wtorek, 30 października 2018

Projekt: denko (październik 2018)

Pytanie zasadnicze: czemu ja nigdy na blogu nie przeprowadziłam żadnego denka?! Skoro na kanale YT mam, to mogłam przy okazji tu też wrzucić, w końcu nie wszyscy oglądają filmy na YT...
Jest to dla mnie trochę niepojęte na tyle zużytych kosmetyków... No dobra, czas to naprawić. 
Przy okazji kręcenia, porobiłam troszkę zdjęć, wobec tego tekst powstanie nieco szybciej. 😊
Obecne denko obejmuje zarówno kosmetyki pielęgnacyjne do włosów i skóry, jak i kolorówkę. Przy każdym kosmetyku będą ikonki teoretycznie kota, ale dla mnie wygląda jak lis, więc uznajmy, że lisa.
😻 - bardzo dobry produkt, polecam i z chęcią do niego wrócę.
😿 - nie polubiliśmy się. Nie polecam.
😼 - nie jest zły, ale mogłoby być lepiej.


Zacznijmy od włosów. 
 Pierwszy na odstrzał idzie szampon "Czarna bania" z BABUSZKI AGAFII. Jest to szampon - nalewka ziołowa do włosów o dość mocnym składzie (zawiera SLS). Jest tzw. rypaczem i stosowałam go raz na tydzień do solidnego umycia czupryny. Kupiłam go na bazie bardzo wysokich ocen na wizaz.pl...Oj, mocno się nie polubiliśmy. Szampon miał nawilżać włosy  - pozostawiał je mocno splątane i bez odżywki nie było siły ich rozczesać. Na pewno do niego nie wrócę. 😿
Następnym kosmetykiem jest Cedrowy balsam - nalewka ziołowy, również z B. AGAFII (chyba jakoś wtedy robiłam hurtem zakupy w sklepie Natura Siberica. Balsam w założeniu ma wzmocnić i
odżywić włosy. Jest typowym balsamem emolientowym, nie za gęsty nie za rzadki, o bardzo ładnym, odświeżającym zapachu ziół i drzew iglastych. Balsam jak dla mnie dość słabo nawilża, moje włosy wymagają czegoś mocniejszego. Myślę, że znacznie lepiej sprawdzi się u kogoś kto ma delikatne i cienkie włosy, przy moich grubszych było to zdecydowanie za mało. Ale zapach piękny. 😼
No i moja perełka - Odżywcza maska bananowa Hair Food od GARNIER FRUCTIS. Mówiłam już o niej w ulubieńcach, mówię przy każdej nadarzającej się okazji - od kiedy tylko zaczęłam jej używać, skradła moje serducho. Mam już w łazience kolejne opakowania. Z trzech masek tej serii (nie wiedzieć czemu Macadamia nie jest dostępna w Rossmanach, przynajmniej tych, które odwiedzam), ta najbardziej przypadła mi do gustu. Mimo zawartości kokosa, za którym moje włosy nie przepadają, mój nos też nie- tu absolutnie go toleruję. Maska ma według mnie obłędny zapach, działa konkursowo - pięknie nawilża, wygładza, ułatwia rozczesywanie. Ma dobry, bardzo naturalny skład. Jest dość ciężka, więc trzeba uważać, by nie przesadzić, do tego nie polecam jej cienkim i delikatnym włosom, bo może je mocno obciążać. Ale dla osób mających grubsze czupryny, borykających się z suchością włosów polecam jak najbardziej. 😻

Następna grupa to kosmetyki oczyszczające skórę.
Zacznę od demakijażu i Micelarnego płynu do demakijażu z ECOLABU. Bardzo, bardzo dobry  i w sumie tani płyn micelarny. Co prawda ja używam tylko do oczu i ust, ale radził sobie z tuszem, cieniami czy pomadkami. Ładny delikatny zapach i przyjemny dla oka skład sprawia, że jestem w stanie polecić go osobom, które mają wrażliwą skórę, zwłaszcza wokół oczu i szukają czegoś delikatnego, myślę, że się nie zawiodą. Według mnie radził sobie też z pielęgnacją i nawilżeniem delikatnej skóry powiek. Nie żałuję, że go kupiłam, niestety czasem zdarza mi się robić makijaż wodoodporny, z którym ten płyn sobie już nie radzi, więc u mnie chyba już nie wróci. 😼
DHC Medicated New Mild Touch Cleansing Oil. Japońska firma DHC jest znana ze swoich olejków myjących. Są to jedne z lepszych kosmetyków na tamtym rynku i bardzo popularne.
 W swoim czasie go recenzowałam, pod tym linkiem jest tekst. Jest świetny! Po prostu. W składzie nie ma olejów mineralnych (ostatnio moja skóra źle na nie reaguje, więc zwracam na to uwagę), są za to olejki z moringi olejodajnej, lawendy czy oliwki europejskiej. Jest ekstrakt z morwy białej i aloesu. Olejek świetnie emulguje, zmywa makijaż, nie pozostawia tłustej warstwy, pozostawia skórę lekko nawilżoną. Ma też lekki, lawendowy, kojący zapach. Plusem jest, że nie trzeba ciągle kupować nowych opakowań, można kupić refille, które są większe i wychodzą taniej. Bardzo go lubię i do niego wrócę.😻
 MEISHOKU DETCLEAR Bright & Peel Enzyme Powder Wash. Recenzja tu. Muszę przyznać, że bardzo długo mi służył, biorąc pod uwagę fakt, że kupiłam go prawie półtora roku temu. Puder myjący, zawierający w sobie enzymy owocowe, działający jak delikatny peeling. Pod wpływem wody zmienia się w piankę myjącą. Świetnie radzi sobie w roli peelingu enzymatycznego. Jedyne co mi w nim nie pasowało, to jego zapach. Po dodaniu wody z przyjemnego owocowego robił się mydlany, nie do końca mi pasował. Ale działanie i wydajność na piątkę. 😼
YOPE Mydło w płynie Werbena. Nie ma co się rozpisywać. Dobrze oczyszcza i nawilża, pięknie, orzeźwiająco pachnie, dobry skład, plus za refill. No i polska firma, czego chcieć więcej?...Oczywiście kolejne opakowanie już leżakuje w łazience. 😻

Przechodzimy do pielęgnacji skóry.
PYUNKANG YUL Essence Toner. Jego recenzję pisałam tu. Bardzo dobry, nawilżający toner, nieco gęstszy niż nasze standardowe. Praktycznie bez zapachu, z krótkich, ale przyjemnym składem. Nawilżał, koił, rozjaśnił lekko skórę. Jestem w nim zakochana i podtrzymuję to, co napisałam w
recenzji.  Wrócę do niego z dziką radością. 😻
NATURA ESTONICA Sophora Japonica Hydrating Boost Eye Gel. Krem w  formie żelu, raczej na dzień, nawilżający. Efektów nie zauważyłam raczej żadnych i nie widzę powodu, by wydawać na niego pieniądze. 😿
NATURA SIBERICA Beluga Caviar Icy Firming Eye Cream. Recenzja tego, jak i powyższego kremu jest tu. Na ten krem napaliłam się jak szczerbaty na suchary, bo po zużytej próbce wydawał mi się godny zainteresowania. Pełnowymiarowy już tak oczekiwań nie spełnił. Za jego cenę (w granicach 60 zł) spodziewałabym się już jakichś w miarę widocznych efektów, niestety trochę się zawiodłam. 😼
PETITFEE Gold & Snail Hydrogel eye Patch. (Recenzja). Aż żałuję, że mi się skończyły. To świetny dodatek do pielęgnacji skóry pod oczami, zwłaszcza rano, kiedy musimy zlikwidować obrzęki. Płatki własnie to robiły, do tego lekko napinały skórę i optycznie rozjaśniały zmarszczki, sprawiając, że były one mniej widoczne. Bardzo dobry produkt. 😻
Maski w płachcie. W zasadzie każda z nich ma nawilżać i odżywiać, więc popełnię lekko zbiorczy akapit. LOMILOMI Maska na każdy dzień - Miłorząb japoński (wtorek). O Boże, nie! Maska była okropna. Esencja gęsta, klejąca się, w ogóle nie chciała się wchłaniać, do tego jakoś pojawiły mi się po niej wypryski. Mowy nie ma. 😿 SKIN'S BONI Yoghurt Mask Sheet. Mocno nawilżająca, ładnie się wchłania, w środku ma perforowaną folię, pomagającą, ładnie rozłożyć płachtę 😻. SECRISS Red Ginseng Mask Sheet. Całkiem ciekawa i działająca, Nigdy nie była na moim celowniku i teraz trochę żałuję, bo warto ją mieć. 😻 HOLIKA HOLIKA Magkeolli Brightening  Mask. Zapewne wiecie, że z firmą mam nie po drodze i jakoś od dawna już nie kupuję nic od nich. Poza tą maską. Może nie działa jakoś spektakularnie (chociaż jakieś rozjaśnienie widzę), ale ten zapach!....O Jezusie Nazareński i wszyscy Święci! Chanel Chance i Mademoiselle w jednym. Piękny, kwiatowy, lekki. Jeżeli lubicie robić sobie łazienkowe rytuały SPA, ta maska jest obowiązkowa. 😻 WELCOS KWAILNARA Pore i Aqua Jeju Natural Mask. Moje ulubione, których uzywam juz od dłuższego czasu. Aqua nawilża, Pore oczyszcza i nigdy nie miałam po nich żadnych niespodzianek. 😻
BENTON Snail Bee High Content Essence (recenzja). To już drugie moje opakowanie tego kosmetyku. Ale tak jak przy pierwszym brakowało mi tej esencji po wykończeniu - tak przy drugim chciałam, by stało się to jak najszybciej. Moja skóra chyba wymaga już czegoś więcej i nawilżenie oferowane przez tą esencję już mi nie wystarcza. Jednak jeżeli szukacie jakiegoś lekkiego nawilżacza na dzień, to jest dobry wybór. 😼
NACOMI Olejek migdałowy. Kosmetyk kupiony z myślą o włosach, trafił w końcu na twarz. Moje włosy go nie lubiły, skóra twarzy wręcz przeciwnie. świetnie nadawał się przy wieczornym masażu, skóra po nim była miękka, ukojona, ładnie nawilżona. Nie wyskakiwały mi żadne niespodzianki. Jeżeli po raz kolejny postanowię włączyć olejek do rytuału pielęgnacyjnego, myślę, że ten będzie jednym z pierwszych. 😻

Czas na ostatnią grupę jaką jest kolorówka
Tu akurat nie ma zbyt dużo, bo wykończyć kosmetyki kolorowe to wyczyn. 
Zacznę od czegoś z pogranicza kolorówki i pielęgnacji. 
andLAB Xylitol Mild Sun Cushion. (recenzja). bardzo dobry kosmetyk uzupełniający moją ochronę przeciwsłoneczną. Wysoka ochrona SPF, wygodna aplikacja, ładny dla oka design. Po aplikacji uczucie chłodzenia na twarzy, do tego ładnie wyrównuje koloryt, mimo, że w zasadzie nie ma barwnika w sobie. Plusem oczywiście są refille. Bardzo wygodny kosmetyk na każdą porę roku. 😻
BBI@ Last Pen Eyeliner w kolorze bordowym i brązowym. Jak zawsze ogromną zaletą azjatyckich eyelinerów jest ich precyzja. Uwielbiam to, że są w wygodnej formie pisaków z końcówkami pędzelkowymi, z włosiem. U nas niestety najczęściej to filc, który już tak nie współpracuje przynajmniej ze mną. Te eyelinery są trwałe, mają ładne kolory i nie odbijają się na powiece górnej, poza tym są tanie. 😻
GOSH Boombastic Volume Mascara XXL. Tusz kupiłam w promocji, czasem w HEBE tak jest, że przy większych zakupach są jakieś tańsze kosmetyki przy kasie. Z samą firmą niewiele miałam do czynienia, mam od nich paletkę konturującą, która świetnie mi się sprawdza, więc myślałam, ze tu też będzie dobrze. No niestety. Tusz ma dość grubą, skręconą i silikonową szczoteczkę, co niewprawnym rękom może utrudnić malowanie. Sam kosmetyk pogrubiał, owszem, ale też sklejał rzęsy, a po miesiącu używania zaczął się mocno kruszyć, czym byłam zaskoczona, bo nigdy jeszcze nie trafiła mi się maskara, która by się kruszyła i opadała na policzki po paru godzinach. Myślałam, że takie maskary zostały w latach dziewięćdziesiątych, a tu niespodzianka. 😿
PAESE Liquid Powder Double Skin Matt (kolor jasny beż). Widzicie ten kolor butelki, nie? Po paru minutach zmieniał się na skórze na odcień Healthy mix nr 53. Albo ja trafiłam na jakiś felerny podkład, albo nie wiem o co chodzi, ale w życiu nie miałam tak bardzo oksydującego podkładu. Już przy rozsmarowywaniu ciemniał, tak jakby się dodatkowo rozcierały kapsułki z brązowym kolorem, ale potem był tragiczny. Żeby zobrazować - przy nakładaniu był za jasny w stosunku do mojej szyi, a po paru minutach za ciemny. Bajka. Mam cerę mieszaną, więc czasem kupuję nawilżające podkłady a czasem mieszane. Tu konsultantka sklepu doradziła mi matowy i niestety nie był to najlepszy wybór, co jeszcze bardziej mnie zabolało, bo do tanich ten podkład nie należy. Miałam wrażenie, jakbym miała papierową maskę na twarzy, podkład nosił mi się źle i się nie polubiliśmy mocno. Do tego ta aplikacja puchatym aplikatorem... Wolę pompki. 😿

Tak właśnie przedstawia się moje denko. Ciekawi Was taka tematyka? Pozostać przy niej?
Powiedzcie też, czy mieliście któryś z tych kosmetyków, jestem ciekawa waszych opinii. 




Projekt: denko (październik 2018)

Pytanie zasadnicze: czemu ja nigdy na blogu nie przeprowadziłam żadnego denka?! Skoro na kanale YT mam, to mogłam przy okazji tu też wrzuci...