piątek, 27 października 2017

Tajne składniki pielęgnacji - retinoidy.

Po początkowym wpisie o składnikach kosmetyków pielęgnacyjnych na temat witaminy C (który znajdziecie pod tym linkiem), dziś zajmę się kolejnym cudem kosmetycznym - cudem, jakim są retinoidy.
Od jakiegoś czasu słyszę i czytam o tym jak bardzo są pomocne w uzyskaniu pięknej skóry, ale jak to z nimi jest rzeczywiście?

poniedziałek, 23 października 2017

[Nature republic] Snail solution skin booster - recenzja

Lubię zielone rzeczy. Lubię zielone opakowania. Lubię wszystko, co kojarzy się z naturą. Nic więc dziwnego, że firma Nature Republic wylądowała w końcu na mojej liście życzeń, a po zobaczeniu tych pięknych zielonych opakowań linii Snail Solution postanowiłam nabyć sobie jeden z kosmetyków.
Padło na Snail solution Skin Booster - i tu przypomnimy sobie, co to jest booster.
Otóż Skin Booster to poniekąd dodatkowy kosmetyk poza podstawą "10 kroków". Jest z reguły nieco gęstszy niż toner (ale jak zawsze - regułę potwierdzają wyjątki), ma w sobie nieco więcej składowych i jest gęstszy. Ma za zadanie nieco "ztunningować" nałożone po nim kosmetyki sprawiając, że mają lepsze działanie.
Oczywiście gęstość tonerów i boosterów to rzecz umowna, zależnie od firmy mamy boostery wyglądające jak woda, a tonery są na wpół żelowate i odwrotnie, pozostaje nam wczytywać się w nazwy i obietnice producenckie. 

wtorek, 17 października 2017

Przemyślenia po latach stosowania koreańskiej pielęgnacji.

*edit  na wniosek Pauliny B.(Dziękuję!!!), która słusznie zauważyła brak peelingów.  😉 (18.06.18r.)    


 Azjatyckie kosmetyki zajmują u mnie dość sporo miejsca. Od dłuższego czasu wybieram, przebieram, szukam i testuję, mając nadzieję, że choć trochę poprawię stan swojej skóry.
Nie jest to dla was nic nowego, prawda? Każde z nas chciałoby mieć skórę jak po Photoshopie – gładką, promienistą, bez przebarwień, skaz, blizn i trądziku. Niestety, bardzo rzadko się to zdarza, a takie osoby mogą czuć się wybrańcami losu. Najczęściej każda z nas ma jakieś „ale” do stanu swojej skóry.
     Po pierwszym zachłyśnięciu się kolorami i zapachami, przyszedł czas na spojrzenie wstecz i podsumowanie swojej wiedzy odnośnie pielęgnacji.

wtorek, 3 października 2017

[JOLSE] - HOPE GIRL Honey Bee Venom Multi Solution Cream

    Sklepu [JOLSE] chyba nikomu przedstawiać nie trzeba, zwłaszcza, jeśli już nieco dłużej interesujecie się tematem kosmetyków koreańskich. Natomiast, jeśli dopiero zaczynacie z nimi przygodę i jeszcze nie do końca wiecie gdzie i jak zamawiać, polecam ten sklep z czystym sumieniem. To sklep online, a znajdziecie go pod adresem jolse.com (a w nim cale mnóstwo cudów z kosmetycznego rynku Korei Płd).
 Jest to mój ulubiony sklep od bardzo długiego czasu (między innymi dlatego, że dostawy są szybkie, bezpłatne, do tego zawsze pakowane jest mnóstwo próbek, dzięki którym można poznać nowe kosmetyki, niekoniecznie kupując ich pełnowymiarowe wersje). Znaleźć w nim można dużo brandów kosmetycznych (liczę na to, że jeszcze kiedyś pojawi się Whamisa), dużo promocji i nigdy nie miałam do niego zastrzeżeń.

Jakiś czas temu sklep zorganizował rozdanie dla testerek i udało mi się dostać krem z firmy Hope girl o nazwie Honey Bee Venom Multi Solution Cream (spotkałam się też z nazwą True Island zamiast Hope Girl). 

Firma pochodzi z Korei Płd. i jak u większości firm kosmetycznych z tego kraju, jej celem jest wydobycie piękna kobiety przez świetnej jakości kosmetyki, w których zawarte są naturalne ekstrakty. Głównie - z tego, co widziałam firma stawia na kolorówkę, ale pielęgnacją też nie gardzi. Efektem tego jest krem zawierający w sobie jad pszczeli, propolis, miód i mleczko pszczele – składniki od wielu lat (wieków właściwie) cenione w kosmetyce i farmaceutyce. 

Producencka obietnica, czyli dla kogo właściwie jest przeznaczony ten krem?

Dzięki zawartości propolisu, jadu pszczelego, miodu i mleczka wygładza szorstką skórę, leczy cerę zmęczoną i ją odżywia. Nadaje skórze elastyczność, a kwas hialuronowy i kolagen nawilża i dodatkowo wygładza skórę.

Opakowanie prezentuje się uroczo, nawiązując do plastra miodu.  Podstawy pudełka mają kształt sześciokątny, a samo pudełko jest koloru żółtego, na nim oczywiście jest nazwa kosmetyku i skład, oraz instrukcja użycia.
W środku znajdujemy słoiczek z kremem o pojemności 55 ml. Krem ma lekką konsystencję, jest koloru bladożółtego i ma dość wyczuwalny zapach propolisu.
Jego skład widzicie na zdjęciu, ale można również go podejrzeć na stronie cosdna.
W składzie nieco mnie zastanowił ten biedny dimethicon i alkohol (według mnie wyczuwalny trochę w zapachu), ale mamy też niacyniamid, hydrolizowany kolagen i wyżej wymienione składniki pochodzenia pszczelego na całkiem wysokich miejscach, więc producent absolutnie nie oszukuje w składzie.
Krem w dotyku jest bardzo przyjemny, lekki, wręcz jedwabisty. Po nałożeniu dość szybko się wchłania jednocześnie pozostawiając uczucie gładszej i bardziej miękkiej skóry.
Po dłuższym stosowaniu  widzę lekką różnicę w nawilżeniu, a skóra jest jakby jaśniejsza i bardziej wyrównana kolorystycznie.
Patrząc na skład, bałam się nieco, że krem będzie zapychał, ponieważ moja mieszana cera ma takie tendencje - ale nic takiego jak dotąd nie miało miejsca.

Dla jakich typów skóry?

Głównie polecałabym dla skóry tłustej i mieszanej oraz dla osób, które wiedzą, że nie mają uczulenia na pszczoły i pszczele produkty. Dla skóry wrażliwej może to być za mało nawilżający krem, więc jeśli koniecznie chcecie spróbować, warto zaopatrzyć się w dodatkowy nawilżacz typu dobry toner lub esencję.

Opakowanie: 10/10 (śliczne, od razu po wyglądzie możemy domyślić się przynajmniej paru składników)
Skład:           8/10 (alkohol denaturowy i parę PEGów niekoniecznie chciałabym tam widzieć ) 
Zapach:           10/10 (uwielbiam zapach propolisu)    
Działanie:         nawilża, wygładza, uspokaja skórę
Cena:               16-18 $ na jolse.com





Projekt: denko (październik 2018)

Pytanie zasadnicze: czemu ja nigdy na blogu nie przeprowadziłam żadnego denka?! Skoro na kanale YT mam, to mogłam przy okazji tu też wrzuci...