środa, 15 sierpnia 2018

Sake w wersji esencjonalnej.

Jakoś mnie na recenzje wzięło ostatnio i ten post nie będzie inny. Tym razem jednak przenoszę Was do Japonii, kraju pięknych kobiet, mojego ukochanego języka (mogę go słuchać godzinami) i sake!
 Ale nie, nieeee, nie będziemy pić (hmmm, chociaż kusi...), tym razem pokażę Wam jak dobrze sake sobie radzi w pielęgnacji skóry. 
 Przedmiotem dzisiejszej recenzji jest Skin Care Essence od firmy KIKU MASAMUNE




Nazwa kosmetyku jest wybitnie łopatologiczna, więc już wiem czego się spodziewać. Ale dla pewności opis producencki:
"Skin Care Essence to bardzo bogate, intensywnie pielęgnujące serum o właściwościach wysoko nawilżających do twarzy i ciała z sake  i kwasem kojowym. Formuła produktu oparta na sake zawiera aminokwasy (12 rodzajów), arbutynę, ekstrakt z łożyska (placenta), dwa rodzaje witaminy C, trzy rodzaje ceramidów, skawalan, kwas lukrecjowy 2K. Serum intensywnie nawilża i odżywia, koi podrażnienia, zaczerwienienia oraz działa regenerująco, a także chroni przed wysuszeniem. Wzmacnia, wygładza, zmiękcza, rozjaśnia skórę, zapewnia jędrność, odmładza i spowalnia proces starzenia się skóry. Składniki aktywne tworzą barierę ochronną, chronią przed wolnymi rodnikami i utratą wilgoci oraz rozjaśniają skórę. Kwas kojowy powstały jako produkt uboczny fermentacji ryżu usuwa piegi oraz przebarwienia. Serum sprawia, że skóra jest intensywnie nawilżona, odżywiona i pełna zdrowego blasku. Produkt jest lekko kwaśny, ma delikatny zapach słodkiego sake. Nie zawiera sztucznych barwników oraz oleju mineralnego."
  
  Serum/esencja zamknięte jest w bardzo wygodnej butelce z pompką o pojemności 150 ml. Dużo. Bardzo dużo. Usiłuję to zużyć od grudnia, pozostała mi jeszcze 1/3 butelki. Ma postać białawego żelu, dość rzadkiego. Zapach rzeczywiście dość mocno przypomina sake. 

 Skład: Water, glycerin, butylene glycol, glycosyl trehalose, hydrogenated starch hydrolysate, rice ferment filtrate (sake), glutamic acid, arginine, glycine, aspartic acid, serine, valine, proline, isoleucine, threonine, histidine, alanine, phenylalanine, ceramide EOP, ceramide NP, ceramide AP, ascorbyl glucoside, magnesium ascorbyl phosphate, placental protein, arbutin, dipotassium glycyrrhizate, betaine, squalane, triethylhexanoin, isostearic acid, phytosteryl/octyldodecyl laurel glutamate, cholesterol, phytosphingosine, sodium lactate, PCA, sodium PCA, sodium laurel lactylate, polysorbate 20, polysorbate 60, PEG-6o hydrogenated castor oil, carbomer, xanthan gum, acrylates/C10-30 alkyl acrylate crosspolymer, sodium hydroxyethyl acrylate/acryloyldimethyl taurate copolymer, disodium EDTA, potassium hydroxide, ethylhexylglycerin, glyceryl caprylate, phenoxyethanol, fragrance.
Skład nie jest zły, do tego zawiera ferment filtracyjny, czyli coś, na co zwracam uwagę. 
Jak się sprawdza? 
Na początku świetnie. Ładnie nawilżała, napinała skórę, nawet rzeczywiście pozbyłam się przebarwień. Ale po dłuższym okresie stosowania moja skóra chyba już się do niej przyzwyczaiła i juz nie ma takiego działania "wow".
Ale mimo wszystko uważam, że to jedna z lepszych esencji, czy też serów, które miałam u siebie. Spokojnie mogę polecić ją osobom mającym problem z nawilżeniem skóry, przebarwieniami i  zmarszczkami.
Do zakupu zapraszam albo na Japan store, albo yesstyle

PS: Butelka jest słodka, czyż nie? ;)

Projekt: denko (październik 2018)

Pytanie zasadnicze: czemu ja nigdy na blogu nie przeprowadziłam żadnego denka?! Skoro na kanale YT mam, to mogłam przy okazji tu też wrzuci...