środa, 7 lutego 2018

[andLAB] Xylitol mild sun cushion - recenzja

 Wyjątkowo ten post zostaje dodany razem z filmem, ale nie chciałam recenzji ubiec moimi pierwszymi odczuciami, z drugiej strony minęło już na tyle dużo  czasu, od kiedy zaczęłam używać kosmetyku, że spokojnie mogę pokusić się o recenzję. 
Ale zacznę może od początku :)
  Co jakiś czas od jolse -  mojego ulubionego sklepu z koreańskimi kosmetykami dostaję do testów jeden z wybranych takich kosmetyków. Tym razem trafiło na firmę andLAB i ich Xylitol mild sun cushion. 

  O firmie nie miałam bladego pojęcia, w ogóle nigdy też nie zwracałam na nią uwagi podczas zakupów, wobec tego warto by było się czegoś o niej dowiedzieć przed testami, nie?... Tym samym trafiłam na stronę andLab.
Co przykuwa uwagę, to laboratoryjne obrazki, sugerujące, ze firma zajmuje się dermokosmetykami. Jako plusy wymieniane są certyfikaty otrzymane przez Koreański Instytut Dermatologiczny, które potwierdzają delikatność produktów; "super oriental source" - którym to źródłem jest zbiór dwudziestu orientalnych roślin, z których stworzono kompleks ekstraktów, mający dbać o skórę; "biomimetic water" - woda "najbliższa ludzkiemu organizmowi", zawierająca peptydy, proteiny, minerały czy kwasy aminowe. W swojej ofercie nie mają może jeszcze dużo kosmetyków, ale to, co jest - wygląda dość obiecująco.

  Xylitol Mild Sun Cushion nalezy do linii kosmetyków  z Xylitolem - naturalnym cukrem roślinnym, występującym w soku z brzozy i uznanym za jeden z najzdrowszych cukrów. Oprócz tego w linii jest jeszcze nawilżająca pomadka, cushion kolorowy, żel z filrem UV i mydełko w kostce. 

    Kosmetyk jest przepięknie opakowany, ma bardzo fajny, przemyślany design. Pudełko srebrne z białozielonym, tłoczonym napisem z nazwą kosmetyku, oraz składem -  wygląda całkiem sympatycznie.
 Ale lepsze jest w środku (jesli chcecie zobaczyć jak to wygląda dokładniej, zapraszam na youtube:)) . To jeden z tych "innych" nieco cushionów. nie jest okrągły, raczej kwadratowy z zaokrąglonymi rogami, co nadaje mu nieco objętości, ale przez to wygląda solidniej. Na wieczku jest dość spory, znów zielony napis, a w środku mamy gąbeczkę, która od góry jest koloru młodych listków brzozy, a pod spodem króluje głęboki antracyt. Lusterko jest bardzo duże i wygodne, żadna dodatkowa obwódka plastiku nie zabiera jego przestrzeni. Krem z filtrem jest jak zwykle w dużej białej gąbce.
Całość wygląda bardzo estetycznie i przywodzi mi na myśl drzewo brzozowe, być może przez tą kolorystykę właśnie.
 Skład jest dość długi, zawiera w sobie sporo filtrów, ale ma też cały roślinny kompleks, wspomnianą przeze mnie wcześniej wodę biomimetyczną, xylitol - który ma chłodzić i uspokajać skórą oraz coś, co się nazywa 5@avocadate i jest wyciągiem z awokado, co ma utrzymywać balans miedzy wydzielaniem sebum, a przetłuszczaniem się skóry, oraz nawilżać. Skład pełny znajdziecie na cosdna.
 Krem - cushion ma bardzo wysoki filtr, bo aż SPF50, a PA+++.
Oprócz swojej głównej funkcji ma też chłodzić i uspokajać skórę, nawilżać, działać przeciwzmarszczkowo oraz rozjaśniająco/tonująco skórę. 
Acha i najważniejsze: przeznaczony jest do każdego typu cery - łącznie z wrażliwą, ponieważ według badań i certyfikatu mogą go również używać dzieci. Ale przez zawartość xylitolu jest dedykowany skórze mieszanej, przetłuszczającej się i ze skłonnością do trądziku i zapychania.

   Moje pierwsze wrażenia możecie zobaczyć w filmie, w którym widać też, że nieco zmienia ton mojej skóry z żółtego w bardziej różowy. Na początku widać, że bieli, ale po krótkim czasie zaczyna się wchłaniać i ta biel już nie rzuca się tak w oczy, za co ładnie tonuje wszelkie przebarwienia. Ale film kompletnie nie oddaje tego uczucia, kiedy filtr jest już na skórze.
Jest absolutnie cudowne!!! Pomijając bardzo delikatny zapach brzozowego cukru, który w zasadzie po chwili przestaje być wyczuwalny, samo to jak kosmetyk się absorbuje, do tej pory jest dla mnie nieporównywalne z niczym! Xylitol lekko chłodzi skórę, ale nie jest to tak ostro wyczuwalne jak w mentolu, to uczucie jakbyście były w gorącym pomieszczeniu, a twarz owiewał Wam delikatny, chłodny wietrzyk znad rzeki. Jest niesamowite. Do tego szybko się wchłania, nie jest kleisty ani lepki, pozostawia bardzo przyjemną skórę.
Pod podkładem zachowuje się bez zarzutu, zaryzykuję stwierdzenie, że może być dobrą bazą, bo mam wrażenie, że wydłużył mi trwałość makijażu. Zwykle moja skóra najszybciej zaczyna się świecić pod grzywką i na nosie, czyli typowa strefa "T", a razem z tym cushionem trwa to znacznie dłużej.
Plusem jest też, że można kupić refill, nie trzeba co jakiś czas wywalać kasy na nowe opakowanie.

Posumowując....
KOCHAM TEN KOSMETYK!!!💖
Po tym, jak dostałam kiedyś cushion z filtrem UV z serii Gudetama, byłam mocno na nie z czymś takim, bo tamten nie dość, że mocno bielił, kiepsko się wchłaniał, to jeszcze dziwnie pachniał i w sumie był dobry tylko na chwilę. Ale ten jest zupełnie inny.
Opakowanie jest piękne, działa bardzo fajnie i jeszcze to uczucie chłodzenia....Jest to jeden z moich "must have"!!

A Wy, zetknęliście się już nim?


OCENY:
Opakowanie:      10/10
Zapach:               10/10
Skład:                    8/10
Działanie:            10/10
Cena:                Pełny 16, 98 $ na jolse, refill 8,99 $ oczywiście też na jolse

Koreańskie kosmetyki to luksus?! Trochę prawdy o markach i cenach - w Korei i w Polsce.

    Czas na wpis, za który na pewno nie pokochają mnie polscy dystrybutorzy, a który został podyktowany wiedzą nas, Polek, używających lub ...