niedziela, 5 sierpnia 2018

Hennuję włosy henną egipską!

   Jak już pewnie zauważyliście jestem ruda. I to w pełni tego słowa znaczeniu z całym tym dobytkiem, który mają rudowłose osoby, czyli włosy z reguły są grubsze, gęstsze, ale oprócz tego, jak się opalam - to na czerwono. Jak jestem bez makijażu - to widać jasne brwi i rzęsy oraz piegi, podwajające swoją ilość po opalaniu. Jak wyjdę na słońce na trochę dłużej - udar murowany. Do tego piekielnie wrażliwa skóra na dotyk - ponoć rudzielce mają najbardziej wrażliwą skórę. Coś w tym jest. 
  Dlatego nigdy nie musiałam farbować włosów na ten kolor, ale często byłam pytana o to, jaką farbę stosuję. Nie stosowałam.
 Parę lat temu wpadła mi do ręki henna firmy ELD. Kolor na obrazku wcale nie odbiegał od mojego, za to była informacja, że henna odżywia włosy, co mnie zaciekawiło. Potwierdzało też moje informacje o Hinduskach, używających naturalnej henny do wzmocnienia swoich włosów, a, że akurat borykałam się ze wzmożonym wypadaniem, postanowiłam spróbować. Efekt przeszedł moje oczekiwania. Kolor się nie zmienił, ale pogłębił - wiecie, jak w zdjęciach działa opcja "nasycenie koloru?" To było właśnie coś w tym stylu. Włosy stały się sypkie, lśniące, a zapach suszonej trawy/siana/liści utrzymujący się parę dni był dla mnie przepiękny. Przepadłam z kretesem.

   Teraz henny używam regularnie, bo po pierwsze lubię efekt, po drugie - lubię zapach, po trzecie - dziewczyny z grupy "Włosing" udowodniły, że hennowanie pogrubia włosy i chyba coś w tym jest.

Z braku henny, której zwykłam używać, trafiło na produkt znaleziony w małym skłepiku orientalnym w podziemiach Ronda Dmowskiego. 

Henna Herb jest czystą henną egipską, zawierającą w sobie 100% zmielonych liści rośliny. Wytwarzana jest przez firmę Five Fives, należącą z kolei do egipskiego koncernu AAK Cosmetics, specjalizującego się w produkcji kosmetyków pielęgnacyjnych dla dzieci, ale też osób dorosłych.
  Według informacji producenta na stronie jest to "najlepsza henna w historii".
Przerobiłam już trochę henny, więc ta w zasadzie początkowo niczym mnie nie zaskoczyła. Zarówno drobno zmielony proszek żółtawozielonego koloru i zapach przywodzący mi jak zawsze na myśl suszące się siano, nie były dla mnie niczym nowym. Test na papierze nie wykazał obecności dodatkowych sztucznych barwników, co bardzo mnie ucieszyło. 
Włosy przed hennowaniem
Wobec tego, tak jak zawsze to robię z naturalną henną, tak i tą rozrobiłam z bardzo ciepłą wodą. 
Pierwsze, co mnie zadziwiło, to lekko glutkowata konsystencja. Zawsze henna rozrabia mi się na ziarnistą pastę, a tu taka niespodzianka....Ale może to wina drobnego zmielenia. No nic, kombinujemy dalej. Poczekałam, aż się schłodzi, dodałam Kallosa do zwiększenia objętości i lepszego trzymania się na włosach, a potem jak zawsze zawinęłam w folię i trzymałam ja przeszło dwie godziny na głowie.
  Przy zmywaniu kolejna niespodzianka - wymywało się nie ziarno, a takie jakby paski, wyglądające jak obdrapania starej farby olejnej.
Włosy po hennowaniu, jeszcze
 trochę wilgotne
Mimo to pogłębienie koloru zostało nadane, co najbardziej widać oczywiście na włosach tuż przy głowie. Włosy odżyły, przestały się plątać, wyglądają naprawdę ładnie.

Ale czy kupię ponownie tą hennę? Powiem szczerze - nie jestem przekonana.
Do najtańszych nie należy - za opakowanie 200 g zapłaciłam ponad 50 złotych. Co prawda takie opakowanie wystarcza mi na jakieś cztery razy, ale henna Mehandi z firmy Hesh, która do tej pory jest moim numerem jeden kosztuje 10 zeta za 100 g, różnica w cenie jest. A w działaniu - chyba nie widzę żadnej. 

Hennujecie włosy?

Projekt: denko (październik 2018)

Pytanie zasadnicze: czemu ja nigdy na blogu nie przeprowadziłam żadnego denka?! Skoro na kanale YT mam, to mogłam przy okazji tu też wrzuci...