo esencji w której pływa sześćdziesiąt płatków w formie łezki.

6. SECRET KEY - Starting Treatment Essence. Rose Edition.
(kupiona na jolse, rrs jej nie ma :/). Ta esencja chodzi za mną już od roku, kiedy ją zobaczyłam na kanale YT Gothamista. Jej skład jest tak cudownie krótki, ale jednocześnie ze świetnymi składnikami (fermented galactomyces filtrate, niacyniamid, glyceryna, dipropylene glycol, adenozyna, trzy roślinne ekstrakty i woda różana), że po prostu musiałam ją mieć. Co ciekawe - skład edycji specjalnej podoba mi się dużo bardziej od oryginalnej wersji esencji. Dobrze, że Secret Key zdecydowało się przedłużyć produkcję, bo był moment, że nie można było jej już dostać w żadnym ze sklepów. 

7. ISNTREE - C-Niacin Toning Ampoule.
 (też z jolse) O firmie i jej przyjaznych składach słyszałam wiele dobrego. C-Niacin to ampułki wybielające, zawiera w sobie wit. C z rokitnika. Mam nadzieję, że niacyniamid jest na tyle dobrze wkomponowany, że nie znosi dobroczynnych właściwości witaminy C. 😼

8. PETITFEE - Super Seed Lip Oil.
Od czasu leczenia antybiotykiem nie mogę poradzić sobie z suchością ust i nie pomagają żadne pomadki ochronne. Kiedyś Wibo miało świetne olejki do ust, potem je wycofali, czego żałuję do dziś. Ale trafiłam na olejek do ust z Petitfee. Jest gęsty, ma się wrażenie, jakby na usta był nakładany płynny miód, zresztą tak samo pachnie. A jednocześnie nie jest słodki i ma przyjemną jedwabistą konsystencję olejową. Dla mnie bomba. 

9. THE SAEM- Saemmul Fruit Lip Sleeping Pack
Kolejny kosmetyk, mający pomóc z suchością ust. Liczę, że nie będzie ustępował działaniem temu z Laneige, bo jest cena jest znacznie przyjaźniejsza dla portfela. Na początek bardzo ładny, owocowy zapach, w zasadzie taki trochę malinowy, trochę truskawka i konsystencja masełkowa. Przyjemna😼

10. ZYMOGEN - Ultra Facial Oil-Free Aqua Cream
To kolejne opakowanie tego kremu u mnie. Jeśli jesteście ciekawi, dlaczego do mnie wrócił. Zapraszam pod ten link 😺


Tak właśnie przedstawiają się moje nowości. Może coś Was zaciekawiło na tyle, że postanowiliście włączyć to do swojej listy?...Podzielcie się :).

Projekt: denko (październik 2018)

Pytanie zasadnicze: czemu ja nigdy na blogu nie przeprowadziłam żadnego denka?! Skoro na kanale YT mam, to mogłam przy okazji tu też wrzuci...