poniedziałek, 26 listopada 2018

#noMakeNoLife - japoński beauty box - edycja listopad '18

Oj naczekałam się na tego boxa solidnie. Normalnie przychodzą na początku miesiąca, tym razem opóźnienie trwało ponad trzy tygodnie. I niby dostałam na początku maila, że może być opóźniona w związku z tajfunami jakie przeszły przez Japonię pod koniec września/początek października (może coś Wam się obiło o uszy), ale mimo wszystko trzy tygodnie?...
No ale nic to, pudełeczko w  końcu jest już u mnie i mogę pokazać, czy tym razem uraczyła mnie ekipa #nmnl. 
Jeżeli chcecie zobaczyć, co było w edycji wrześniowej i październikowej, wystarczy kliknąć w linki przy miesiącach, tam też są już informacje o idei #nmnl, no i kod rabatowy na pierwsze pudełko. 


A teraz trochę o zawartości. 
Pudełko jak zwykle jest czarne z niebieskim logiem #nmnl i po raz kolejny powtórzę: podoba mi się jego prosty, wręcz minimalistyczny design. W środku jak zwykle odrobina niebieskiego wypełnienia, a w nim jest książeczka, mówiąca o całej zawartości, oraz reszta kosmetyczna. 
I na początek są dwa rozświetlacze z firmy C-TIVE. Firma została założona przez japońską celebrytkę, która jest jednocześnie aktorką, wokalistką, modelką i dodatkowo tańczy zawodowo - Chiaki Ito oraz słynną w Kraju Kwitnącej Wiśni wizażystkę aktorów - Igari Shinobu.
 Teraz trochę o samych rozświetlaczach. W boxie jest ich podwójny set. Pierwszy rozświetlacz jest w ciepłym tonie, nadaje skórze lekką perłową poświatę i teoretycznie miodowy kolor, ale ja powiedziałabym, że to bardziej wanilia. Jest delikatny i nie wali po oczach blaskiem, bardziej nadaje skórze naturalne rozświetlenie. Idealny do makijazu dziennego i takiego typu "no makeup". Jego nazwa to "Pretty" i w pełni oddaje ona istotę tego rozświetlacza. Drugi - "Lovely" ma chłodniejszy odcień, w opisie jest jako perła i wiśniowy róż. Ale nie jest to róż rzucający kolorem na kolana, bo sam rozświetlacz jest biały. Raczej jest to ledwo uchwytny ton widziany kątem oka. Ten rozświetlacz zdecydowanie bardziej odbija światło na skórze i świetnie będzie wyglądał na jasnej, chłodnej karnacji. 

FELICELA Highlighter Brush. Skoro mamy rozświetlacze, to warto je czymś rozprowadzić. Ekipa #nmnl o to zadbała, wrzucając do pudełka pędzel syntetyczny. Zdążyłam wypróbować i śmiem twierdzić, że nie miałam jeszcze tak cudownie miękkiego i delikatnego pędzla, który jednocześnie świetnie rozprowadza kolor. Wiem, że yesstyle ma te pędzle w ofercie i tak -  chcę je mieć u siebie. Bo ten, który dostałam, po prostu mnie urzekł.

SWEET MAISON Macaraoon bath bomb. Kula kąpielowa w kształcie francuskiego makaroniku o pięknym zapachu zielonej herbaty. Nie mogę się zdecydować, żeby jej użyć, bo jest tak ładnie zapakowana, że aż mi szkoda tego niszczyć...
WITCH'S POUCH Peach Hand Cream. Azjatyckie kremy do rąk bardzo często spotykam w takiej
małej formie. Niby fajnie, bo do torebki, ale w tym przypadku żałuję, że jest tak mały. Nie chodzi już o cenę, ale o to, jak dobrze nawilża i pachnie cudownie, brzoskwiniowo. Nie jest to sztuczny owocowy zapach, jest to aromat dojrzałej brzoskwini, którą chce się właśnie zjeść!

BE CREATION Hand Mask. Maska do rąk zawarta w rękawiczkach. Muszę przyznać, że to bardzo wygodne rozwiązania, maski w rękawiczkach, czy jak w przypadku stóp - w skarpetkach. Przy moich przesuszonych dłoniach jest to coś, czego na pewno użyję i mam nadzieję, że spełni pokładane nadzieje. 

Tak przedstawia się zawartość listopadowego pudełka. A Wam, jak się podoba?

Projekt: denko (październik 2018)

Pytanie zasadnicze: czemu ja nigdy na blogu nie przeprowadziłam żadnego denka?! Skoro na kanale YT mam, to mogłam przy okazji tu też wrzuci...