wtorek, 3 października 2017

[JOLSE] - HOPE GIRL Honey Bee Venom Multi Solution Cream

    Sklepu [JOLSE] chyba nikomu przedstawiać nie trzeba, zwłaszcza, jeśli już nieco dłużej interesujecie się tematem kosmetyków koreańskich. Natomiast, jeśli dopiero zaczynacie z nimi przygodę i jeszcze nie do końca wiecie gdzie i jak zamawiać, polecam ten sklep z czystym sumieniem. To sklep online, a znajdziecie go pod adresem jolse.com (a w nim cale mnóstwo cudów z kosmetycznego rynku Korei Płd).
 Jest to mój ulubiony sklep od bardzo długiego czasu (między innymi dlatego, że dostawy są szybkie, bezpłatne, do tego zawsze pakowane jest mnóstwo próbek, dzięki którym można poznać nowe kosmetyki, niekoniecznie kupując ich pełnowymiarowe wersje). Znaleźć w nim można dużo brandów kosmetycznych (liczę na to, że jeszcze kiedyś pojawi się Whamisa), dużo promocji i nigdy nie miałam do niego zastrzeżeń.

Jakiś czas temu sklep zorganizował rozdanie dla testerek i udało mi się dostać krem z firmy Hope girl o nazwie Honey Bee Venom Multi Solution Cream (spotkałam się też z nazwą True Island zamiast Hope Girl). 

Firma pochodzi z Korei Płd. i jak u większości firm kosmetycznych z tego kraju, jej celem jest wydobycie piękna kobiety przez świetnej jakości kosmetyki, w których zawarte są naturalne ekstrakty. Głównie - z tego, co widziałam firma stawia na kolorówkę, ale pielęgnacją też nie gardzi. Efektem tego jest krem zawierający w sobie jad pszczeli, propolis, miód i mleczko pszczele – składniki od wielu lat (wieków właściwie) cenione w kosmetyce i farmaceutyce. 

Producencka obietnica, czyli dla kogo właściwie jest przeznaczony ten krem?

Dzięki zawartości propolisu, jadu pszczelego, miodu i mleczka wygładza szorstką skórę, leczy cerę zmęczoną i ją odżywia. Nadaje skórze elastyczność, a kwas hialuronowy i kolagen nawilża i dodatkowo wygładza skórę.

Opakowanie prezentuje się uroczo, nawiązując do plastra miodu.  Podstawy pudełka mają kształt sześciokątny, a samo pudełko jest koloru żółtego, na nim oczywiście jest nazwa kosmetyku i skład, oraz instrukcja użycia.
W środku znajdujemy słoiczek z kremem o pojemności 55 ml. Krem ma lekką konsystencję, jest koloru bladożółtego i ma dość wyczuwalny zapach propolisu.
Jego skład widzicie na zdjęciu, ale można również go podejrzeć na stronie cosdna.
W składzie nieco mnie zastanowił ten biedny dimethicon i alkohol (według mnie wyczuwalny trochę w zapachu), ale mamy też niacyniamid, hydrolizowany kolagen i wyżej wymienione składniki pochodzenia pszczelego na całkiem wysokich miejscach, więc producent absolutnie nie oszukuje w składzie.
Krem w dotyku jest bardzo przyjemny, lekki, wręcz jedwabisty. Po nałożeniu dość szybko się wchłania jednocześnie pozostawiając uczucie gładszej i bardziej miękkiej skóry.
Po dłuższym stosowaniu  widzę lekką różnicę w nawilżeniu, a skóra jest jakby jaśniejsza i bardziej wyrównana kolorystycznie.
Patrząc na skład, bałam się nieco, że krem będzie zapychał, ponieważ moja mieszana cera ma takie tendencje - ale nic takiego jak dotąd nie miało miejsca.

Dla jakich typów skóry?

Głównie polecałabym dla skóry tłustej i mieszanej oraz dla osób, które wiedzą, że nie mają uczulenia na pszczoły i pszczele produkty. Dla skóry wrażliwej może to być za mało nawilżający krem, więc jeśli koniecznie chcecie spróbować, warto zaopatrzyć się w dodatkowy nawilżacz typu dobry toner lub esencję.

Opakowanie: 10/10 (śliczne, od razu po wyglądzie możemy domyślić się przynajmniej paru składników)
Skład:           8/10 (alkohol denaturowy i parę PEGów niekoniecznie chciałabym tam widzieć ) 
Zapach:           10/10 (uwielbiam zapach propolisu)    
Działanie:         nawilża, wygładza, uspokaja skórę
Cena:               16-18 $ na jolse.com





Koreańskie kosmetyki to luksus?! Trochę prawdy o markach i cenach - w Korei i w Polsce.

    Czas na wpis, za który na pewno nie pokochają mnie polscy dystrybutorzy, a który został podyktowany wiedzą nas, Polek, używających lub ...