środa, 1 sierpnia 2018

Drugie urodziny bloga + konkurs

Wiecie co, zastanawiam się co teraz napisać. Naprawdę. Robię już chyba trzecie, czy czwarte podejście....
Bo jak można w wielkim skrócie podsumować dwa lata przeżyte w blogosferze? 😊
 Może napiszę, od czego się zaczęło.

      Zaczęło się od kanałów urodowych Maxineczki, katOsu i Karoliny ze Stylizacje.tv. Podziwiałam dziewczyny za to, jak potrafią zrobić makijaż z niczego, jaki mają dostęp do kosmetyków, jak nagrywają. Sama zapragnęłam mieć taki kanał. I początkowo miał to być kanał makijażowy. Tyle, że nigdy nie miałam cierpliwości do makijażu, poza tym zawsze wiedziałam, że sam makijaż nie pomoże, jeśli ma się skiepszczoną skórę. 


Potem, czystym przypadkiem bodajże na onecie trafiłam na artykuł o pielęgnacji koreańskiej. Nie był to artykuł najwyższych lotów, do tego połowa była żywcem ściągnięta z książki Charlotte Cho
"Sekrety urody Koreanek". Ale już wtedy widziałam światełko w tunelu, zwłaszcza, że zasady tej pielęgnacji pokrywały się z moim myśleniem i były mi bardzo bliskie. Przeszłam etap kosmetyków naturalnych, więc już wiedziałam, co to silne i łagodne detergenty, co się nadaje, a co nie do końca dla skóry. Miałam już pojęcie o czytaniu składów i starałam się stosować to w praktyce. Drażniło mnie to, że w kosmetykach drogeryjnych są prawie same wypełniacze, bez żadnej wartości pielęgnacyjnej i kosztują miliony cebulionów, za to kosmetyki naturalne, z którymi do tej pory się lubię, często są pozbawione zapachu, za którym ja przepadam, u mnie wszystkie kosmetyki musza pachnieć. 
   No to zaczęłam stosować książkowy przepis, zaczęłam też sprowadzać pierwsze kosmetyki koreańskie z ebaya. Z zaskoczeniem stwierdziłam, że ceną wcale nie górują nad naszymi, a opakowania są jakby znacznie ładniejsze. Potem odkryłam też firmy, które nie są drogie a mają naprawdę całkiem przyjemne składy (moje ukochane Innisfree, Purito, Zymogen, CosRX). I trafiłam na zagraniczny YT, gdzie azjatycka pielęgnacja hulała w najlepsze. 
     To był ten moment, gdzie wiedziałam już, o czym będzie mój kanał YT i blog. Wymyślenie to jedno, ale nazwa...Rany boskie, nie myślałam, że to będzie najtrudniejsza część tej operacji. 😁 Rezultat teraz widzicie, ale przeszłam przez chyba trzy, czy cztery różne nazwy i w każdej coś mi nie pasowało.
Wymyśliłam, zaczęłam pisać i nagrywać....I po roku miałam ochotę to wszystko wykasować. Nastąpiły zmiany w moim prywatno-zawodowym życiu, sam blog i YT nie zyskiwały w takim tempie subskrybentów, w jakim bym chciała, do tego było mało odsłon... Po czym przestałam się spinać. Nadal kupuje kosmetyki azjatyckie, więc stwierdziłam, że trochę szkoda byłoby wszystko skasować. Do tego uzmysłowiłam sobie, że lubię o nich pisać. Lubię też pisać o pielęgnacji, pokazywać drogę, wyjaśniać narosłe do tej pory mity (ach to przesuszanie skóry tłustej tonikiem alkoholowym :D)

Co dalej?
   Blog nadal będzie istniał, tak jak i kanał YT i IG, bo po prostu mnie to relaksuje. Uwielbiam pisać i nagrywać dla Was i dla siebie, lubię odkrywać nowości, recenzować to, czego używam. Poza tym, dzięki paru wpisom uporządkowałam sobie nieco wiedzę, poszukując do nich informacji, więc jednocześnie czegoś się uczę. Oprócz kosmetyków pielęgnacyjnych niedługo pojawią się też recenzje kosmetyków do włosów, bo od dłuższego czasu zajmuję się też  bardziej świadomą pielęgnacją moich kłaczątek.

    Niedawno przeniosłam blog wreszcie na własną domenę (przez co niestety potraciłam wszystkie komentarze, ale liczyłam się z tym. Chociaż bardzo mi ich szkoda), więc adres jest znacznie łatwiejszy do zapamiętania. Nawet pobawiłam się ze zmianą favikonki - wychodzę z założenia, że
skoro blog jest mój, to ikonka też i żaden Blogger nie będzie mi się tu wcinał i reklamował 😁
Nie będę robić żadnych statystyk, bo to nie jest blog ekonomiczny czy matematyczny. Wszystko rośnie w swoim tempie, przybywa odsłon jak i subskrybentów- zarówno na blogu jak i YT. 

   Dziękuję Wam za tę dozę zaufania, jaką mnie obdarzacie w kwestii pielęgnacyjnej. Cieszę się z każdego komentarza (teraz to trochę smuteczek,, jak je straciłam) i każdej aktywności na moich kanałach społecznościowych.
  Przypominam, że z prawej strony u góry macie do nich przyciski - zawsze łatwiej jest nawigować.

   W związku z tym, że wytrzymaliście ze mną tu już dwa lata mam dla Was malutki konkursik :)
Aby brać w nim udział, należy być subskrybentem moich dwóch z trzech kanałów społecznościowych (FB oraz blog lub YT) i napisać odpowiedź  pod tym postem lub na FB oraz wybrać numer zestawu. 
Pełen regulamin znajdziecie na FB.

Zadanie konkursowe:
W jaki sposób zainteresowałaś/ zainteresowałeś się azjatycką pielęgnacją -  opisz swoje doświadczenia.

      Nagrody są aż trzy i są to zestawy pielęgnacyjne w formie Travel Setów mojej ukochanej firmy Innisfree (niestety przesyłka się spóźnia, więc chwilowo będą zdjęcia internetowe, wybaczcie :)) plus dwa małe dodatki oczyszczające też z Innisfree - ale, o tym po ogłoszeniu wyników, bo obecnie to niespodzianka :) Każdy zestaw zawiera toner, lotion, esencję i krem. 
Zestawy: 
1. Green Tea Balancing - najpopularniejsza seria marki, przeznaczona do skóry mieszanej i tłustej, zawierająca ekstrakt z zielonej herbaty.
2. Jeju Lava Seawater - seria mocno nawilżająca na bazie mody morskiej pochodzenia wulkanicznego przy wyspie Jeju.  Przeznaczona do wszystkich typów skóry
3. Jeju orchid - seria ujędrniająca i przeciwzmarszczkowa zawierająca ekstrakt z orchidei rosnących na wyspie Jeju. Przeznaczona głównie do cery dojrzałej. 

Konkurs trwa od 1.08 do 20.08 - ogłoszę wyniki w osobnym poście 😉
Mam nadzieję, że nagrody przypadną Wam do gustu. 



Projekt: denko (październik 2018)

Pytanie zasadnicze: czemu ja nigdy na blogu nie przeprowadziłam żadnego denka?! Skoro na kanale YT mam, to mogłam przy okazji tu też wrzuci...